EMI – OSTATNIE POŻEGNANIE

Pogrzeb Emiego odbędzie się w piątek 15 lipca o godzinie 10:00 w kościele Św. Barbary na Giszowcu, a ciało zostanie pochowane na cmentarzu komunalnym w Katowicach.

Tak Emiego wspomina jeden z kolegów z trybun…

W te wakacje odszedł od nas kolejny dobry chłopak, wierny kibol i prawdziwy przyjaciel, na którego zawsze można było liczyć. Eminem był z tej kategorii ludzi którzy jak ja to mówię: „nie pier… się w tańcu” czyli jak coś robił to na stówę. Bo o to w życiu chodzi, żeby wiedzieć czego się chce i dążyć do tego za wszelka cenę, gdyż wtedy dopiero czujesz się spełnionym, zadowolonym oraz spokojnym. I EMI tak właśnie żył – obecny na 99% szpilów GieKSy. Na Baniku też był częstym i dobrze znanym gościem (pod inna ksywa – Hurvajz, hehe), w pewnym momencie gdy to mu nie wystarczało zaczął jeździć za kadrą gdzie też szybko ludzie go poznali. No, a kiedy zaczęły się nasze kontakty z KSG tam też nie mogło go zabraknąć… Ktoś może powiedzieć: „dobrze, wielu jest takich ludzi i co w tym wyjątkowego?”. No właśnie po pierwsze takich ludzi jest niestety coraz mniej, po drugie jak już są, to niewielu ma tak pozytywne pierdolniecie jak ten szczupły giszowiok i po trzecie on to robił w 200% dla idei, a nie dla poklasku czy innych pierdół.

Kiedy poznałem EMIego – nie przypomnę sobie za skarby, ale było to ok. 2006 roku. Okoliczności też nie są jasne hehe, ale wiem, że kręcił się on kolo ultrasów podobnie jak ja, bo był to czas gdy race jarały nas wszystkich. Pierwsze wrażenie: dresik, żelik, szybka gadka – myślę sobie jakiś cwaniaczek, który sprzedałby i załatwił chyba wszystko. Aż głupio mi się zrobiło jak zacząłem go poznawać i okazało się, że jest 180 stopni inaczej niż myślałem – po prostu pozory mylą! Nie wywyższał się mimo, że staż na stadionach miał zdecydowanie większy niż ja, więc dzięki temu czułem się z nim jak z przewodnikiem. Mój pierwszy wypad na Banik oczywiście z nim i jeszcze jednym kamratem, ja lekko pospinany, a oni bez stresu i bez biletów do cugu, luźne gadki z kanarami i wesoły dojazd. W samej Ostravie „latali” jakby mieszkali tam od urodzenia:) i tak było z Nim zawsze – miałem pytanie, problem, obawy lub prośbę to zawsze mi pomógł.

Jak już się poznaliśmy to widział po mnie czy wszystko jest OK, czy mam jakieś wątpliwości, a nawet jak miałem to On szybko je rozwiewał i gwarantował, że będzie dobrze. No i nie szło mu nie wierzyć, bo zawsze było tak jak mówił hehe, nawet wtedy jak jechałem z nim na drugi mój szpil kadry. EMI zaproponował w Warszawie żeby skakać przez plot na stadion, bo jest to do zrobienia i dzięki temu bilety nam się zwróciły. Chociaż wtedy przez sekundę pomyślałem, że to jest nienormalne: jechać na kadrę z biletem za trochę kasy, zug drugie tyle i ryzykować nawet jakimś głupim zawinięciem, albo bezsensowna aferą, ale po chwili jak go zapytałem czy wie co robi i czy to się uda to odpowiedział tylko żeby Mu zaufać i się nie bać. Faktycznie miał rację i pokazał mi, że tak na serio wszystko jest możliwe, bo po kilkuminutowej akcji byliśmy na sektorze bez biletów ale za to z pieniędzmi:) Powrót z tego szpilu też był niezły, bo czekając na zug siedzieliśmy i piliśmy do 1 w nocy w środku Złotych tarasów bez żadnego przypału – takie przyczajone miejsce znalazł. Czasami wydawało mi się ze EMI podąża za jakimś ślepym instynktem, którego w ogóle nie kontroluje i wtedy miałem lekkie obawy. Lecz On zawsze świetnie wiedział co robi, a jak już na serio nie wiedział to efektownie i efektywnie improwizował. Tak jak w Kluczborku gdy zostaliśmy sami pod stadionem, a on wypatrzył jedyne auto z miejscami dla nas, lub w Austrii gdzie poszedł na total spontan i udało mu się kupić 50 biletów na towarzyski szpil kadry. Wszystko fajnie ale co z tymi biletami zrobić? EMI jako interesiarz dobrze wiedział – sprzedać drożej i tak zrobił. Kombinacje i interesy wychodziły mu równie świetnie co kibicowanie, a co najważniejsze to wszystko robił żeby pojechać gdzieś, żeby dorzucić się chacharom z Ostravy na coś. Albo żeby mieć coś dla siebie, ale nigdy nie robił tego żeby umyślnie kogoś wyciulać.

