GKS Katowice 0-0 Śląsk Wrocław

04.06.2000

Na tym meczu obie ekipy świętowały awans swoich drużyn do I ligi. Ich pozytywne nastroje aż nadto dały się we znaki, bowiem na meczu doszło do sporych awantur z policją, a starcia te zapoczątkowane zostały przez kilku z GieKSiarzy, którzy wbiegając na boisko z zapalonymi racami próbowali trafić rozwiniętą sektorówkę Śląska Wrocław, jednak zamysł ten skończył się niepowodzeniem. Potem już trwał festiwal w wykonaniu kosmonautów na czele z polewaczką.

Źródło: ULTRA nr 2

Relacja GieKSiarza

Ten mecz miał być hitem sezonu w II lidze, a to ze względu na to, że obie drużyny walczyły o awans. W sumie ludzi na stadionie było ponad 7 tysięcy, kibiców Śląska zwaliło się do Katowic ok. 900 w tym 14 z Opavy i kilkunastu Motoru. Na stadionie zajęli oni miejsca za bramka na krzesełkach. Jeszcze przed meczem zostało przechwyconych kilku Wrocławian, co źle się dla nich skończyło. Przez pierwszą część spotkania nic ciekawego się nie wydarzyło, jedynie obie ekipy bardzo dobrze się bawiły. W drugiej części spotkania, a mianowicie w 52 minucie, 4 hool’s GKS-u wbiega na boisko i rzuca w sektor Śląska zapalone race (celem była duża flaga rozłożona na sektorze Wrocławia). Mecz został w tym czasie oczywiście przerwany. Po tym incydencie na murawę boiska wjeżdża psiarnia, która rozgania Katowiczan i zaczyna w nasz sektor strzelać jak poje*ana z broni na gumowe kule. Również w sektorze Śląska zawrzało, jednak od razu zaczęła ich polewać armatka wodna i padła w ich kierunku salwa strzałów, co spowodowało ewakuacje Śląska w górną część sektora. Następnie gdy psiarnia się uspokoiła, na płycie boiska znajdowało się jeszcze ok. 10 hool’s GKS-u, którzy próbowali obrzucać psiarnię rozwalonymi reklamami.Po tym zajściu już bez przeszkód dokończono spotkanie, które zakończyło się remisowo. Cały mecz to super prezentacja z naszej strony, odpalamy ok. 120 rac, kilka niezłych świec, rzucamy ok. 2 tys. serpentyn, mieliśmy flagi na drzewcach. Wszystko to powodowało, że wyglądaliśmy efektownie ze strony wizualnej i pirotechnicznej. Poza tym w młynie było nas ok. 3 tys., wspomagało nas 27 kibiców Banika i 4 Spartaka Trnava. Fani Śląska zaprezentowali się również przyzwoicie, odpalili kilkanaście rac, konkretną świece dymną, mieli też dużo małych chorągiewek. Na koniec meczu palimy jeszcze flagę Motoru – „Ultras”, zdobytą wiosną 1998r. w Katowicach. Po meczu miał miejsce jeszcze jeden incydent, fani Śląska zostali obrzuceni przed Gliwicami kilkoma koktajlami co spowodowało dość poważne oparzenia u kilku Wrocławian, którzy zostali przewiezieni do szpitala. Prawdopodobnie sprawcami byli żabole, którzy tym wyczynem naprawdę się nie popisali. Podsumowując ten mecz można go zaliczyć do tych najlepszej rangi.

ADRIAN

Źródło: zin DIABLOS 2000 nr 4 (Ruda Śląska)zin BLACK BRIGADE nr 1

Oflagowanie m.in. : FC BANIK FANS PORUBA, SPARTAK (Trnava), GISZOWIEC CAŁE NASZE ŻYCIE TO GKS KATOWICE, GKS KATOWICE (żółta), BUROWIEC (na sektorze A w środku), CRAZY BOYS, VIP, CHACHAR BOYS, GKS KATOWICE (z buldogiem), GLADIATORS, PSEUDOKIBICE KOCHAJĄ ŚLĄSKA STOLICE.

FILM: 04.06.2000 GKS Katowice – Śląsk Wrocław

Relacja Lechii Gdańsk

Na tym meczu wspieramy Śląsk w 3 osoby.

