GKS Katowice 0-1 Wisła Płock

28.04.2012, sobota 18:00 – widzów 2300

Relacja GieKSy

W sobotę 28 kwietnia GieKSa rozegrała mecz z płocką Wisłą. Na meczu pojawiło się ok. 2 tysięcy widzów, których ogarniał majówkowy klimat.
Trzeba przyznać, że tak naprawdę, jeśli chodzi o trybuny przy Bukowej, tylko kilka rzeczy zasługiwało na szczególną uwagę. Po pierwsze bardzo dużo żółtych koszulek w młynie, co może cieszyć, ale nie pozwala zarazem spocząć na laurach. Także akcja z białymi koszulkami, które uformowały w centralnym punkcie Blaszoka napis „Jebać Centrozap” oraz fragment dopingu, chwilę po czerwonej kartce dla naszego bramkarza.
O całej reszcie spotkania pod względem piłkarskim i kibicowskim należałoby jak najszybciej zapomnieć…

Źródło: GieKSa.pl

Relacja GieKSiarza

Mecz z Płocką Wisłą był dość mocno promowany, a po meczu wyjazdowym z Zawiszą, gdzie pokazaliśmy się z jak najlepszej strony akcent żółtej GieKSy na trybunach miał być dalej ciągnięty. Pogoda bardziej przypominała lato gdyż upał dał mocno się we znaki. Doping co najmniej poniżej oczekiwań gdyż można nazwać go co najwyżej średnim. Piłkarsko bardzo kiepsko gdyż 0:1 w plecy. To był kolejny mecz bez większej historii, a szkoda.

Branik

Źródło: zin SK1964 nr 43 (Katowice) maj 2012

Kolejne spotkanie na którym zabrakło flag na płocie, jak wiadomo wszystko z powodu konfliktu z zarządem klubu. Dlatego też na sektorze „B” pojawił się wymowny tekst ułożony z namalowanych liter na koszulkach fanów – „JEBAĆ CENTROZAP”.

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 28.04.2012 GKS Katowice – Wisła Płock BRAMKA

FILM: 28.04.2012 GKS Katowice – Wisła Płock SKRÓT

Relacja sportowa

Spotkanie z Wisłą Płock było kolejnym z tych, którymi GKS mógł znacząco przybliżyć się do utrzymania. Perspektywa powiększenia przewagi nad Wisłą Płock do siedmiu punktów była bardzo kusząca i dawałaby dużo spokoju naszemu zespołowi. Wisła ostatnio jednak pokonała u siebie Łęczną, czym dała sygnał, że broni składać nie ma zamiaru.

Już przed meczem mieliśmy niespodziankę – trener Rafał Górak zaskoczył wszystkich nie wystawiając dotychczasowego kapitana i – wydawałoby się – pewniaka w składzie Jacka Kowalczyka. W jego miejsce zagrał Mateusz Kamiński. Drugim zaskoczeniem była gra na prawej obronie Michala Farkasa. Obaj zawodnicy praktycznie zaliczyli swoje pierwsze minuty na wiosnę, bo trudno uznać za pełny występ wprowadzenie Farkasa w doliczonym czasie gry w jednym z poprzednich spotkań. Kolejnym zaskoczeniem było powierzenie funkcji kapitana Piotrowi Gierczakowi, który w GKS ma na koncie zaledwie kilka spotkań.

GKS najlepszą sytuację stworzył sobie praktycznie już w 2. minucie spotkania. Dośrodkowanie Jana Beliancina zamieniło się w fantastyczny strzał z 40 metrów, po którym piłka wpadła za kołnierz golkiperowi gości, ale ponadto niestety trafiła w słupek. Wisła była zaskakująco zorganizowana w ofensywie i wyprowadzanie akcji oraz kontr mogło się podobać. Po jednej z takich kontr i głupiej stracie w środku pola poszła akcja prawym skrzydłem, po której nastąpiło dośrodkowanie po ziemi, a Mosart idealnie naszedł na piłkę i umieścił ją w bramce. Gol do złudzenia przypominał pierwszą straconą bramkę w Bydgoszczy, co trener skwitował po meczu słowami „nie odrobiliśmy pracy domowej”. GKS coś tam próbował stworzyć z przodu, ale nie było widać ani większego pomysłu, ani efektów. Dwa razy dobrze w polu karnym znalazł się Tomasz Hołota, ale uderzał tak, że bramkarz miał sporą szansę obrony. Były też próby uderzeń z dystansu, m.in. Damiana Chmiela, lecz również bez większego zagrożenia.

Po przerwie na boisku pojawił się Bartłomiej Chwalibogowski i nieco rozruszał lewą stronę. Nadal jednak nie było większego zagrożenia ze strony GKS. Najlepszą i najładniejszą akcję przeprowadzili Przemysław Pitry z Mateuszem Zacharą, po czym ten ostatni znalazł się na czystej pozycji, jednak piłka zeszła mu z nogi i fatalnie przestrzelił. Na losach meczu w dużej mierze zaważyła sytuacja z 56. minuty, kiedy to do prostopadłej piłki wyszedł jeden z rywali, a Witold Sabela musiał interweniował poza polem karnym. Sędzia uznał, że była to interwencja rękami i pokazał naszemu bramkarzowi czerwoną kartkę. W tym momencie trzeba było jeszcze zdjąć zawodnika z pola, aby do bramki mógł wejść Jacek Gorczyca. GKS próbował atakować, natomiast zdecydowanie rozluźnił szyki obronne, zarówno grając jeszcze czwórką obrońców, jak i po przejściu na trzech defensorów. Tak naprawdę trzeba powiedzieć, że gdyby Wiśle bardziej się chciało przyatakować, strzeliłaby zapewne drugiego gola. Gdy płocczanie wyprowadzali kontry, mieli bardzo dużo miejsca, a często te kontry zapoczątkowywane były głupimi stratami, czasem jeszcze na własnej połowie. Próby gry na aferę w końcówce nie mogły przynieść rezultatu.

Trener Rafał Górak nie był po meczu zadowolony, ale stwierdził też, że nie było zawodnika, który zawiódłby najbardziej. Co oznacza, że zawiedli wszyscy w równym stopniu, choć trzeba pochwalić Jacka Gorczycę, który po wejściu do bramki spisał się bardzo dobrze.

GKS przegrał jedno z kluczowych spotkań o utrzymanie. Nie wykorzystał atutu własnego boiska. Teraz czeka katowiczan ciężki wyjazd do Gdyni, potem kolejny mecz o wszystko u siebie z Polonią Bytom i  trudna wyprawa – do Szczecina. To będą naprawdę ciężkie dni dla GKS, ale zespół jest nieprzewidywalny – miejmy więc nadzieję, że tak jak drużyna zaskoczyła nas słabą postawą dzisiaj, tak w Gdyni wyjdzie na boisko i zdobędzie trzy punkty.

GKS Katowice – Wisła Płock 0:1 (0:1)
Bramka:
Mosart (20)
GKS: Sabela – Farkas (77. Stefański), Kamiński (59. Gorczyca), Szymura, Sobotka – Chmiel, Hołota, Beliancin, Gierczak,(46. Chwalibogowski), Pitry – Zachara.
Wisła: Kamiński – Jakubowski, Wyczłkowski, Radić, Petasz – Nadolski, Zembrowski, Ricardinho, Sekulski  (68. Hiszpański), Mozart (76. Zagurskas), Biliński (65. Joao Daniel).
Ż. kartki: Sobotka – Jakubowski, Mosart, Zagurskas
Cz. kartki: Sabela (56)
Sędzia: Marek Opaliński (Legnica).

Źródło: GieKSa.pl