1.FC Brno 1-1 FC Baník Ostrava

15.03.2010, poniedziałek 17:30 – widzów 4055

Tego dnia w sektorze gości znalazło się 584 fanów Banika, dodatkowo 60 zostało pod stadionem. Kibice GieKSy wspierali Chacharów w sile 4 głów. Banik na tym meczu był ubrany w jednakowe mycki, oraz prezentuje oprawę.

Źródło: zin SK1964 nr 18 (Katowice) marzec 2010

Relacja kibica GieKSy

Już podczas powrotu z Łęcznej nabrałem „smaków” na wyjazd do Brna. Jak wiadomo, kilka dni wcześniej Brno wydało komunikat, że Polacy nie będą wpuszczani na mecz, ale po interwencji klubu z Ostravy decyzja została zmieniona. Tak więc w niedzielę wieczorem zastanawiałem się kto będzie chętny na wyjazd. Z mojego FC nikt niestety nie dał rady jechać (szkoła/praca), tak więc usiadłem na GG i sprawdziłem kto jest dostępny:) Wybór padł na J, który od początku wyraził zainteresowanie wyjazdem w moim towarzystwie. Szybko obczailiśmy transport i mogłem spokojnie iść spać. Na drugi dzień po 10 odebrałem J i ruszyliśmy na dworzec do Czeskiego Cieszyna. Kupiliśmy bilety a resztę wolnego czasu spędziliśmy w knajpie popijając Radegasta. W drodze do Svinova po raz pierwszy tego dnia dojebała się do nas czeska psiarnia. Byli bardzo zainteresowani gdzie jedziemy, grzecznie odpowiedziałem, że do Svinova więc dali nam spokój. Po przyjeździe odebrał nas R i na dworcu wypiliśmy jeszcze po piwku, spotkaliśmy też trzeciego GieKSiarza, który przyjechał już w nocy. Na peronie do cugu zostało doczepionych pięć wagonów dla kibiców i bez problemu mieliśmy wolne miejsca siedzące. Podróż minęła na rozmowach z Banikovcami, ja z J powstrzymywałem się od picia bo na zbiórce dowiedzieliśmy się, że Polacy będą ostro trzepani i pójdą na alkomat. O tym, że to nie było zwykłe gadanie dowiedzieliśmy się już w cugu, psiarnia chodziła i sprawdzała wszystkim dowody. Gdy tylko spojrzeli na nasze to zaraz zjawiło się dwóch kolejnych, jeden sprawdzał nasze dane w bazie (+ spisywanie danych) a drugi dobre kilka minut nas filmował. Po takim „castingu” musieliśmy trochę odreagować i udaliśmy się do innego przedziału gdzie siedział nasz znajomy „tata chachar”. Skosztowaliśmy rumu i jeszcze kilku innych trunków, nie mogło też zabraknąć sporej dawki „śmiechu”:) Wreszcie pociąg się zatrzymał, ale na jakimś zadupiu, gdzie były podstawione autobusy. Nie obyło się bez prowokacji psiarni, przez co dwóch kibiców Banika pojechało na dołek ( wypuścili ich po meczu z grzywną 200 koron za niedostosowanie się do poleceń policji). Żądne sensacji pismaki tylko czekały na taką okazję, w ruch poszły aparaty i kamery (przez całą drogę towarzyszyły nam media, podobnie przed stadionem). Autobusy (w każdym busie jechało po kilku mundurowych) jeździły z nami po obrzeżach dobre 30 minut nim łaskawie podjechali pod stadion. Na miejscu oczywiście pełno psiarni i pismaki z wycelowanymi w nas aparatami i kamerami. Wejście na stadion odbywało się bardzo powoli, było tak nudno, że dla zabawy jeden z kibiców mający już problemy z prostym chodzeniem jakimś cudem wszedł na dach pobliskiego garażu:) Zaraz zleciała