GKS Katowice 1-0 Legia Warszawa

05.03.1989, niedziela

„Przemarsz z opóźnieniem”

Ostatni gwizdek dla kibiców CWKS Legia nie oznaczał w Katowicach początku rozlormowania. Sektor został szczelnie domknięty i przetrzymany do czasu rozejścia się sympatyków miejscowego GKS. „Zakonserwowani” na wydzielonych miejscach młodzi ludzie przez kilkadziesiąt minut czekali na „zielone światło” i możliwość opuszczenia stadionu. Rozumiemy profilaktykę służb porządkowych, które starają się nie dopuścić do „bliskich spotkań trzeciego stopnia” na ulicach miasta i na dworcu. Czas ponoć rozładowuje emocje. Nie brak jednak i takich, którzy uważają, że obecność rówieśników w mundurach może wywołać agresję grupy, której odebrano możliwość decydowania o sobie. Ubezwłasnowolnienie też rodzi frustrację i stres, który po pożegnaniu z milicja trzeba jakoś rozładować.
Kolumna pod specjalnym nadzorem jest łatwa do spacyfikowania. To prawda, ale istnieją także bardziej dyskretne formy infiltracji tłumu. Widzimy to teraz na stadionach angielskich i holenderskich gdzie tę niewdzięczną rolę spełniają nieprzekupne kamery. U nas nadal pozostają w cenie środki przymusu bezpośredniego. Można oczywiście opowiadać, że stołeczni kibice tego wymagają, bo są bandą chuliganów i trzeba z nimi krótko. Ale warto też wziąć pod uwagę tych, którzy nie rzucają kamieniami, pojechali na mecz za zgodą rodziców i pragnęli jak najszybciej wrócić do domów. Oni nie wymagają takiej nadopiekuńczości. Nikt, a szczególnie nastolatek nie lubi być prowadzony za rękę. A przeganianie stada po ulicach miast ligowych wcale nie stanowi barwnego urozmaicenia codzienności. Zachowanie spokoju da się chyba osiągnąć bardziej dyskretnie.

OKO