GKS Katowice 1-5 Wisła Kraków

08.09.2001, sobota 17:00 – widzów 4500

Relacja  GieKSiarza

Wisły 190 w Katowicach, wywiesili 3 małe flagi. Przed meczem chuligani GKS-u ustawili się na drodze wylotowej koło stadionu w ponad 50 osób, czego efektem było uszkodzenie niemal 10 aut krakowskich (wybite szyby i trochę oklepane). W każdym przypadku kierowcy cisnęli gaz i uciekli. Wymieniona ekipa GKS-u wbiła się na stadion za darmo, przy okazji lejąc trochę ochronę. Po meczu na jednej z dzielnic Katowic na GKS ustawił się Ruch Chorzów. Jeden kibic GKS-u został ciężko ranny w wyniku ciosów zadanych siekierą i leżał 6 godzin nieprzytomny w szpitalu. W miejsce tego wydarzenia udało się natychmiast 8 aut konkretnej załogi GKS-u, lecz do niczego już nie doszło, gdyż rozgoniła ich policja, spisując ponadto wszystkie tablice rejestracyjne.

Źródło: ultrasworld.eev.pl

Relacja GieKSy

Do Katowic wybrała się nieliczna jak na tą odległość grupa kibiców Wisły, bo tylko 190. Po drodze napotykają na czekających na nich kibiców GieKSy, którzy wybijają szyby w ich samochodach i je obijają. Kierowcy uciekają przed GKS-em.

Źródło: ultrasworld.eev.pl

Relacja kibica GKSu

Gości 180 głów. Przed meczem ustawiamy się na drodze wylotowej koło stadionu na zmotoryzowanych kibiców Wisły. Efektem tego było uszkodzenie ok. 10 aut na krakowskich numerach. W każdym wypadku kierowcy ostro cisną na gazie i uciekają. Tą samą grupą wbijamy się na stadion za darmo przy okazji lejąc ochronę. Po meczu w osiem aut konkretnej załogi udajemy się w region Katowic, gdzie na jedną z naszych grup ustawili się chorzowscy. Do niczego jednak nie doszło ponieważ rozgoniły nas psy.

Źródło: zin DIABLOS 2001 nr 5 (Ruda Śląska)

Oflagowanie m.in.: PSEUDOKIBICE KOCHAJĄ ŚLĄSKA STOLICE, VIP, GKS KATOWICE (żółta), GIEKSIARZE, GLADIATORS, GKS KATOWICE (z buldogiem).

Relacja sportowa

GKS Katowice: Tkocz (46. Lech) – Sadzawicki, Sznaucner (46. Gajtkowski), Świerczewski, Janus, Widuch, Kowalczyk (62. Muszalik), Kubisz, Andruszczak, Bała, Moskała
Trener: Janusz Białek

Wisła Kraków: Sarnat – Szymkowiak (46. Pater), Moskal, Głowacki, Kaliciak, Kuzera, Sunday, Czerwiec, Kosowski (81. Piotr Brożek), Żurawski (76. Frankowski), Moskalewicz
Trener: Franciszek Smuda

Bramki: Kubisz (65) -  Żurawski (16), Żurawski (22), Żurawski (29), Żurawski (42), Żurawski (47)
Sędzia: Borski (Warszawa)
Ż. kartki: Widuch, Kubisz, Gajtkowski – Pater

