FC Baník Ostrava 1-1 SFC Opava

29.11.1998

Relacja GieKSiarza

Wielu śmieje się z naszej zgody z kibicami czeskimi, dokładnie Banika Ostrawa. Zaliczali się do nich również kibice z Wrocławia tamtejszego Śląska. Ciekawe czy jest tak nadal po tym jak zrobili sobie układ właśnie z kibolami z Czech z Opawy, lokalnym rywalem Banika. Tak się złożyło, że układ ten miał być przypieczętowany podczas meczu Opawy z Banikiem w Ostrawie. Postanowiliśmy być obecni na tym meczu. Odbywał się on 29.11.1998 o godzinie 13.30. Katowiccy chuligani dostawali się na ten mecz różnymi środkami transportu i w różnych dniach. My postanowiliśmy jechać w sobotę rano. W czterech wyruszyliśmy pociągiem do Cieszyna skąd mieliśmy przesiadkę do Ostrawy. Na miejscu byliśmy już o 10 rano, więc poszliśmy pokręcić się na mieście. Po drodze zahaczamy o jedną z knajp Banika. O dziwo nie było tam kiboli Banika ani Katowic. Po obfitym spożyciu złotego napoju zmieniliśmy lokal na inny. Tam spotykamy kiboli z Ostrawy. Jeden telefon i meta już była załatwiona, wylądowaliśmy w Havirovie za Ostrawą. Na miejscu już w wannie moczymy swe szkielety (…). Dowiadujemy się o zadymie jaką chcą wykręcić banikowcy rano przyjezdnym. Nam głównie chodzi o Śląsk. Zapowiadało się ciekawie. Od 8 rano zaczęli się wszyscy zbierać. W knajpach spotykamy znajome twarze. Niektórzy balują już od piątku. O 11 ruszamy na miejsce gdzie ma nastąpić atak, w okolice miejscowego dworca. Chuliganów z Katowic jest około 20. Ledwo co opuszczamy lokal,  a pojawia się ogon w postaci miejscowych psów. Na miejscu jest nas jakieś osiem dyszek. Nagle pojawia się antyterrorka, pałkarze i zwykła mendacja. Przyjechało ich tyle choćby mieli zjazd. Okazało się, że tuż koło nas znajduje się szkółka policyjna. Z całej akcji nici, pociąg nawet się nie zatrzymał. Po spisaniu nas dostajemy się do bany. Razem z nami jadą pały. Z rozmowy ich można było się dowiedzieć że na następnym przystanku przetrzymują przyjezdnych. Gliniarze myślą, że przejedziemy ten przystanek nie zatrzymując się. Są w wielkim błędzie. Zaraz po minięciu wroga zrywamy hamulec. Obie strony ruszają na siebie. Hamulec zrywany jest jeszcze kilkakrotnie. Opawa wybija nam szybę, w tej samej chwili czeska psiarnia wjeżdża do bany. Efektem tego jest to, że musimy na stadion iść piechotą. Na stadionie jest już reszta naszej załogi. W sumie GieKSy 40 osób. Opavy około 200+4 ze Śląska Wrocław. Zaraz po rozwieszeniu flag przez Śląsk rzucamy się na nie, w obronie staje jeden z wrocławian, a zaraz za nim psiarnia. Trochę więcej zdecydowania z naszej strony, a jedna ze starszych flag Śląska była by nasza. Wcześniej miał miejsce udany atak na przyjezdnych w wyniku czego większość spie*doliła tracąc szalik. Do końca meczu nic ciekawego się nie działo poza tym że przez całą drugą połowę toczyła się rozmowa z jednym z wrocławskich fighterów. Niejaki Grucha zaczął się gorączkować, gdy weszliśmy na temat Wisły. Oznajmił on, że nienawidzi Wisły jak i jej kibiców. Mecz zakończył się remisem. Powrót spokojny. Na koniec chcielibyśmy podziękować kibicom Banika za gościnę.