się ochrona i mundurowi i przekonali ziomka, żeby zszedł i dali mu spokój. Jednak na stadion i tak się nie dostał bo alkomat go nie przepuścił. Wreszcie nadeszła nasza pora wejścia na sektor, pokazaliśmy dowody i się zaczęło… Pierwszy z ochrony mówi, że Polaków na szpil nie wpuszczają ale drugi zaraz go poprawił, że jednak wpuszczają. Następnie zaczęło się trzepanie jakiego z J dawno nie mieliśmy. Musiałem wyciągnąć wszystkie vlepy, portfel, komórkę, ciul macał mnie przez dobre kilka minut. J miał jeszcze dłuższe trzepanie, nie mógł wnieść nawet kanapek. Jedyny plus był taki, że nie poszliśmy na alkomat. Gdy otrząsnęliśmy się z urazu psychicznego (macania przez faceta) byliśmy już na sektorze. Zaznaczyliśmy swoją obecność naklejając kilka vlepek i udaliśmy się na posiłek. Podchodzimy do budki i J mówi: „dwa wuszty proszę”, babka dość szybko zajarzyła i zaczęła się śmiać. Kiełbasa smakowała znakomicie a chrzan wypalał gardło. Gdy sobie spokojnie staliśmy w oczekiwaniu na rozpoczęcie meczu, podeszła do nas kibicka z Banika i dała nam dwie mycki. J w podzięce dał jej vlepki a czapy schowaliśmy do plecaków bo za bardzo przypominały smrodowe… Dzielna kibicka zrobiła na nas duże wrażenie bo już na pierwszy rzut oka było widać, że jest aktywna kibicowsko, a czapki potrafiła sprzedawać jak mało kto (jakby to powiedział mój dzielnicowy – agresywny marketing)! Przez większość meczu doping Banika stał na średnim poziomie, było kilka dobrych zrywów ale żadnej rewelacji. Nie obyło się natomiast bez wrzut z obydwu stron – naprawdę sporo ich było! Kibice Brna też nie błyszczeli i nie pokazali się tak jak przystało na gospodarzy, szczególnie gdy przyjeżdża tak dobry rywal. Banik mógł, a raczej powinien wygrać to spotkanie, miał sporo sytuacji. Niestety po zdobyciu bramki za bardzo się cofnął i w końcówce meczu stracił gola. Po meczu dość szybko zostajemy wypuszczeni i zapakowani do autobusów. Tym razem po obrzeżach jeździmy zdecydowanie krócej i meldujemy się na zadupiu. Tutaj czekamy ponad 30 minut aż przyjedzie cug, powrót do Ostravy spokojny. Na miejscu jesteśmy przed północą i dowiadujemy się, że kolejny cug w nasze strony jedzie za dwie godziny i dodatkowo ma opóźnienie 35 minut. Pozostaje nam tylko jedno. Idziemy do naszej ulubionej „speluny” i tam spokojnie czekamy na transport. W domu melduję się późną nocą , a J nad ranem. W Brnie było w sumie 584 kibiców (+60 pod stadionem) w tym 4 GieKSiarzy.

Źródło: zin SK1964 nr 18 (Katowice) marzec 2010

Relacja Banika

584 chacharów i 3 z GieKSy zostali wpuszczeni na sektor gości w Brnie. 20 chacharów zostało przed bramą (ochrona mówiła, że sektor jest już pełny i trzeba myśleć o bezpieczeństwie). Znów wszyscy w zimowych czapkach, nasza oprawa to logo chachari.cz + balony i potem na całym płocie transparent „cudzoziemców tutaj nie chcemy!“ – reakcja na Brno, które tydzień przed meczem mówiło, że kto nie jest mieszkańcem Czech nie zostanie wpuszczony. Brna w młynie ok. 1000 (w tym Slovan Bratislava), bez oprawy – doping dobry.

Źródło: zin SK1964 nr 21 (Katowice)