FC Kaučuk Opava 3–3 Banik Ostrava

15.08.1997

Z Katowic wyjechaliśmy w ponad sześć dych. Jeszcze przed przekroczeniem granicy zaczęliśmy degustację alkoholu. Parę osób od nas nie ma paszportu, ich jedyną nadzieją na dostanie się do Czech to przejście przez rzekę. Udało się tam i z powrotem. W Cieszynie kolejne browce i udajemy się do Ostravy. Będąc na miejscu jedziemy do knajpy, która nazywa się „Parlament”. W knajpie bawią się już ziomale z „GieKSy”, którzy przyjechali kilka dni wcześniej. W środku śpiewy itp. Udajemy się na dworzec gdzie jest już około 1000 Banikowców. Przejazd spokojny poza śpiewem i alkoholem, który lał się strumieniami. W Opavie czeka już na nas Banik. Ze śpiewem na ustach Gieksa-Banik czuliśmy się jak u siebie. W ogóle w Opavie jest bardzo dużo kiboli Banika. Rządzimy tam, pod samym stadionem atakujemy Kaucuk. Skroiliśmy im szale, czapki i trzy fany. Kibole Kaucuka to cienkie bolki. Lejemy ich na każdym kroku. Na stadionie jest nas około 1500 osób, przez cały mecz trwał doping (na płocie wisiały cztery fany z Katowic). W pewnym momencie dochodzi do starć z psiarnią (drobne przepychanki). Jeden z gliniarzy został opluty a ten wytarł twarz o flagę Katowic, tego już było za dużo, ruszyliśmy na palantów. Razem z Banikiem cały czas napierdalamy policję, aż do przerwy meczu. Później dołączyły do nich posiłki motocros (taka czeska antyterrorka). Mimo tego i tak byliśmy górą. Po przerwie panował już spokój. Mecz wygrał Banik. Po meczu jedziemy do Ostrawy do „Parlamentu”. Zabawa trwa tam całą noc. Kibole z Ostrawy stawiali gorzołę i dziękowali nam za przyjazd. Niektórzy z nas udali się do innego pubu gdzie była dyskoteka, ochrona lokalu dostała po pizdach. Potem wstąpiliśmy do innego baru, gdzie doszło do ciulaniny z bramkarzami. Wystraszone kurwy, które tańczyły na stole uciekły za ladę. Knajpa została zdemolowana (było nas sześciu). Szef knajpy zadzwonił po mendy i zaczął strzelać. Jeden od nas został w środku. Po tej awanturze dwóch od nas zostało w Czechach na dłużej. Siedzieli w areszcie czeskim, mają sprawy. Był to super wyjazd na którym nie brakowało zadym, kiry itp. O tym meczu a raczej o awanturach wywołanych przez polskich chuliganów, pisano we wszystkich czeskich gazetach i pokazywano w telewizji.

Źródło: zin SZALEŃCY Z BUKOWEJ nr 2

Na mecz do Opavy wyruszyliśmy ok. 60 osobową grupą pociągiem o 8:00 z Katowic do Ostravy. Podróż umila nam degustacja różnych napojów alkoholowych. W południe meldujemy się w „Parlamencie” (knajpa Kibiców Banika). Tam zabawa, śpiewy i pijaństwo. W ok. 150 osób wyruszamy do Opavy, zaraz po wysiadce z pociągu zaczynają się przepychanki z czeską policją. Przed bramami stadionu Kaučuka Opava rozpoczyna się regularna wojna z czeską psiarnią. Przy okazji zdobywamy flagi, szale, koszulki i czapeczki w barwach Opavy. Prawie przez całe spotkanie napierdalamy się z policją, kilku gliniarzy zabiera pogotowie. Jeden od nas ląduje na izbie wytrzeźwień. Kibiców Banika było ok. 1000, z czego hooligans to ok. 50 fanatyków. Po meczu wracamy do „Parlamentu” gdzie mamy spędzić noc, ale wybucha bijatyka w pobliskiej dyskotece i wkurwieni kibole robią totalny rozpierdol; wybijają wszystkie szyby, lamią stoły i krzesła, rozpierdalają cały bar. Nadjeżdżają większe posiłki policji i wszyscy od nas rozjeżdżają się po całym mieście. Niestety paru kiboli zostaje zatrzymanych, a jeden zostaje zabrany do szpitala.

Łukasz

Źródło: zin BANDITEN nr 2

W Opawie zameldowało się 1200 fanów Banika, których dodatkowo wspierało 60 katowiczan.

Źródło: TYLKO GIEKSA nr 4-5, listopad/grudzień 1998