GKS Katowice 0-2 Miedź Legnica

12.10.2012, piątek 19:00 – widzów 1300

Relacja GieKSiarza

Jeszcze niedawno widniało widmo że nie dojdzie do tego spotkania, na szczęście jednak mimo wszystko piłkarze wrócili do treningów i mecz doszedł do skutku. To takie chwile w których wsparcie kibiców dla piłkarzy powinno być największe, a tu na trybunach pojawiła się garstka widzów. Wszyscy żyli już jutrzejszym meczem przyjaźni w Ostrawie, zapominając o własnej drużynie, wstyd! Na szczęście ci co przyszli wiedzieli jak się zachować i katowicka jedenastka mogła liczyć na doping przez całe spotkanie. Na płocie wisi tylko jedna flaga: NASZE MIASTO NASZA KREW NASZE ŻYCIE – GKS KATOWICE.

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 12.10.2012 GKS Katowice – Miedź Legnica BRAMKI

FILM: 12.10.2012 GKS Katowice – Miedź Legnica SKRÓT

Relacja sportowa

GKS Katowice: Wierzbicki – Czerwiński, Napierała, Kaciczak, Chwalibogowski – A. Kowalczyk, Fonfara, Wołkowicz, Pitry, Sobotka (46′ Goncerz, 50′ Farkas) – Kujawa

Miedź Legnica: Ptak – Wołczek, Bany, Woźniczka, Zasada – Madejski (89′ Szymański), Łobodziński, Nowacki, Kasperkiewicz, Grzegorzewski (70′ Łuszkiewicz) – Zakrzewski (59′ Alves).

GieKSa niestety nie podtrzymała dobrej passy. Dzisiaj zespół trenera Rafała Góraka przegrał z drużyną z Legnicy 2:0.
Początek spotkania był obiecujący. Pierwsza sytuacja była już 6 minucie. Po dośrodkowaniu w pole karne Grzegorza Fonfary piłka trafiła do Przemysława Pitrego. Niestety jego strzał został zablokowany. Kolejna szansa na objęcie prowadzenia miała miejsce w 21 minucie. Rafał Kujawa podawał ze środka pola na skrzydło do Krzysztofa Wołkowicza. „Wołek” bez namysłu uderzył na bramkę rywali jednak bramkarz końcami palców wybronił strzał wychowanka naszego klubu. Pierwsze 25 minut meczu z Miedzią mogło napawać optymizmem. Częste strzały z dystansu dawały nadzieję na kolejne zwycięstwo GieKSy. Niestety stare przysłowie mówi, że  „niewykorzystane okazje się mszczą”. I tym razem nie było inaczej. Bramkę dla gości w 27 minucie meczu strzelił Łobodziński. Zawodnik z Legnicy wykorzystał zamieszanie w polu karnym pewnie umieszczając piłkę w siatce. Stracona bramka negatywnie wpłynęła na nasz zespół. Częste błędy w środkowej strefie gry pozwalały wyprowadzać groźne kontry zespołu z Legnicy. W 35 minucie wspaniale w naszej bramce zachował się Maciej Wierzbicki, który wybronił sytuację sam na sam z napastnikiem gości. W końcówce pierwszej połowy zarysowała się optyczna przewaga gości. Na szczęście nie byli w stanie przypieczętować tego kolejną bramką.
Drugą połowę rozpoczynamy dosyć pechowo. Grzegorz Goncerz, który zmienił Sobotkę już po 3 minutach musiał opuścić boisko. Po sprincie do piłki upadł na murawę i nie był już w stanie kontynuować spotkania. Dodatkowo błędy sędziego i niedokładności w grze naszego zespołu powodowały, że nie potrafiliśmy złapać właściwego rytmu gry. Mimo to naszej drużynie udało się stworzyć kilka okazji bramkowych. Jedną z nich miał Przemysław Pitry. Otrzymał bardzo dobre podanie jednak zamiast oddać strzał, starał się przyjmować piłkę w polu karnym. Zakończyło się to upadkiem Przemka w asyście obrońców Miedzi. Niestety gwizdek arbitra milczał. Najlepszą okazje do doprowadzenia do remisu miał ponownie Przemysław Pitry w 79 minucie. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska, snajper naszego zespołu trafił w poprzeczkę. Piłka odbiła się jeszcze na linii bramkowej i została wybita przez obońców gości. Ostatnie 10 minut spotkania to były ciągłe ataki naszego zespołu, które kończyły się strzałami z dystansu. Minutę przed końcem regulaminowego czasu gry Pitry fauluje w naszym polu karnym. Arbiter bez zawahania wskazał na „jedenastkę”. Na bramkę rzut karny zamienił Nowacki. Warto zauważyć, iż trener Rafał Górak coraz częściej stawia na naszą młodzież. W dzisiejszej kadrze znalazło się, aż pięciu naszych wychowanków.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

Tydzień temu nie było wiadomo, czy GKS Katowice przystąpi do kolejnego meczu ligowego. Zawodnicy po dobrym meczu wygrali z GKS Tychy, ale mówiło się coraz głośniej o możliwości zaprzestania treningów. Tak też się stało i dopiero w środę zespół wrócił do zajęć w grupie. Nie mieliśmy pojęcia czy i jak to się odbije na postawie naszych piłkarzy w meczu z Miedzią.

