GKS Katowice 1-1 Stilon (GKP) Gorzów Wielkopolski

03.10.2009, sobota 17:00 – widzów 4000

Relacja kibica GKSu

Terminarz sprezentował nam trzy spotkania u siebie pod rząd – pierwsze z nich odbyło się z kibicami gości, którzy zaprezentowali skromną oprawę, wywiesili flagi i dopingowali przez całą drugą połowę (w pierwszej dalej kontynuowano protest). Był to mecz ze Stilonem Gorzów, który zakończył się wynikiem 1:1. Na oprawę gorzowian składało się flagowisko oraz sektorówka z diabłem tasmańskim w barwach Stilonu. Goście wywiesili też trans „KIBIC NIE BANDYTA!”. Po naszej stronie również nie zabrakło transów odnoszących się do sytuacji jaką nam zgotowała centrala „STOP! PZPN-owskiej cenzurze na naszych stadionach” oraz innych „cieńki, hajek PRACUJECIE DLA CENTROZAPU?!” oraz „KATOWICKI SPORT BRUKOWCEM”. W drugiej połowie „dla odmiany” wieszamy również flagi m.in.: GIEKSA, GIEKSA&GÓRNIK, SK1964, DURA.

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 03.10.2009 GKS Katowice – Stilon Gorzów KIBICE GOŚCI (1)

FILM: 03.10.2009 GKS Katowice – Stilon Gorzów KIBICE GOŚCI (2)

FILM: 03.10.2009 GKS Katowice – Stilon Gorzów KIBICE GOŚCI (3)

FILM: 03.10.2009 GKS Katowice – Stilon Gorzów KIBICE GOŚCI (4)

Relacja sortowa

GKS Katowice: Jacek Gorczyca – Mateusz Sroka, Mateusz Kamiński, Adrian Napierała, Niechciał, Grzegorz Goncerz (66. Paweł Pytlarz), Kamil Cholerzyński, Gabriel Nowak, Piotr Plewnia (79. Łukasz Uszalewski), Bartosz Iwan, Krzysztof Kaliciak (84. Gražvydas Mikulėnas)
Trener: Adam Nawałka

GKP Gorzów Wlkp.: Janicki – Truszczyński, Wojciechowski, Jakosz, Kaczorowski, Andruszczak (32. Grocholski), Kaczmarczyk, Maliszewski, Wan, Piątkowski (60. Moojen), Czerkas (79. Janusiński)
Trener: Adam Topolski

Bramki: Gabriel Nowak (13) – Adam Czerkas (38)
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Ż. kartki: Kamil Cholerzyński – Maciej Truszczyński, Grzegorz Jakosz, Grzegorz Wan, Frederico Moojen

Głupi błąd zadecydował o tym, że mecz skończył się remisem – kręcił głową Bartosz Iwan. – Mieliśmy kontrolować grę, trzymać piłkę, przecież prowadziliśmy. Ale czasem tak już jest, że gdy się nie da zgarnąć trzech punktów, to trzeba się cieszyć z jednego – dodał piłkarz GKS Katowice.

Remis z GKP Gorzów Wlkp., katowiczanie przyjęli jednak przede wszystkim z niedosytem.

- Nie ma co ukrywać, że chcieliśmy wygrać z sąsiadem z tabeli i znów pójść w górę. Szkoda, że się nie udało, bo szansa była spora. Chyba jednak ten rywal nam też nie leży, jakoś nie potrafimy tych gorzowian pokonać – opowiadał bramkarz GKS Jacek Gorczyca.

Piłkarze Adama Nawałki zgodnie podkreślali, że wychodząc na boisko zostawiają w szatni problemy finansowe klubu.

- Na pewno o nich dyskutujemy, ale w czasie meczu dajemy z siebie wszystko i nie myślimy o niczym innym poza grą – stwierdził Iwan.

W drużynie gości wystąpił świetnie na Bukowej znany Artur Andruszczak, który jednak spędził na murawie niewiele ponad pół godziny.

