GKS Katowice 0-3 Legia Warszawa

13.11.2004

Relacja Legii

Wyjazd do Katowic miał dać nam odpowiedź, czy dosięgnął nas poważny kryzys wyjazdowy, czy wyjazdy do Poznania i Krakowa były tylko małymi wpadkami spowodowanymi beznadziejną grą naszych piłkarzy w połowie rundy jesiennej. Jak się okazało, wyjazd do stolicy Górnego Śląska był doskonałą okazją do przełamania wyjazdowego impasu i rehabilitacji za dwie poprzednie wpadki.

Do Katowic większość z nas zdecydowała się wybrać koleją i po małych perturbacjach (kłopoty z kanarem i policją) dotarliśmy do Sosnowca, gdzie dosiedli się do nas nasi przyjaciele z Zagłębia (którzy nie wybrali się na swój mecz do Ostrowca) i wspólnie ruszamy do… Chorzowa na obiekt GieKSy.

Na stadion docieramy na ok. 60 minut przed rozpoczęciem spotkania. Mimo sporych obaw, na sektor wchodzą wszyscy, zarówno ci z chipami, jak i ci bez nich. Ci drudzy musieli zakupić wejściówki po promocyjnej cenie 20 pln-ów. W sumie na sektorze gości zameldowało się nas ok. 550 osób, w tym ok. 100-150 fanów Zagłębia (wielkie dzięki za wsparcie). GKS ocenia nas na nieco mniej. Wywieszamy 17 flag, przez cały mecz prowadzimy bardzo głośny doping, a od strzelania bramki na 2:0 zupełnie dominujemy na obiekcie przy Bukowej. W drugiej połowie odpalamy 22 race i stroboskopy, co daje bardzo dobry efekt.

Co do miejscowych, to jak zwykle zaprezentowali się bardzo dobrze. Jak zawsze mieli świetną oprawę, a i doping do 47 minuty prowadzili bardzo dobry, szczególnie na popularnym „Blaszoku”. W I połowie protestowali przeciw kiepskiej kondycji swojego klubu, rozwijając puste białe sektorówki i pasy materiału, którym towarzyszyło przerobione telewizyjne hasło reklamowe „Nie odpalamy rac – nieważne, na tych sektorówkach nic nie ma – nieważne, nie prowadzimy dopingu – nieważne, GKS KATOWICE – to jest naprawdę ważne!”. Bez wątpienia jest to najlepsza ekipa na Górnym Śląsku, zarówno pod względem ultras, jak i dopingu. Ale jest to tylko i wyłącznie moje subiektywne zdania.

Kaowiczan wspomagało tego dnia kilkunastu fanów Banika, a na płocie wśród barw gospodarzy zawisła we wiadomej pozycji dawno skrojona flaga BKS-u Bielsko.

Po meczu musieliśmy odczekać standardowe (w Katowicach) 60 minut i można było wracać do Sosnowca. Niestety ci, co zamierzali wracać pociągiem, musieli na niego trochę poczekać, gdyż uciekł nam ostatni skład do Wawy. W zamian można było po świętować wspólny sukces wraz z naszymi przyjaciółmi z Sosnowca do białego rana, z czego wszyscy skrzętnie skorzystali, bawiąc się w Sosnowcu. Serdecznie podziękowania dla fanów Zagłębia za wsparcie!

Wojtek

Źródło: TMK