Źródło: zin DIABLOS 2000 nr 4 (Ruda Śląska)

Relacja Fan Śląska

JAZDA
Przed meczem we Wrocławiu miało miejsce pospolite ruszenie. Po części miały miejsce zorganizowane akcje plakatowania miasta, po części towarzystwo robiło spontanicznie własne plakaty. Na dobrą sprawę w mieście o niczym innym nie gadano. Do specjalnego pociągu wsiadło prawie tysiąc ludzi. Tłok, ścisk, jak w tramwaju w godzinach szczytu. Cztery osoby nie dojechały – chciały się przewieźć bez biletów. Po przymusowej wysiadce pod semaforem owej czwórki, reszta skwapliwie wysupływała kasę. Chociaż paru miglanców się prześlizgło.
Jadąc do Katowic trzy razy poszły hamulce, poza tym nic wielkiego się nie działo. W samych Katowicach dwóch fanów z wymalowanymi twarzami postanowiło pójść sobie na miasto. Jak się to dla nich skończyło – nie trzeba nikogo przekonywać.
-Nie po raz pierwszy i nie ostatni stwierdził o swojej obitej masce R., który od kilkunastu lat jest mieszkańcem Nowego Jorku. Lecz gdy tylko przyjeżdża do Polski, zawsze melduje się na Oporowskiej.

MECZ PIŁKARZY
Na meczu – same atrakcje. Miejscowi mieli bodaj dwa tysiące serpentyn, sto kilkadziesiąt rac, które odpalali seriami. Flagi na kijach, dużo barw i niezła frekwencja – to wszystko robiło wrażenie piłkarskiego święta.
Ze strony kiboli Śląska również prezentacja była niczego sobie. Sporo barw, 950 osób na sektorze, kilkanaście rac i 1000 małych chorągiewek w barwach klubowych. Oprócz tego flaga którą zwiózł „K”. Jako zadeklarowany zepterowiec (fan koszykarskiej drużyny Zepter Śląsk Wrocław) będący jednocześnie kibicem piłkarzy Śląska, robi wszystko, żeby załagodzić konflikt. Flaga o rozmiarach 30×19 metrów z napisem „Cała Polska w cieniu Śląska” kibolom futbolowym nie jest nieprzyjazna, wobec czego nie było oporów, by ją zabrać na mecz piłkarzy.

INNY MECZ
W trakcie II połowy meczu zaczęły się atrakcje zupełnie innego rodzaju. Wcześniej wrocławianie robili meksykańską falę wraz z kibolami GKS, co przez stadion zostało przyjęte brawami.
W 52 min. spotkania, po odpaleniu raz przez fanów WKS, czterech kiboli GKS-u wbiegło w kominiarkach na murawę. Wszystko, co mogli zdziałać, to było wrzucenie na sektor wrocławski zapalonych rac. Ich celem była oczywiście rozłożona na sektorach flaga. „K” błyskawicznie zorientował się w zamiarach i zaczął flagę zwijać. Był na tyle szybki i sprawny, że barwa nie ucierpiała od ognia. Jednak dopadł ją inny żywioł – woda.
Katowiczanie zbytnio zabłysnąć nie mogli, więc po wyrzuceniu rac, równie szybko jak się pojawili, zmykali do swojego sektora. w ich kierunku poleciało parę wrocławskich rac. Kilka osób już zaczęło forsować płoty, jednak natychmiast odezwały się strzały. W związku z czym bractwo w większości niemal natychmiast zaczęło się zrywać. Kilka osób miało tą kanonadę w nosie, a jeden z fanów stanął dość niedaleko kmiotków z karabinami. Chociaż przez dwa płoty jego agresja była tylko agresją werbalną, jednak stał się doskonałym celem dla dubeltówkowych. Zaliczył dwa, niegroźne, choć bolesne postrzały.
Gdy snajperzy rozstrzelali się na dobre i gdy bractwo było już w górnych rejonach sektorów, do boju wkroczyła armatka wodna. Jej działanie było już kompletnym debilizmem, bo ciśnienie wody było w niej niewielkie, a pojawienie się opancerzonego wózka spowodowało tylko wzrost agresji u wrocławian i wyrwanie kilku (nastu? dziesięciu?) krzesełek. Od brudnej wody najbardziej ucierpiały flagi.
w tym czasie sektor kibiców GKS skandował pod adresem policjantów to, co najczęściej słyszą pod swoim adresem. Co oczywiście im się nie spodobało i zaczęli strzelać również do „GieKS”, a co natychmiast położyło cały sektor. Joby zbierali mundurowi również z drugiej strony – z trybuny głównej.
W czasie polewania do sikawki podbiegł Tomek Gruszka (bramkarz Śląska), który zaczął się drzeć do głupawo uśmiechniętego kierowcy. Poskutkowało. Gdy się uspokoiło i sędzia wznowił mecz, przez boisko przebiegł sobie jeszcze jeden „kominiarkowy”, który najzwyczajniej w świecie przebiegł sobie boisko wszerz.