- Już na rozgrzewce naciągnąłem chyba więzadło, ale w szatni zajął się mną masażysta i było lepiej. Niestety, w czasie meczu ból znów się odezwał, nie było sensu zostawać na murawie – opowiadał skrzydłowy gorzo-wian, dodając, że przyjęcie zgotowane mu przez kibiców sprawiło, że aż łza się w oku zakręciła.

Trener gospodarzy nie ukrywał, że ma do swojej drużyny nieco pretensji.

- Żeby zdobyć trzy punkty trzeba grać przez 90 minut z wielką determinacją, do ostatniej kropli krwi. A tego nam, szczególnie w pierwszej połowie, zabrakło – komentował spotkanie Nawałka.

Trener gości był natomiast wyraźnie zadowolony.

- Wiedzieliśmy, że GKS jest bardzo groźny, strzela sporo goli, więc remis jest niezły. Trochę tylko żałuję, że nie wykorzystaliśmy żadnej z okazji na 2:1 – stwierdził Adam Topolski.

- Szanujemy każdy punkt zdobyty na wyjeździe – krótko dodał obrońca GKP, Maciej Truszczyński.

Źródło: warszawa.naszemiasto.pl

Po bardzo wyrównanym meczu GKP zremisował w Katowicach z GKS 1:1. Bramkę na wagę punktu zdobył dla niebiesko-białych Adam Czerkas.
W sobotę w Katowicach spotkały się dwie z sześciu drużyn, które w tym sezonie jeszcze nie przegrały przed własną publicznością. Chrapkę na zdobycie twierdzy GKS-u mieli właśnie gorzowianie, za którymi przemawiała m.in. historia spotkań obu zespołów. W dotychczasowych pojedynkach GKS bowiem tylko raz pokonał niebiesko-białych.

Goście od początku dużą uwagę przywiązywali do obrony, w której zaszły zmiany. Pauzującego za żółte kartki Davida Topolskiego zastąpił z konieczności Paweł Kaczorowski. Na swoją pozycję, defensywnego pomocnika, powrócił od 32 min, gdy boisko z powodu kontuzji opuścił ciepło przywitany przez katowickich fanów były zawodnik Gieksy, a obecnie kapitan GKP Artur Andruszczak.

Mecz rozpoczął się od wymiany ciosów, ale bardzo dobrze spisywali się obaj bramkarze. Na wyróżnienie zasłużył zwłaszcza Jacek Gorczyca, który udanymi interwencjami ratował gospodarzy przed utratą gola.

Pierwsi prowadzenie objęli katowiczanie. W 14 min najwyżej do dośrodkowania Grzegorza Goncerza z rzutu rożnego wyskoczył Gabriel Nowak. Nasi obrońcy stali jak zaczarowani, gdy uderzona przez niego piłka wpadła do siatki po rykoszecie.
Sześć minut później doskonałą okazję na wyrównanie miał Mateusz Piątkowski, ale Gorczyca skrócił kąt i obronił jego strzał. Odważniej do przodu nasi ruszyli po zejściu z boiska „Andruta”. Do przodu został przesunięty Kaczorowski i od razu nasze akcje nabrały rozmachu.

Najpierw w 35 min ponownie świetnie interweniował Gorczyca, który obronił strzał Krzysztofa Kaczmarczyka. W 37 min gospodarzy uratował słupek, ale w 38 min GKP dopiął swego. Czerkas dostał podanie, po którym znalazł się sam na sam z bramkarzem GKS-u i nie zmarnował szansy. Tuż przed przerwą ten sam napastnik mógł dać nam prowadzenie, ale tym razem przegrał pojedynek z katowickim golkiperem.

Po przerwie walka toczyła się głównie w środku pola, a strzałów było jak na lekarstwo. Optyczną przewagę mieli goście, ale niewiele z niej wynikało. Ciekawie zrobiło się dopiero w ostatnim kwadransie, gdy katowiczanie postawili wszystko na jedną kartę. Mimo że z każdą minutą przewaga gospodarzy była coraz bardziej widoczna, szczelne zasieki GKP nie pozwoliły rywalom na zdobycie trzech punktów. W sumie zasłużony remis, który nie krzywdzi żadnej z drużyn.

Źródło: gazetalubuska.pl