Ten chłopak miał po prostu zasady i choć czasami zbliżał się mocno do ich granic to nigdy ich nie przekroczył. Wiele razy zdarzało mu się zaspać lub spóźnić na zbiórkę, ale jako słowny człowiek dotarł zawsze tam gdzie chciał jechać i gdzie mówił wszystkim, że pojedzie. I tak właśnie trzeba żyć i kibicować – na pewniaka i nieustannie do przodu mimo przeszkód, bo każdą przeszkodę można przeskoczyć, a nawet jak się nie da to można ją przecież obejść;) Tak jak On nie raz obchodził policyjne, czy ochroniarskie kordony nawet przez nich niezauważony. EMI dostrzegał w życiu tylko plusy i cieszył się nimi, a minusami się nie przejmował i szybko je zmieniał w pozytywy, bo przecież dwa minusy to plus hehe.

Potrafił zaprosić do siebie po szpilu kilku Baników i mimo, że nie miał dużo to wszystkim się podzielił tak, że każdy był zadowolony. A jak przyjaciele odjeżdżali do Ostravy to potrafił pojechać za nimi następnym pociągiem (bo np. jakaś dziewczyna mu się spodobała i zapomniał jej to powiedzieć, więc chciał dopiąć swego).

Był zdolny do mega przypałowych promocji tylko dlatego, że Mu powiedziałem: „ale bym się napił, bo już parę godzin usycham”, a on tylko przemknął gdzie trzeba i wracał z zaopatrzeniem, a ja dziwiłem się jak to jest możliwe… Dla niego czym większe wyzwanie tym większa frajda i chęć osiągnięcia celu. Bo czy ktoś z Was drodzy czytelnicy byłby w stanie wsiąść do samolotu z flagą Katowice On Tour, kilkoma euro, prawie zerową znajomością języków i polecieć do Hiszpanii, na szpil naszej cienkiej kadry? Ja myślę, że obecnie takich osób na Bukowej jest kilka. A Jemu nigdy nie trzeba było dwa razy powtarzać, ani dwa razy się o coś prosić czy pytać. Był otwarty, szczery i prostolinijny a ja to w Nim ceniłem, bo przynajmniej zawsze wiedziałem o co chodzi i wołałem usłyszeć brutalna prawdę i być dzięki temu przygotowanym na najgorsze, a to parę razy mi pomogło. Potrafił się odnaleźć w każdej sytuacji, czy to gadając z jakimiś dziewczynami, czy to tłumacząc się psom z innego kraju. Zawsze zgrabnie wybrnął z sytuacji. EMI był PRAWDZIWY i chyba dzięki temu wielu ludzi go poznało, polubiło, doceniło i mam nadzieję zapamiętało pozytywnie. Myślę, że EMI miał się dobrze na tej ziemi, bo żył jak chciał i tak jak mu było dobrze. A ja do Was GieKSiarze mam prośbę żebyście chociaż w połowie postarali się być tacy jak On – „Jedynej sprawie oddani całkowicie”, tak jak On – na sektorze, na ulicy, czy w cugu fanatycznie trzeba robić wszystko zawsze i wszędzie na 110%! Bo tylko wtedy ma się pewność, że wykonało się misję najlepiej jak się potrafiło i nie ma się do siebie żalu, że to czy tamto mogłem zrobić inaczej. Jak już tak będziecie postępować to gwarantuje, że będziecie zadowoleni i inni z Was też. Bo jestem pewien, że odejście takiego gościa nie było przypadkowe i musi coś znaczyć, a my to udowodnimy gdyż On patrzy na nas z góry i widzi wszystko…

Obyśmy Wszyscy spotkali się na ostatnim szpilu w niebie – Pisak, Dura, Emi i wszyscy dobrzy Kibole GieKSy których już tu nie ma – Cześć Waszej Pamięci!

Franz

Źródło: zin SK1964 nr 37