GKS Katowice 1-0 Cracovia Kraków

30.10.2004, sobota 15:30 – widzów 5000

Relacja Cracovii

Był to nasz najbliższy, nie licząc derbów, wyjazd w I lidze. Do stolicy województwa śląskiego większość kibiców Cracovii udała się specpociągiem, ale nie brakowało też podróżujących innymi środkami transportu. Zabraliśmy ze sobą jedną flagę „Cracovia” (fana chłopaków z osiedla Oświecenia) i transparent „Robert, jesteśmy z Tobą”. Jedną flagę przywieźli też nasi przyjaciele z Tychów, których na obiekcie GKS-u zameldowało się około 100. W sumie było nas ok. 700. Na meczu nie mamy żadnej oprawy, prowadzimy tylko doping, którego nie można nazwać imponującym, a szkoda…

GieKSiarze prezentują się bardzo ciekawie, szczególnie interesujący był pomysł foliowego napisu podświetlonego racami „Pierońskie hanysy”. Były też balony, kolorowe świece dymne, ognie wrocławskie, sektorówki tworzące liczbę „40″ oraz dwa napisy: „Czterdziestolatek” na transparentach i „Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień” na styropianach.

Fani z Bukowej zaprezentowali też dużych rozmiarów dywan ze skrojonych szali i transparent „Sami przeciw wszystkim”. Były tam głównie barwy Ruchu, Zagłębia, Górnika, GKS-u Tychy i innych drużyn z regionu, ale także np. Rakowa, Widzewa i innych ekip. Po kilku minutach dywanik spłonął. Ciekawi tylko, dlaczego akurat na meczu z Pasami spalono szale, które w większości były szalami śląskich drużyn. Czy nie lepiej było zostawić je na derby?

Po meczu w obstawie dwóch polewaczek maszerujemy na stacją PKP. Tam żegnamy się z Tyszanami, którzy odjechali wcześniejszym pociągiem. W drodze powrotnej do Krakowa ma miejsce niemiły incydent, otóż w naszym wagonie ląduje kamień, który niebezpiecznie rani jednego z Pasiaków. Potem droga mija już spokojnie. Z wydarzeń z udziałem fanów KSC tego dnia można dodać, że nasz fan-club Andrychów rozgonił w czasie meczu Beskidu Andrychów – Górnik Brzeszcze dwukrotnie większą grupę kibiców gości.

Źródło: TMK

Relacja piłkarska

GKS Katowice: Klytta – Gorszkow, Nawotczyński, Pęczak, Fonfara, Górski (83. Agafon), Markowski, Widuch, Wróbel, Plizga (81. Wijas), Brożek (85. Bartnik)

Cracovia Kraków: Cabaj – Radwański, Węgrzyn, Skrzyńki, Baster, Bojarski (75. Wawrzyczek), Baran, Giza, Nowak (59. Przytuła), Drumlak (59. Citko), Bania

GKS Katowice, by wciąż liczyć się w walce o utrzymanie w ekstraklasie, nie mógł meczu z Cracovią przegrać. Jednak po wpadce 0-7 w Lubinie mało prawdopodobne było, by zespół Mieczysława Broniszewskiego poradził sobie z rozpędzoną Cracovią, której nie dała rady nawet Wisła Kraków.

Gospodarze do meczu przystąpili mocno osłabieni i to między innymi z tego powodu trener Broniszewski zdecydował się na bardzo defensywne ustawienie. W drużynie Cracovii najgłośniej było o nieobecności Piotra Świerczewskiego, który wbrew przedmeczowym zapowiedziom nie zmieścił się nawet na ławce rezerwowych.

Początek meczu dość niespodziewanie należał do gospodarzy. Cracovia grała nieskładnie, nieprecyzyjnie i w pierwszej połowie praktycznie nie stworzyła sobie ani jednej sytuacji strzeleckiej. Za zagrożenie można uznać jedynie rzuty rożne i zawsze groźnego w takich sytuacjach Kazimierza Węgrzyna. O wiele ciekawiej było pod bramką Cabaja. GKS wyprowadzał bardzo szybkie kontry, wykorzystując w nich przede wszystkim szybkiego Brożka. To on przynajmniej dwa razy mógł umieścić piłkę w bramce gości, a gdy doliczyć do tego sytuacje Wróbla, Fonfary czy Plizgi, nie ma wątpliwości kto po pierwszej połowie powinien prowadzić. Zwłaszcza, że jeszcze przed przerwą efektownym rajdem popisał się młody Górski, który wpadając w pole karne został powalony na ziemię przez jednego z rywali. Zarówno cały stadion jak i kamery telewizyjne widziały przewinienie, jedynie gwizdek sędziego milczał.

Po zmianie stron zmieniła się także gra gości. Wyraźnie postawnoili skupić się na konstruowaniu akcji i to oni posiedli inicjatywę. GKS grał słabiej niż w pierwszej połowie, a Pawłowi Brożkowi ciężko było przebijać się przez skomasowaną obronę gości. Ciekawsze sytuacje stwarzali więc piłkarze Cracovii. W 58 minucie Giza wyprowadził kontratak zakończony atomowym uderzeniem, które Dariusz Klytta na raty wyłapał. 4 minuty później Bania nie trafił w bramkę po dośrodkowaniu Citki. I gdy wydawało się, że bramka dla gości to tylko kwestia czasu do głosu doszli katowiczanie. Paweł Brożek wpadł z piłką w pole karne, a tam wykorzystał wysuniętą nogę jednego z rywali. Upadł, a sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł niechciany w Cracovii Wróbeli i strzałem przy prawym słupku pokonał Cabaja. Niewiele brakowało, a katowiczanie szybko skończyliby się cieszyć prowadzeniem. Nieporozumienie w środku pola wykorzystał Bania, uciekł defensorom Katowic, ale przegrał pojedynek „sam na sam” z Klyttą. Im bliżej było końca meczu tym goręcej było pod bramką Klytty. Krakowianie seryjnie wykonywali rzuty rożne i doprowadzali do potwornego zamieszania w polu karnym „Gieksy”, a miejscowi skupiali się już głównie na wybijaniu piłki. Ciężko mówić tu o dogodnych sytuacjach, bowiem w takim tłumie w polu karnym tylko przypadkowa piłka mogła wpaść do siatki. Takiej piłki jednak nie było i gospodarzy zasłużenie cieszyli się z trzech punktów.

Źródło: gkskatowice.eu