Wisła niezwykle łatwo i w świetnym stylu poradziła sobie z katowickim GKS-em, wygrywając w stosunku 5:1. Wszystkie bramki dla „Białej Gwiazdy” były dziełem Macieja Żurawskiego, który trafiał kolejno w: 16, 22, 29, 42 i 46 minucie. Honorowe trafienie dla gospodarzy było dziełem Marka Kubisza (64 minuta). Cały mecz rozegrał ligowy debiutant, Kamil Kuzera i wypadł więcej niż dobrze.
Udał się Wiśle ostatni sprawdzian przed pucharowym meczem z Hajdukiem, która – jak po meczu powiedział trener katowiczan – przewalcowała zespół gospodarzy. Wiślacy stworzyli wiele dogodnych sytuacji, a że wyjątkowo udany dzień miał Maciej Żurawski – padło aż pięć bramek. „Żuraw” stał się prawdziwą zmorą Jarosława Tkocza, który w pierwszej połowie przepuścił wszystkie strzały pana Maćka. Niezadowolony z jego postawy trener Białek ściągnął go w przerwie z boiska, a w jego miejsce dysygnował do gry Piotra Lecha.
Warto także odnotować dwa ligowe debiuty. W podstawowej jedenastce pojawił się 18-letni Kamil Kuzera, który na prawej obronie rozegrał pełne 90 minut. Zagrał odważnie, często angażował się w akcje ofensywne (po jednej z nich fatalnie skiksował Pater), lecz na jego barki można zrzucić odpowiedzialność za straconą bramkę. Niemniej w jego przypadku takie błędy będą procentowały poprawą gry w przyszłości.
Drugim debiutantem był Piotr Brożek. Brat bardziej znanego Pawła, zagrał na lewej pomocy ostatnie 10 minut. Był bardzo aktywny i widać, że także on ma wielkie możliwości przed sobą.
Tuż przed meczem nad stadionem rozpętała się gwałtowna burza. Ulewa znacznie pogorszyła stan murawy, gdzie nie gdzie potworzyły się kałuże i błoto. Paradoksalnie, dzięki temu Wisła nie straciła w 8 minucie bramki. Po dośrodkowaniu z prawej strony błąd popełnił Ibrahim Sunday, a piłkę toczącą się po błotnistej murawie w ostatniej chwili złapał Artur Sarnat. Kubisz wepchnął jeszcze bramkarza „Białej Gwiazdy” z piłką do bramki, lecz o golu oczywiście nie mogło być mowy. Ta akcja zmobilizowała wiślaków, którzy 7 minut później objęli prowadzenie. Prawą stroną podciągnął Szymkowiak, dośrodkował na piąty metr, gdzie Maciej Żurawski ubiegł Janusa i Tkocza i z bliska wpakował piłkę do siatki (asysta: Szymkowiak).
Mimo straconej bramki gospodarze nadal próbowali prowadzić równorzędną grę. I być może, by im się to udało, gdyby nie fatalna postawa bramkarza. Ten bowiem ponownie skapilutował w 22 minucie, po szybkiej kontrze Wisły. Mirek Szymkowiak ponownie zagrał do Macieja Żurawskiego, po którego strzale z prawej strony pola karnego, piłka po rykoszecie ponownie znalazła drogę do siatki (asysta: Szymkowiak). Wiślacy tylko czyhali na błędy gospodarzy… W 29 minucie było już 0:3 – tym razem podawał Kosowski, a Żurawski z ostrego kąta pokonał Tkocza (asysta: Kosowski). Ta bramka rozsierdziła kibiców GKS-u, którzy głośno domagali się zmiany na pozycji bramkarza…
Po tej bramce, wiślacy nieco zwolnili, dzięki czemu go głosu doszli gospodarze. W 34 minucie Kubisz po podaniu Moskały minimalnie spudłował. Kilka minut później GKS przeprowadził szybki atak, mimo, że na murawie leżał Mirosław Szymkowiak. Bardzo nieładne zagranie gospodarzy, prowokowanych głośnym dopingiem kibiców… Taka postawa szybko się zemściła. W 42 minucie wynik brzmiał 0:4. Kamil Kosowski zdecydował się na rajd, który zakończył podaniem do Żurawskiego. Kat GKS-u zdecydował się na strzał sprzed pola karnego, po którym piłka wpadła do bramki tuż obok słupka (asysta: Kosowski). To był prawdziwy nokaut.
Kolejna bramka stracona w dziecinny sposób zmusiła trenera katowiczan do zmiany na pozycji bramkarza. Do bramki wszedł bardziej doświadczony Lech. Jednak już pierwsza akcja po przerwie przyniosła Maćkowi Żurawskiemu piąte trafienie. Kamil Kosowski dośrodkował z lewej strony, a „Żuraw” mimo asysty Janusa celnie uderzył z woleja obok bezradnego Lecha (asysta: Kosowski). Ta bramka uspokoiła pewnych już siebie wiślaków. Gospodarze natomiast usilnie dążyli do zdobycia choćby honorowego trafienia.
Bliscy tego byli już w 47 minucie. Wtedy po rajdzie Moskały w dogodnej pozycji znalazł się Kubisz, który jednak przeniósł piłkę ponad poprzeczką. Dzięki bardziej ofensywnej postawie gospodarzy, do kolejnych pozycji dochodzili także wiślacy – już do końca spotkania trwała wymiana ciosów. W 50 minucie po rzucie rożnym dogodną sytuację zmarnował Głowacki, 5 minut później ten sam piłkarz w ostatniej chwili wybił piłkę Moskale.
Wisła w ostatniej części spotkania postawiła na kontry. W 62 minucie wydawało się, że Żurawski trafi po raz szósty. Jednak podanie Kosowskiego było nieco zbyt mocne i Lech zdołał obronić zarówno strzał Macieja, jak i dobitkę Patera. Minutę później po akcji Kuzery, błąd Lecha mógł wykorzystać Żurawski, lecz Marek Świerczewski zdołał wybić piłkę lecącą do pustej bramki. W 69 minucie Żurawski po akcji z Kosowskim, „wyciągnął” z bramki Lecha, lecz „Kosa”, otoczony przez obrońców, nie zdołał skierować piłki do pustej bramki.
Nieco wcześniej jednak skutecznie zaatakowali gospodarze. Po błędzie obrony w idealnej sytuacji znalazł się Kubisz. Strzelił jednak wprost w Sarnata, lecz ten ku zaskoczeniu kibiców przepuścił piłkę między nogami.
Ta bramka nie zmieniła obrazu gry. Katowiczanie bez wiary w zwycięstwo atakowali raczej sporadycznie, a przede wszystkim bez pomysłu. Taka sytuacja pozwalała wiślakom na wyprowadzanie kolejnych kontr. W 75 minucie po akcji Kamila Kuzery w idealnej sytuacji znalazł się Pater, lecz z kilku metrów nie trafił w bramkę. 6 minut później strzał Moskalewicza na róg sparował Lech i praktycznie na tym skończyły się emocje.
Wisła wygrała w Katowicach jak najbardziej zasłużenie. Dzięki świetnej skuteczności Żurawskiego zwycięstwo zostało odniesione w świetnym stylu. „Żuraw” skutecznie zastąpił kontuzjowanego Nicińskiego, który w ostanich dwóch meczach strzelił cztery bramki, i dzięki temu wysunął się na czoło ligowych strzelców.

Mateusz Miga

Źródło: wislakrakow.com