BKS Bielsko-Biała 0-0 GKS Katowice

26.05.1982

Był to prestiżowy wyjazd, więc zebrała nas się rekordowa – jak na tamte czasy – liczba 100 osób. Pojechało też z nami, co dzisiaj się wydaje niewiarygodne, 30 kibiców Ruchu. W tamtym jednak czasie często dochodziło do takich jedniodniowych „układów”. Wtedy również ważyły się losy zgody pomiędzy nami a „Niebieskimi”. Gdy przyjechaliśmy do Bielska, czekała już na nas milicja – wtedy po raz pierwszy byliśmy eskortowani na stadion. Gdy weszliśmy na trybuny doznaliśmy szoku. Do meczu było ok. 2 godzin a stadion był już prawie pełny (17 000 widzów – kibice na dachach, drzewach, w oknach). Z trudem zajeliśmy sobie jakieś miejsca. Zostaliśmy otoczeni przez MO i tak minął nam cały mecz. Jak na tamte czasy, podczas meczu był fantastyczny doping – śpiewał cały stadion, choć sam „młyn” BKS-u liczył ok. 300 osób. Z samego meczu pamiętam, tylko że Franek Sput wybronił takie strzały, że się w głowie nie mieści. Po spotkaniu, czekaliśmy aż wszyscy opuszczą stadion i ruszyliśmy pieszo do stacji Bielsko-Lipnik. Po drodze miejscowi próbowali nas atakować, ale milicja nie dopuściła do awantury. Okazało się, że to jednak nie był koniec wrażeń. Gdy pociąg wjechał na dworzec główny w Bielsku czekali już tam na nas kibice BKS-u. Obroniliśmy się jednak rzucając w nich… puszkami z saletrą.

Coper

Źródło: Monografia GieKSy Tom I