GKS Katowice 0-0 ŁKS Łódź

22.10.1994

Relacja GieKSiarza

Jak zawsze przed meczem oczekiwaliśmy na przyjezdnych. O 14:15 przyjechał pociąg z Łodzi, w którym było ok. 40 kibiców z ŁKS-u. Byli z obstawą. 15 minut później wjechał pociąg z Gdyni przez Częstochowę. Na cug z Łodzi czekało ok. 20 naszych, a na ten z Gdyni zostało nas 7. Była to trafna decyzja bowiem tym pociągiem dojechało jeszcze 12 osobom z Łodzi. Tak więc nas 7 ich 12. Doszło do pierwszego starcia niestety przegranego, ŁKS nas zaskoczył. Dorwali jednego od nas „Michałka”, który trochę oberwał.
Parę chwil później tym razem my jebnęliśmy w żydów, w ruch poszły pasy, kosze na śmieci itp. Akcja trwała chwilę, ale mimo to było EXTRA… Potem przed rynkiem się umówiliśmy, aby nie rzucać się psom w oczy. Jednak psiarnia dostała cynk o zadymie i zaczęli szukać łodzian (nas też legitymowali). Na rynku pojawiło się 6 nysek i 3 polonezy. Przypominało to trochę obraz z walk na rynku kiboli GKS-y z Anglikami (dzień przed meczem).
Posiedzieliśmy trochę na rynku, a potem pojechaliśmy na mecz, jednak na rondzie spotkaliśmy naszych niedawnych przeciwników. Kilku z nich znaliśmy i tym razem nie doszło już do starcia bowiem powiedzieliśmy im że szukają ich gliny, chcieliśmy im pomóc dostać się na stadion (policja największy wróg) lecz oni myśleli że chcemy ich wyj*bać i poszli sami.
Jedno co muszę przyznać to to, że kibice ŁKS-u świetnie się prezentowali na sektorze. Wszyscy prawie mieli obrócone fleyersy na pomarańczowy kolor. Wywiesili zaledwie 3 flagi na żadnej z nich nie było napisane z jakim klubem sympatyzują. Były tylko flagi czarne z napisami: „FOOTBALL BANDITS”, „BAD BOYS” na biało. Była jeszcze mała flaga z celtyckim krzyżem. Wszystko to razem wzięte stworzyło niezwykle groźny obraz.

Po meczu z ŁKS-em robimy akcję na Polonię Bytom – w 13 lejemy 30 bytomian.

Źródło: zin PSYCHO FANATICS nr 2, 1994

Relacja kibica ŁKS-u

W tym sezonie dla mnie najciekawszy wyjazd był do Katowic. Było nas ok. 60 osób, w tym kilku z Rakowa. Gdy jechaliśmy do Katowic w Częstochowie urwaliśmy się psom i w 12 osób ruszyliśmy następnym pociągiem na własną rękę. Gdy już wysiedliśmy w Katowicach na Głównym przylukaliśmy kiboli GKS-u. Do bójki doszło na moście. Od nas 9 osób (3 osoby zdążyły zaliczyć już komendę), od nich 10-15 (starsi).
W ruch poszły śmietniki, pasy itp. Po krótkiej walce Hanysy musiały się zrywać. Później pojechaliśmy na jakieś osiedle i tam trzepaliśmy brudasów. Ogólnie trafiliśmy z 15 szalików i każdego Hanysa braliśmy na buty. Dopiero po trzech godzinach krojenia GKS-y zebrali ekipę i nas pogonili, ale i tak byliśmy bez strat.
Moim zdaniem fani GKS-u się ośmieszyli, że przez tak długi okres czasu nie mogli zebrać porządnej ekipy, gdy my w tym czasie spokojnie sobie kroiliśmy. Dopiero, gdy my kierowaliśmy się już w kierunku stadionu, to nas pogonili i w sumie zrobili to bezmyślnie, ale to już ich sprawa. Na stadion dotarliśmy 10 minut przed meczem.

Źródło: zin PIŁKARSCY KIBICE 1994 nr 4 (Gdańsk)

Sprostowanie GieKSiarza

Otóż kibole ŁKS-u głoszą wszem i wobec (m.in. w Szalikowcach) jak to oni na jednym z osiedli w Katowicach lali kiboli GKS-u i skroili im ok. 15 szalików. Faktycznie jest to prawda, tylko nie do końca. Otóż lali oni ludzi, którzy z tematem hooligans nie mają żadnego związku. Kroili po prostu przypadkowych frajerów którzy szli na mecz. Nie sądzę, aby był to aż taki powód do chwały. Przecież w 10-12 osób (różne słuchy chodzą ilu ich wtedy było) nawet kibole Sokoła Pniewy mogą pojechać na jakieś zadupie i wyłapać pojedynczych kiboli w szalikach, a potem będą się chwalić jak to oni lali przykładowo ŁKS, Ruch, Legię, Lech czy Arkę. Szkoda też, że nie podali jak to ww biegu wskakiwali do taksówek gdy w końcu ekipa się uzbierała i w nich chciała uderzyć. Niemniej trzeba obiektywnie przyznać, że w starciu na dworcu przegranymi nie byli (wygranymi chyba też).

Źródło: zin PSYCHO FANATICS 1995 nr 3