GKS Katowice 1-1 walk. 0-3 Odra Wodzisław

25.05.2005, środa 18:30 – widzów 3000

Relacja kibica GieKSy

Był to mecz o życie, GKS musiał wygrać by myśleć dalej o utrzymaniu. Zresztą wodzisławianie nie mieli wcale lepszej sytuacji, więc stawka była naprawdę wysoka, co sprzyja wzrostowi emocji. Na trybunach zasiadło około trzy tysiące widzów, w tym grupa 80 przyjezdnych na trybunie północnej. Blaszok ozdabiała jedna flaga: NASZE MIASTO – NASZA KREW – NASZE ŻYCIE – GKS KATOWICE. Doping prowadzimy prawie do końca meczu, czemu sprzyjała sytuacja prowadzenia 1:0 po karnym w 23 minucie. Jedną nogą, cel był osiągnięty, lecz to co wyprawiał warszawski sędzia przechodziło ludzkie pojęcie. Mówi się że jego decyzje były podejmowane z myślą o Polonii Warszawa, której w walce o utrzymanie najlepiej pasował remis podczas małych śląskich derbów. Kto więc w tej sytuacji wydelegował do Katowic arbitra ze stolicy…??? kpina PZPNu. Sędzia Borski ewidentnie robił wszystko by podgrzać atmosferę, zwłaszcza w II połowie, kiedy nie szczędził kartoników. Z boiska usunął trzech piłkarzy GKSu,  jednego Odry. W tym kartkowym szale trzeba dodać że arbiter usunął Plizgę, chwilę po tym jak doliczył aż 8 minut! Jednak przy tak dużym osłabieniu drużyny GieKSy, ataki gości przyniosły w końcu efekt i Odra zdołała wyrównać. Przy tej okazji mocno kibicom podpadł Piotr Rocki, który asystował gola. Po jego zdobyciu wyciągnął piłkę z siatki, biegnąc po drodze do środka boiska słownie prowokował zawodników gospodarzy i rzucał obraźliwe gesty w stronę Blaszoka. Ciśnienie na trybunach urosło do maksimum, by w tym momencie Borski zakończył mecz, mimo że powinien trwać jeszcze przynajmniej 2 minuty. Kibice GieKSy nie wytrzymali i ruszyli na murawę w stronę sędziów. Udało się dorwać dwóch, w tym winowajcę z Warszawy (Borski). Od linczu ratuje ich sztab drużyny GieKSy, jednak to nie studzi na długo zapędów fanów, którzy następnie szturmowali wejście od parkingu do trybuny głównej. Powybijano szyby, a sytuacje ratować musiała już policja.

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 25.05.2005 GKS Katowice – Odra Wodzisław

FILM: 25.05.2005 GKS Katowice – Odra Wodzisław (2)

Relacja sportowa

GKS Katowice: Sławik – Pęczak, Markowski, Widuch, Bartnik, Andruszczak, Górski (90. Sroka), Czerwiec (68. Mysiak), Polczak, Krauze (60. Kmiecik), Plizga
Trener: Jan Furtok

Odra Wodzisław: Pawełek – Grzyb, Dymkowski, Drzymont, Myszor (83. Kubisz), Woś, Malinowski (56. Szewczuk), Zganiacz, Muszalik, Popov (56. Masłowski), Rocki
Trener: Franciszek Smuda

Bramki: Markowski (23) karny – Woś (90)
Sędzia: Marcin Borski (Warszawa)
Ż. kartki: Pęczak, Markowski, Andruszczak, Górski, Plizga – Drzymont, Popov
Cz. kartki: Andruszczak (82), Kmiecik (73), Plizga (90) – Dymkowski (73)

Od samego początku – a dobitnie widać to było w II połowie – sędzia Marcin Borski starał się rozgrzane samą atmosferą derbów głowy „podpalać” jeszcze bardziej.