Źródło: zin ULTRAS nr 0

Relacja kibica Banika

Jak wszyscy wiedzą, Opavaci zrobili układ ze Śląskiem Wrocław, a ten mecz miał być ich pierwszym wyjazdem na Czechy. Wyglądało na to, że na Bazalach (i nie tylko tam) będzie naprawdę ciekawie. Wszyscy oczekiwali wielkiego zderzenia (spotkania), my z Opavą i GKS ze Śląskiem. Należy dodać że Gieksiarzy przyjechało około 45 osób.

Zbiórka była zaplanowana na 7:00 w Zwetleru i bardzo miłym zaskoczeniem było ilu Chacharów przyszło. Nas było około 100 i GKS z Trnavą około 30. Reszta Gieksiarzy dojechała dopiero na mecz. Wszyscy się cieszyli na ustawkę i tylko czekaliśmy na telefon od naszego zwiadowcy, który od rana był na dworcu w Opawie i obserwował sytuację. O 11:00 zadzwonił, że już przyjechali i to w liczbie 100 osób, sami chuligani. Wychodzimy przed bar i prawie dostaliśmy zawału, bo na nas czekała niespodzianka w formie 30 psów, a kolejne psy były już w drodze. Myślę, że to jest praca tajnych policjantów, którzy się poruszają między nami od początku sezonu. Policjanci wiedzieli co mamy w planach i czekali na dworcu w Třebovicích i tak załatwili, żeby pociąg tam nie stanął. To znaczy że czekaliśmy niepotrzebnie, pociąg przejechał i Opavaci tylko ryczeli na nas przez okna. Potem idziemy na tramwaj. Nikt nie liczył na to że możemy spotkać Opavatów na Svinowie, dlatego jest to dla nas niespodzianka. Jak jedziemy przez Svinov to Opavaci stoją na peronie. Wybiegamy z tramwaju i zaczyna się krótka bójka która zostaje zakończona przez policjantów i zostajemy zepchnięci z powrotem do tramwaju. W wyniku tej bójki zostaje wybita jedna szyba w tramwaju i jedna osoba zostaje zatrzymana.

Na stadion dojechaliśmy chwilę przed meczem, jak zawsze idziemy przy sektorze gości. Większość obecnych gości traci swoje szaliki, ci kibice przyjechali busikami i są nieszkodliwi. Pociągowi Opavaci przyszli dopiero w 10 minucie, oblężeni przez policję. Cały młyn od razu biegnie naprzeciw Opawie. Oddziela nas płot przez który latają ławki. Łącznie przyjechało Opavatów koło 250 + 4 z Wrocławia (mieli dwie flagi). Podczas drugiej połowy około 40 Chacharów przenosi się w dół, koło płotu w naszym sektorze. Płot zostaje łagodnie zniszczony. Z boiska wpada 4 policjantów z zamiarem rozgonienia nas. Chwilę potem musieli uciekać, żeby ochronić swoje zdrowie przed paroma wytarganymi ławkami. Po meczu policjanci trzymają Opavatów w ich sektorze, co daje nam dużo czasu by się uzbroić i zająć miejsca przy bramie, z której oni powinni wyjść. Psy robią dobry manewr i te opawskie kurwy wyprowadzają drugą stroną. Zauważyliśmy to dopiero po paru minutach i wszyscy biegniemy pod schody i atakujemy. Opavaci się boją i stoją na górze przy kasach, zamiast wziąć udział w walce między nami i policjantami. Psów jest tylko około 15 i po jednym z ataków uciekają. Niestety w tym momencie policja interwencyjna (prewencja) rozproszyła nas. Kto nie zdążył uciec, dostał.

Ten mecz oceniam jako dobre zakończenie udanego roku.

Mengele

Źródło: zin CHACHAR BOYS nr 10, 1999 (Ostrava)