Brno 0-0 Banik Ostrava

06.03.2015

Mecze Brna z Baníkiem zawsze budziły emocje. Ekipa z Brna jest postrzegana jako jedna z lepszych w kraju, nie zmienił tego fakt iż przez ostatnie lata przeżywa kryzys. To nic że obie drużyny w tym sezonie o nic raczej nie powalczą, lokalny rywal zawsze będzie bardziej emocjonował niż lider z drugiego końca kraju. Niestety, służby policyjne wraz z władzami czeskiego związku piłki nożnej robią wszystko, by mecze obydwu drużyn nie miały rangi futbolowego święta. Kolejne spotkanie w sezonie piłkarze Baníka musieli rozegrać w piątek, co więcej ograniczona pula imiennych biletów i uciążliwe kontrole przy wejściu także odstraszały do przyjazdu do Brna. Dla nas sam fakt imiennych biletów, które w przeciwieństwie do Polski można było zakupić nawet w dniu meczu nie jest niczym uciążliwym, ale dla przyzwyczajonych do wolności Czechów, jest to już powód do zachowania dnia wolnego na innych, wyjazd. Oczywiście mowa tu o tych mniej zaangażowanych kibicach, bo wiadomo, że ci najwierniejsi pojadą wszędzie.
My też w piątek postanowiliśmy wesprzeć naszych braci z Ostrawy w tym ciekawym pojedynku. Na zbiórce pojawiła się 13 osobowa delegacja kibiców z GKSu. Niektórzy z nas ze względu na konieczność odpracowania dniówki, pojawili się na niej spóźnieni. Inni z nas z kolei już od czwartku siedzieli w Ostrawie. Podróż do Brna minęła szybko. Wysiadamy na przedmieściach skąd autobusami wiezieni jesteśmy pod stadion, ot polskie realia. Wejście na sektor gości także się przeciąga, kamerowanie każdego z dowodem i drobiazgowe kontrole także zajmują dużo czasu, co ciekawe jednak mimo iż bilety miały być imienne dostępne były bez podawania danych od ręki. Cóż, po kamerowaniu z dowodem tożsamości nie było to potrzebne, szkoda że u nas w kraju tego nie zrozumieli.
Sam mecz był ciekawy tylko na trybunach, piłkarsko działo się niewiele, wynik 0-0 odzwierciedla w pełni to spotkanie. Na trybunach było już lepiej.

P1150079

Mimo, iż mogący pomieścić 12 550 kibiców stadion miejski w Brnie zapełnił się tylko w połowie (60% dopuszczonej pojemności), a dokładanie na trybunach zasiadło 6409 osób to stadion wyglądał pusto. Szczególnie kiepskie wrażenie sprawiał “młyn” Zbrojovki który zasiadł na górze swojego sektora za jedną z bramek, podobno dopingował. Podobno, bo niestety ani razu nie udało mi się ich usłyszeć, najzwyczajniej w świecie byli za cicho. Na szczęście nadrabiali prezentacją. Gospodarze w młynie wywiesili 8 różnej wielkości flag, siedem swoich i jedną Slovana, dodatkowo po różnych częściach stadionu rozwieszone były jeszcze dwa 3 ich płótna.  Poza tym na pierwszym płocie wywiesili oni pokaźnej wielkości transparent “vzhuru na chachary” (w górę na chacharów, tj kibiców Baníka) który przy prezentacji sektorówki z pięścią na tle krzyża w klubowych barwach i w asyście stroboskopów wyglądał całkiem całkiem fajnie, później przez resztę spotkania już tylko maskował pustki w młynie gospodarzy. Ci pokazali się jeszcze tylko pod koniec meczu gdy odpalili pirotechnikę, która spowodowała mały pożar na trybunach w postaci kilku płonących krzesełek.

11049509_10153041550428159_5246194506405805668_nJeśli chodzi o kibiców Baníka to na sektorze gości zameldowało się 582 osób, w tym wspomniana już wcześniej 13 z Katowic i naszych fan clubów. Na płocie tego dnia zawisły tylko 4 flagi, “Cosa Nostra”, “Chachari”, mała kwadratowa “Ultras” i nasza flaga “SK 1964″. Nie zawisła żadna flaga fan clubowa, na te po prostu nie ma w Brnie miejsca. Całość dopełniał transparent “Šafarčík tahni” (wypie***)”. Od początku do końca kibice Baníka prowadzili dobry doping bez żadnych więlszych przestojów. Zaprezentowali też dwie oprawy. W 10 minucie sektorówka z płonącym znakiem FACR (czeski związdek pilkarski) w asyście kartonów i jakże by inaczej pirotechniki, całość dopełnial transparent „Hoř ohýnku plápolej! Tupou sílu udolej!“ ( w wolnym tłumaczeniu, Płoń powoli podpalaj! Bezwzględną (dosłownie tępą) siłę wznieć), całość wyglądała naprawdę okazale.11041761_10153041878078159_7207409172616667808_n
W drugiej połowie, najpierw kibice Baníka wywiesili dwa transparenty z napisami “50 zakazów???”, ” dla władz Baníka zatrzymany = winny”. Odnosiło się to do zatrzymania 50 kibiców Sparty po ostatnim meczu w Ostrawie i wystąpieniu przez klub o zakazy wstępu dla wyżej wymienionych na mecze w Ostrawie. Wobec czego oczywiście kibice Baníka wyrazili jasny i zdecydowany sprzeciw.
Później kibice Baníka zapieczętowali kolejną oprawę: sektorówkę z puszką rozpuszczalnika i tekstem „Toluen – láska co nevyprchá!“ (“Toulen (rodzaj rozpuszczalnika) – miłość która się nie kończy”), całość dopełniały biało- niebieskie… sklepowe reklamówki, trzeba przyznać oryginalny pomysł. Oprawa oczywiście odnosiła się do “ultrasowania”, ale zawierała żartobliwe nawiązanie do wdychania rozpuszczalnika przez narkomanów starej daty – młodzi czytelnicy pewnie nie kojarzą takiego zjawiska ale i na polskich ulicach w latach 90′ nie był to rzadki widok.

11046826_10153044977913159_7593562301820107066_o
Na tym zakończyło się ultrasowanie tego dnia i nie było by już w sumie o czym pisać gdyby nie opieszałość ochrony obiektu w Brnie. Po zakończonym spotkaniu dość długo byliśmy przetrzymywani na stadionie co doprowadziło do małego spięcia przy wyjściu. Po małych przepychankach poszedł boczny płot, oddzielający sektor od pobliskich garaży. Po chwili interweniowała policja strzelając z shotguów, tyle że nie jak w Polsce z “gumek” a z małych kulek które rzekomo miał na ubraniach zostawiać widoczne w ultrafiolecie ślady.  Po całym niegroźnym zamieszaniu, niestety cześć osób dalej była przetrzymywana przy wyjściu ze stadionu, gdzie sprawdzano czy nie mają na nogach ww. śladów. Zatrzymano kilka osób z czego cześć na pewno szybko wypuszczono. Powrot do Ostrawy a później do Katowic odbył się bez spokojnie, bez przygód.
Braciom z Ostrawy dziękujemy za gościnę!

Źródło: Gieksa.pl