POWRÓT
Po meczu mundurowi, nie wiadomo dlaczego,opóźnili wyjazd specpociągu. Bardzo ciekawi byliśmy zachowania przygłupich w białych kaskach podczas drogi na stację, jednak nic specjalnego się nie działo. Jeden dureń dążył do podkręcenia swoich mundurowych koleżków do popędzenia tyłu pochodu pałami. Iloraz inteligencji nie za bardzo pozwalał mu na podjęcie konwersacji, poziom agresji wzbudzał uzasadnione podejrzenie niezrównoważenia psychicznego. Cóż, ma chłopina stresującą robotę, nie takiemu padało na główkę. Wyjeżdżając z Katowic wydawało się, że mecz praktycznie się już skończył. Było to bardzo mylne wrażenie.

OGIEŃ
Między Zabrzem, a Gliwicami poleciało w kierunku naszego pociągu kilka koktajli mołotowa. dwa wpadły do pociągu, jeden zapalił dach. Natychmiast zaciągnięto hamulec bezpieczeństwa. Wrocławianie wyskoczyli z pociągu, szukając w krzakach napastników, lecz ci zobaczywszy , że to nie przelewki, zerwali się w mrok.
Sześć osób zostało poparzonych, z czego dwie poważnie. W Gliwicach zostały odwiezione do szpitala. Aktualnie dwóch naszych kolegów przebywa w Centrum Oparzeniowym w Siemianowicach.
W Gliwicach miał miejsce długi postój, podczas którego bractwo rozlazło się po dworcu i okolicach, co bardzo nie spodobało się miejscowej policji.
Później pociąg został w Toszku ponownie obrzucony koktajlami mołotowa. Tym razem nikomu nic się nie stało, a hamulec zadziałał szybko, lecz pościg kilkusetosobowej grupy widział tylko oddalający się jasny samochód o niezidentyfikowanej marce i niezidentyfikowanym numerze rejestracyjnym. Znaleziono legowisko koktajlomiotaczy, z przygotowanym większym baniakiem, zawierającym płyn zapalający.
Na stacji rozebrano dwie ławki, które domowymi sposobami poprzerabiano na brechy. Tak uzbrojeni fani Śląska otrzymali telefon z Opola, gdzie na wrocławian mieli się czaić kibole Odry. Jednak gdy jeden z negocjatorów usłyszał, że w pociągu jedzie 1000 osób na odpowiedniej adrenalinie, stwierdził że będzie musiał podzwonić, aby odwołać akcję.
-Możemy wyjść na solo po 20 osób, najwyżej będzie kilkuset świadków – żartowano do telefonu -ale już dajcie sobie spokój z kamieniami.
-Już z tego wyrośliśmy – stwierdzili opolanie. Lecz tuż za Opolem poleciały kamienie, co natychmiast zakończyło się kolejnym przymusowym postojem.
To już była ostatnia przygoda tego długiego dnia. A miał być wyjazd piknikowy.
Na meczu według liczników na bramce, było 950 fanów Śląska. W tej grupie znalazło się 14 kibiców Opavy, kilkunastu Motoru Lublin i 3 Lechii Gdańsk.
Na GKS przyjechała grupa 27 fanów Banika Ostrava i 4 fanów Spartaka Trnava.
Według kiboli GKS na tym meczu mieli oni odpalić 150 rac. Jednak w rzeczywistości odpalono ich około 20-30 mniej. Najwidoczniej kilku racowych postanowiło sobie zabrać taką zabawkę do domów.

Źródło: TMK