Chrobry Głogów 0-2 GKS Katowice ZAKAZ

09.06.2007, sobota 17:00

Relacja GieKSiarza

O tym, że nie będzie wyjazdu na Chrobry wiedzieliśmy już od kilku miesięcy, a że wyjazdy to nasza pasja to ciężko było myśleć o tym, że gdzieś nas może zabraknąć. Dlatego też postanowiliśmy zrobić wszystko, żeby w Głogowie się pojawić. Udało się to dzięki członkostwu w SKGK „SK1964”. Ale po kolei…

Z powodów ekonomicznych do Głogowa wyruszamy już wczesnym rankiem, gdyż tylko tak można było uniknąć jechania pociągami IC, a następne pasujące połączenie wypadało tak, że bylibyśmy na stadionie na 10 minut przed rozpoczęciem meczu, czego chcieliśmy uniknąć. Podróż do Wrocławia minęła nam dosyć szybko, za to 3h, jakie musieliśmy spędzić w stolicy dolnego śląska strasznie się dłużyły, bo ileż można chodzić po wrocławskim rynku. Był to jedyny minus tego wyjazdu. Dalsza droga mija równie szybko, czego powodem była zapewne pewna panna wracająca razem z nami. W końcu jednak meldujemy się w Głogowie, który właśnie obchodził swoje dni. Do meczu zostało jeszcze trochę czasu, więc rezygnujemy z komunikacji miejskiej i na stadion postanawiamy iść piechotą, a kilometrów z dworca trochę było. Na miejsce przeznaczenie przybywamy na 2h przed pierwszym gwizdkiem, toteż dosyć dobrze oglądamy sobie popadający w coraz większą ruinę obiekt (choć ma być podobno wyremontowany na euro). Aż żal oczy ściskał widząc nowo wybudowaną halę stojącą tuż obok, w której spędzamy resztę czasu. Tam też odbierają nas członkowie stowarzyszenia kibiców Chrobrego, z którymi wcześniej nawiązaliśmy kontakt. Warto w tym miejscu dodać, że podobnie jak u nas SSK tak i tam kibice przejęli kontrolę nad klubem. W przeciwieństwie jednak do naszego zarządu tam większość osób ma „sportową” przeszłość. Wracając jednak do głównego tematu – czas do meczu mija nam bardzo szybko na rozmowach na tematy kibicowskie. Przed samym meczem kibice Chrobrego proszą nas o wsparcie akcji oddawania krwi, którą w ten dzień organizowali. Z racji tego, że mój towarzysz podróży mdleje na widok strzykawki, a 4 pozostałych GieKSiarzy, którzy również przybyli na to spotkanie miało wysokoprocentową krew, postanawiam, że sam ją oddam. Był to mój pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni, co jest kolejnym i dosyć niespodziewanym plusem tego wyjazdu. Sam mecz jak mecz, nie ma co opowiadać – na pewno cieszy zwycięstwo. Za bramką stoimy łącznie w 7 osób (jeden chłopak dojechał z Legnicy). Po meczu wspólna radość z piłkarzami, szybkie podziękowania kibicom Chrobrego za gościnne i już jesteśmy na dworcu. Jak się jednak okazało pociąg mamy dopiero za godzinę. Ze strony starszych osób pada pytania „czy zrzucamy się z nimi na %?”. Nie wypadało odmówić… Po chwili jesteśmy już z powrotem na dworcu po wizycie w monopolowym. I zaczęło się alkoholizowanie organizmu, które zdawało się nie mieć końca (kto zna White Boys Kostuchna wie o czym mówię). Tuż przed Wrocławiem jednak większość z nas znużył sen. Z tego wynikła dosyć śmieszna sytuacja, bo jeden z nas tak przysnął, że musieliśmy zatrzymywać pociąg, który razem z nim odjeżdżał już na bocznice. W samym Wrocławiu musieliśmy czekać na pociąg do Katowic aż 4 godziny, a nie bardzo mogliśmy wyjść na miasto, bo kręciło się dość dużo Ślązaków, którzy 5 minut po nas pojawili się na dworcu wracając z meczu wyjazdowego z Piastem Gliwice. Po chwili jednak jak większość miejscowych ulotniła się idziemy coś zjeść, po czym na peronie spożywamy resztę tego, co zostało nam z zakupów w Głogowie. Czas mijał dosyć szybko na rozmowach z przypadkowymi ludźmi czekającymi na pociąg, z czego wynikało wiele śmiesznych sytuacji. Po 3h jednak zmęczenie było tak wielkie, że sen dopadł także i mnie. Jak wsiadłem do pociągu nie wiem do dziś, bo pamiętam tylko tyle, że obudziłem się przed Chorzowem. Do domu wróciłem po ponad 25 godzinach.
Wiem, że teraz pewnie nie jedna osoba wkurwia się, że ktoś był na meczu, na który był oficjalnie zakaz pojechania. My, chociaż jechaliśmy ze stowarzyszenia, to nie wiedzieliśmy, co może się zdarzyć. Gdybyśmy tam dostali, to na pewno nie tylko mielibyśmy z głowy wakacje, ale także wyjazdy GieKSy w najbliższym sezonie. A co do wykorzystywania stowarzyszenia we własnych sprawach, to traktuje to jako nagrodę za czas, który poświęciłem w tamtym sezonie na pomoc przy organizowaniu wyjazdów (choć sama satysfakcja z robienia tego też by mi wystarczyła, ale jakoś sobie to muszę tłumaczyć).
Mam nadzieje, że najważniejsze jednak będzie dla Was to, że nie zaliczyliśmy wyjazdowego zera.

Zwierzak

Źródło: ForumGieKSy.pl i  SK1964 nr 5 (Katowice) sierpień 2007