GKS Katowice 2-0 Hutnik Kraków

02.05.2000

Relacja GieKSiarza

Gości ok. 180 osób. Przed meczem fani Hutnika próbowali w kilku wbiec na boisko, gdy szli w stronę swojego sektora jednak powstrzymuje ich ochrona. Następnie gdy wchodzili na sektor próbowali ruszyć w sektor dalej siedzących kibiców (siedzą tam przeważnie zwykli ludzie) lecz i tym razem powstrzymuje ich ochrona i psiarnia. Podczas meczu na sektorze Hutnika kilka osób biło się między sobą, dalej był już spokój. Po meczu udajemy się sporą grupą ze sprzętem w miejsce gdzie ustawiali się na nas Chorzowscy (ok. 30) widząc ich od razu na nich ruszamy, oni zaczynają uciekać, dorywamy dwóch z nich których konkretnie lejemy. Następnie wbijamy się na dzielnice Ruchu gdzie znowu mamy starcie z Chorzowskimi, początkowo stawiamy opór, jednak hool’s Ruchu przechodzą do kontrataku i dwa razy nas gonią po czym zjeżdża się psiarnia i trzeba się ewakuować.

ADRIAN

Źródło: zin DIABLOS 2000 nr 4 (Ruda Śląska)

Kibice z Nowej Huty pojawili się w 200 głów.

Źródło: zin BLACK BRIGADE nr 1

Relacja Hutnika

Nas 194 osoby. Mecz w środę – jedziemy na kilka sposobów. Ekipa autokarowa ma remisowe starcie z GKS-em w Katowicach na skrzyżowaniu (5 na 5). Gdy prowadzą nas do sektora gości wjeżdżamy w kilku (8 minuta meczu) na murawę skąd szybko zawraca nas policja. Potem rozpie*dalamy bramkę i wbiegamy na sektor skąd kilku od nas atakiem przez bufory próbuje dopaść GKS – znów policja cofa naszych. Mecz to dobry doping z obu stron. Powrót to dwie kamionki pociągowcom, pierwsza to prawdopodobnie Ruch, druga to Wisła w Krzeszowicach. Wybiegnięcie na Wisłę uniemożliwia policja.

SKWAREK

Źródło: zin DIABLOS 2000 nr 4 (Ruda Śląska)

Relacja Hutnika

Na wyjazd do Katowic grupa pociągowa umawia się na zbiórkę o 12.30 na Placu Centralnym. Ruszamy po g. 13.00 tramwajem linii 4 w sile ok. 70 szala. Wysiadamy na ul. Lubicz i maszerujemy ze śpiewem na ustach w kierunku Dworca Głównego. Z Krakowa wyjeżdżamy koło godz. 14 już z obstawą psiarni, która dopierdala się do nas na dworcu. Podróż mija bez przygód, jedynie w Jaworznie czai się 5 kolesi z GieKSy, ale nasi wypadają i tamci spierdalają, robiąc później groźne miny zza muru. Dojeżdżamy do Katowic koło g. 16 i tam przejmuje nas z kolei śląska psiarnia, która pakuje nas do kolejki miejskiej. Po wyjściu z kolejki fundują nam ciekawą wycieczkę krajoznawczą po Katowicach. Mijamy małe grupki GieKSy, które jednak nie kwapią się do starcia. Pod stadion docieramy jakieś pół godziny przed meczem i tam czekamy, w nadziei, że uda się naszym wynegocjować niższe ceny biletów. Gdy tak sobie czekamy z góry patrzy się na nas ok. 100 sztuk GieKSy. W pewnym momencie zbiegają na dół i zaczyna się kilkusekundowa wymiana kamieni, po której wpada aż 10 pałkarzy i GieKSa potulnie się zmywa. Z naszej strony słychać jedynie śmiechy, bo naprawdę dziuroludki rozkręciły „zadymę” na ich poziomie. W chwilę potem przyjeżdżają trzy nasze nyski z 45 kibolami w środku. Zostajemy skutecznie od nich odcięci przez kilkunastu mendziarzy ze strzelbami na gumowe pociski i drugą taką liczbę ich kolegów z pałami, gdy nagle ekipa busowa zaczyna się napierdalać z psiarnią. Nie możemy nic zrobić prócz biernej obserwacji i nieudanej próby przebicia się. Z góry od GieKSy słychać „zostaw kibica…”, którym to śpiewem GieKSa zyskuje w naszych oczach. Po kilku minutach 45 szala dołącza do grupy pociągowej i powoli wchodzimy na stadion. Bardzo powoli możnaby rzec, gdyż dziuroludki lubują się w najśmieszniejszych kontrolach i dogłębnym obmacywaniu. Gdy ok. 50 kibiców znajduje się już na sektorze, a nie ma jeszcze na nim psiarni, kilku z Hanysów sygnalizuje, że chce się zmierzyć. Nasi przeskakują przez barierki dzielące ich od GieKSy, ale starcie uniemożliwia wpad policji. W końcu po 15 minutach połączone siły grupy pociągowej i busowej w sile ponad 100 szala zajmują sektor. W tym momencie pod kasy podjeżdża ekipa autokarowa, która jak się okazuje po drodze pogoniła trochę GieKSy, cwaniakującej na jednym ze skrzyżowań w Katowicach. Pod stadion podjeżdża także kilka samochodów z naszymi. Gdy wchodzą na stadion GieKSa całkowicie milknie, a my witamy ich śpiewem i brawami. Ostatni kibic wchodzący na mecz przekręca kołowrotek, który wskazuje liczbę 194 kiboli z Nowej Huty. Przez pierwszą połowę ciągniemy niezły doping, lepszy od GieKSy, która ma częste przestoje. Nasza obecność na Śląsku wzmaga nastroje antyhanysowskie, panujące w naszym sektorze, więc głośno pokazujemy co myślimy o faszystach i folksdojczach z Hanysowa. W przerwie zajebiste humory psuje nam dziwny incydent, którego wyjaśnienia próżno szukać. Można to chyba zrzucić na ogólne podminowanie naszych kiboli. Dochodzi do małej sprzeczki wśród hools, która kończy się na wymianie kilku ciosów i krótkiej zadymie, po której morale w młynie bardzo opada. Przez drugą połowę niewiele już jest naszego dopingu, szczególnie że nasi pupile nic nie grają i tracą bramki. Przez cały mecz trwa wyzywanie się z folksdojczami z pobliskiego sektora, którzy z Polakami nie mają za wiele wspólnego, a szczytem ich głupoty można nazwać pożegnanie nas po meczu okrzykami: „auf Wiedersehen!”. Pojebani. Po meczu część ekipy pociągowej nie mająca już kasy na powrót pakuje się do autokaru, w wyniku czego do pociągu wsiada już jedynie ok. 40 osobowa grupa kiboli. Załadowany autokar dociera bez przygód do Krakowa o godz. 21:30. Ekipa pociągowa przejeżdża po drodze przez dwie kamionki (jedną urządzili wieśniacy z Krzeszowic mieniący się kibicami wisły), a później zwijają ich na 4 godziny pały i dwóch kolesi dostaje kolegium. Jeden za rzucanie butelkami w policję i prowokowanie zadymy w naszym sektorze, a drugi za posiadanie broni (bejsbol, kastet, etc.). W sumie wyjazd, gdyby nie wynik, całkiem udany, choć GieKSa po raz drugi nawet nie chciała podjąć żadnej konfrontacji. Może pozostawimy to bez komentarza.