Po trzech wygranych z rzędu liczyliśmy, że może być i czwarte. Jednak oprócz spraw organizacyjnych, także i te kadrowe były przeciwnikiem trenera Rafała Góraka. Kontuzje Kamila Cholerzyńskiego, dłuższa absencja Jana Beliancina (kontuzja) i Jacka Kowalczyka (zawieszenie), zawieszenie za kartki Marcina Pietronia, Deniss Rakels na kadrze, a w końcu tuż przed meczem kontuzja Mateusza Kamińskiego – wyliczanka naprawdę spora.

Tym razem Bartosz Sobotka wrócił na lewą obronę, a na pomocy zagrał Bartłomiej Chwalibogowski (w drugiej połowie cofnięty na obronę). Kamińskiego na stoperze zastąpił Damian Kaciczak.

Od początku GKS jednak nie grał źle i stworzył sobie kilka sytuacji. Próbował coś zdziałać aktywny Arkadiusz Kowalczyk i miał niezłe okazje do zdobycia gola, ale dobrze spisywał się Ptak. GKS miał kilka stałych fragmentów gry i w zamieszaniu podbramkowym mogła paść bramka, jednak brakowało soczystego uderzenia. Miedź w tym czasie dość nieudolnie rozgrywała piłkę w ofensywie. Nagle jednak to goście objęli prowadzenie. Dośrodkowanie z prawej strony, zamieszanie w polu karnym i strzał Wojciecha Łobodzińskiego – piłkarza, który przed sezonem trenował i grał w GKS. Od tej chwili to Miedź była bliższa strzelenia drugiej bramki niż GKS wyrównania. Raz po raz goście ruszali z kontrami i mieli co najmniej dwie stuprocentowe sytuacje, zwłaszcza Zbigniew Zakrzewski, którego strzał obronił jednak Maciej Wierzbicki. GKS mógł się cieszyć, że nie stracił drugiej bramki, bo naprawdę było gorąco.

Druga połowa zaczęła się tragicznie. Już 4 minuty po wejściu na boisko kontuzji przy starcie do piłki doznał Grzegorz Goncerz. Wyglądało to strasznie, zawodnik ze złości uderzył pięścią w ziemię, a twarz zakrył koszulką. Miejmy nadzieję, że nie będzie to nic groźnego i trzymamy kciuki Grzesiu! GKS starał się w tej połowie atakować i posiadał inicjatywę. Brakowało jednak sensownego pomysłu na wykończenie akcji. Było sporo wrzutek, które nawet doszły do Pitrego czy Napierały. Najbliżej szczęścia był właśnie Pitry, który po dośrodkowaniu trafił w poprzeczkę – piłka odbiła się potem od linii bramkowej, choć z trybun wyglądało to tak, że mógł być gol. W końcówce Napierała grał już z przodu, a Miedź przeprowadziła kontrę, po której Pitry sfaulował przeciwnika w polu karnym. Jedenastkę pewnie egzekwował Marcin Nowacki. Mecz skończył się dwubramkowym zwycięstwem gości.

Mecz był przeciętny w wykonaniu GKS. Był jednak spokojnie do wygrania, ale czegoś zabrakło. Może skuteczności, może szczęścia, może większej werwy (ale skąd ją brać…). Sędzia również był dość słabym aktorem w piątkowy wieczór. Szkoda, była szansa na czwarte zwycięstwo, ale też piłkarze w trzech poprzednich meczach pokazali, że da się punkty zdobywać. Tym razem nie wyszło.

Osobną sprawą jest żenująca frekwencja na meczu. To nic, że GKS wygrał trzy ostatnie mecze, że jest w tragicznej sytuacji i trzeba go wesprzeć. Blaszok świecił pustkami, a doping był słaby. Gdzie byli ci wszyscy wierni kibice GieKSy? Czy już świętowali w Ostravie i gdzieś mieli mecz ligowy swojego klubu? A może po prostu nie chciało im się iść na mecz, bo zimno? Szkoda słów.

To był przykry dzień na Bukowej. Oby nie był to oficjalny pogrzeb katowickiej piłki…

GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (0:1)
Bramki:
Łobodziński (27), Nowacki (88-k)
GKS: Wierzbicki – Czerwiński, Napierała, Kaciczak, Chwalibogowski – A. Kowalczyk, Fonfara, Wołkowicz, Pitry, Sobotka (46. Goncerz, 50. Farkas) – Kujawa.
Miedź: Ptak – Wołczek, Bany, Woźniczka, Zasada – Madejski (89. Szymański), Łobodziński, Nowacki, Kasperkiewicz, Grzegorzewski (70. Łuszkiewicz) – Zakrzewski (59. Alves).
Ż. kartki: Kaciczak, Pitry, Kowalczyk – Nowacki, Ptak
Sędzia: Jarosław Przybył.

Źródło: GieKSa.pl