Dokładnie dwa dni po nałożeniu przez wrocławski sąd trzymiesięcznego aresztu na Antoniego F. i Mariana D. śląskie derby przyniosły kolejny dowód kompletnej pogardy dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości, zaprezentowanej przez osoby związane z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. – Bawią się nami. Ktoś sobie naszym kosztem urządził niezłe widowisko – to najdelikatniejsze określenia, padające z ust uczestników wydarzeń przy Bukowej. W tym przypadku wypowiedział je Edward Socha, menedżer Odry. Ale w zasadzie autorstwo tych poglądów nie ma większego znaczenia. Liczy się fakt zakpienia przez związek z reguł zdrowego rozsądku i poczucia odpowiedzialności. No bo w kontekście boiskowych wyczynów pana Marcina B. skrajnym nieodpowiedzialnością właśnie nazwać trzeba delegowanie na to spotkanie arbitra z Warszawy. – Nie moge wyjść z podziwu dla autora tej decyzji. Kiedy wciąż jeszcze szanse wyprzedzenia w tabeli stołecznej Polonii i lubińskiego Zagłębia, przysyła się na mecz sędziego ze stolicy i do tego związanego przez jakiś czas z KGHM – prezes Odry, Ireneusz Serwotka, ze zdumieniem kręcił głową, nie mogąc uwierzyć w przypadkowość tej nominacji.

Analiza faktów pozwala postawić tezę, że była to prowokacja wymierzona na obydwa śląskie kluby. Jeden z nich może ją przypłacić wręcz żywotem. – Jeżeli związek nałoży na nas teraz drakońskie kary finansowe, po prostu nie przetrwamy – takie zdanie padło w środę z ust rozgoryczonego Piotra Dziurowicza. A może o to właśnie chodzi w całej zabawie? Paradoksalnie – nawet nie o czerwone kartki dla katowiczan. Pierwsza Grzegorzowi Kmiecikowi sie należała, bo interesowały go nogi Wojciecha Myszora, a nie piłka (w tej sytuacji „czerwień” zarobił też Marcin Dymkowski, który „bykiem” próbował wytłumaczyć Kmiecikowi niestosowność zagrania). Można się też nawet zgodzić z usunięciem z murawy (w ciągu 45 sekund) Artura Andruszczaka – upomnienia otrzymał za faul oraz za utrudnianie rozpoczęcia gry. Ba; zapewne PZPN-owscy spece od wybielania arbitrów wytłumaczą Marcina.B nawet z relegacji Dawida Plizgi, jemu zarzucił arbiter symulowanie faulu i też – po wcześniejszym upomnieniu „żółtkiem” za nieczyste zagranie – wyrzucił  z murawy. Od samego początku jednak – a dobitnie widać to było w II połowie – sędzia starał sie rozgrzane samą atmosferą derbów głowy „podpalać” jeszcze bardziej.

Marcin B. inteligentnie podsycał płomienie. Karny dla GKS też należał do tego typu działań – To był taki „biedny” karny – tworzył nowe pojęcia autor feralnego zagrania, Marcin Dymkowski. – Plizga wyraźnie „szukał” tej „jedenastki” więc „wapno” wzbudziło, a podsyciło je jeszcze zdanie arbitra, rzucone ponoć w drodze do szatni w przerwie spotkania. „No jak podobał się wam karny?” – mieli usłyszeć ci, którzy akurat wtedy znaleźli się na drodze sędziowskiej trójki. Czyż nie prowokujące to słowa?

Prawdziwe emocje rozpaliły sie jednak w doliczonym czasie gry. Miało być pięć minut, arbitrowi wystarczyło 120 sekund, by wyrzucić Plizgę i ograniczyć liczbę gospodarzy na boisku do ośmiu. A rozpoaczliwe ataki Odry w końcu przyniosły efekt. Rewelacyjnego w środę Mateusza Sławika pokonał Jan Woś (asystował Piotr Rocki), nie bez udziału próbującego interweniować Bartnika. I być może o ten podział punktów szło arbitrowi, skoro nie pozwolił już dograć drużynom ok. 100 sekund, pozostałych do końca doliczonych pięciu minut.

„SPORT’ Kazimierz Rutkowski

Źródło: gkskatowice.eu

PRASA: Dziennik Zachodni