Amica Wronki 1-1 GKS Katowice

19.08.2000

Relacja kibica Amici

Kibice GKS Katowice przyjechali już o 9.00 rano w sile 59 osób. Udali się nad pobliskie jezioro. Z tego co zauważyłem nie posiadali żadnych flag. Zachowywali się bardzo spokojnie. To tyle o przyjezdnych. My tradycyjnie mieliśmy kilka flag, a co najważniejsze doping z naszej strony przez pełne 90 minut! Po meczu spokój, co już jest u nas dobrą tradycją…

Źródło: kibol.friko.pl

Relacja kibica GKS-u

Wyjazd zaczynamy o 2.21 w nocy. Do pociągu wchodzimy zwartą grupą i jedziemy bez psów. Od razu po wejściu okazuje się, że w tym samym pociągu jedzie 5 fanów GKS-u Tychy. Jak się później okazało jechali na wakacje. Od razu próbujemy w nich wjechać lecz oni wyciągają noże i pistolet gazowy!!! Myśleli, że się przestraszymy lecz po paru chwilach wyłapali mnóstwo strzałów od nas, po tym fakcie dochodzi jeszcze do solówek 5 na 5 bez sprzętu. Była to ponowna porażka tyskich fanów. Dalsza droga przebiegała już spokojnie. We w Wronkach meldujemy się ok. 8:00 i od razu dopierdala się psiarnia, która wywozi nas na boisko (w celu zabicia czasu) lecz gdy dowiadujemy się że piłkę ma załatwić pies rezygnujemy z gry w piłkę i oświadczamy, że chcemy jechać nad jezioro. Nad jeziorem siedzimy do czasu meczu. Po przewiezieniu nas na stadion czekają ponownie na nas bilety w cenie 20 zł. Po pertraktacjach wchodzimy we 2 na jeden bilet. Nasi piłkarze tego dnia zagrali bardzo dobre spotkanie, szkoda tylko że nie wykorzystali sytuacji na zwyciężenie tego spotkania. Po meczu psy wywożą nas do Poznania, gdzie oczekiwał na nas komitet powitalny w postaci katowickiej psiarni. Po wylegitymowaniu nas jedziemy razem z palantami do Katowic. W Katowicach meldujemy się o 4 nad ranem. Wyjazd zaliczyło 64 Gieksiarzy.

Źródło: zin BLACK BRIGADE nr 2 (Katowice)

Relacja GieKSy

Jedziemy w 62 osoby bez psiarni. We Wronkach jedziemy nad jezioro, a stamtąd na mecz. Po meczu w Poznaniu czeka na nas psiarnia z Katowic. Droga mija spokojnie.

Jacek

Źródło: Znienawidzeni Przez Społeczeństwo, Nr. 6., Koło 2001, s. 7.

Wspomnienia GieKSiarza

Mój najlepszy i zarazem pierwszy dłuższy wyjazd był do Wronek, chyba w sezonie 00/01. Wyjazd z Katowic był zaplanowany około 1 w nocy, więc ostatnim pociągiem (ok. 22.30) udaję się na miejsce zbiórki. Na miejscu, jako nikogo nie znający bajtel, czułem się trochę zagubiony, a otuchy dodawały mi pojedyncze „mordy” znane z Bukowej, krążące w okolicach dworca.

Gdy zbliżał się czas odjazdu pociągu, w kilkadziesiąt osób (60-70?) udajemy się na peron i zajmujemy miejsca. Pecha tego dnia miało kilku „turystów” z Tychów, którzy siedzieli już w pociągu, lecz musieli się „przesiąść” i pojechać następnym. Emocje w mojej małoletniej głowie już wtedy sięgały zenitu, a pociąg jeszcze nie wyjechał z Katowic. Pamiętam, że nie lada przeżyciem było dla mnie zamienienie słowa (dosłownie) z Ja**l**. Po zebraniu kasy na kobucha w naszym przedziale, Ja**l spytał, jaki mam nr na koszulce (miałem meczową, zielona z białym pasem). Możecie się śmiać, że pamiętam tak, dla niektórych, błahą sytuacje po 10 latach i jeszcze do tego ją opisuje, ale dla mnie to było naprawdę coś! Podróż minęła spokojnie, większość regenerowała siły przed ciężkim dniem. Nie pamiętam nawet gdzie była przesiadka, bo chyba musiała być?! Pamiętam, jak dotarliśmy na dworzec we Wronkach (tam się chyba tory kończą?), do meczu mieliśmy kilka godzin, więc miejscowe pieski (chyba do tej pory nie spotkałem tak bezproblemowych, a wręcz pomocnych) zabrali nas nad jakieś jeziorko, po czym pojechali suką z dwoma chłopakami od nas do sklepu po zaopatrzenie.

Na samym meczu wiało nudą, przegraliśmy chyba 1-0, na naszym sektorze również sielanka – parę razy coś może krzyknęliśmy, większość siedziała lub wylegiwała się na betonowym sektorze. Powrotu nie pamiętam za bardzo, ale z pewnością był to jeden z najdłuższych moich wyjazdów.

Nie zapomnę za to przerażenia w oczach moich rodziców, jak wróciłem do domu. Myślałem, że będzie ostro, a oni…podziękowali mi, że zostawiłem im kartkę w pokoju o treści: Jestem na meczu we Wronkach, wrócę za 2 dni, nie martwcie się – nie jestem sam :) Wyjazd bez dwóch zdań totalnie piknikowy, ale jako, że była to moja pierwsza tak daleka eskapada z GieKSą, pamiętam z niego bardzo dużo i zawsze będę miło wspominał…

Źródło: zin SK1964 nr 16 (Katowice)