Relacja kibica Hutnika

Do Katowic przybywamy z Wrocławia w sile 2 osób. Jako, iż czasu do rozpoczęcia meczu niewiele, udajemy się tramwajem na stadion. Tutaj po fatalnej obsłudze przy kasach, jako iż naszych fanów nie widać na sektorze wchodzimy na sektor GKS-u. Skorzystaliśmy na tym o tyle, iż bilety kosztowały nas tylko 7 zł, a nie 12 zł jak zapewne płaciła większość naszych fanów. Do rozpoczęcia meczu z nudów staramy się zrozumieć gwarę śląską, która czasami jest naprawdę trudna do rozszyfrowania. GKS w młynie prezentuje się w miarę dobrze, prowadzą niezły doping, wspomagani niezłym echem zadaszenia. Po kilku minutach na swój sektor wchodzą fani Hutnika (ok. 100 osób, później dochodzi następne 100). Od razu przeskakują przez barierki starając się dostać na miejsca zajmowane przez GKS. Interwencja mundurowych niweczy jednak ten plan. W sektorze GieKSy w tym momencie zaduma, jak tutaj przedostać się na nasz sektor. Inteligencja młyna kończy się na przedyskutowaniu ustawienia kamer i do niczego nie dochodzi. W pierwszej połowie w miarę dobry doping z obu stron, za to mecz bardzo przeciętny. W przerwie kolejna zaduma, o co chodzi w naszym sektorze z bijatyką. Najpierw myśleli, że jakiś GKS-iak przedostał się na nasz sektor, później iż chcieliśmy sprowokować policję. Druga połowa w naszym wykonaniu słabsza, tracimy dwie bramki i GKS rozpoczyna doping na dwie trybuny. Z echem brzmi to nawet nieźle. Ostatnie 20 minut to umawianie się GKS-u na potyczkę z Ruchem Chorzów. Bojówka, która miała się zmierzyć z ok. 50 fanami Ruchu przedstawia się tragicznie. Ekipa składa się głównie z młodzieży po 16-18 lat. Nie wiem czy suma sumarum zdecydowali się na starcie, ale przy takiej sile ognia raczej wątpię. Na swoim sektorze wypowiedzi były bardzo odważne. GKS wyciąga 2 nasze szale z czasów przyjaźni i afiszuje się nimi po całym sektorze. Jeszcze tylko głupie docinki śląskie, z których tylko kilka dało się zrozumieć i koniec meczu. Piłkarze dziękują naszym fanom za dobry doping, a my udajemy się na pociąg do Krakowa, gdzie podróż ogólnie upływa spokojnie.

Źródło: ” hutnik.krakow.pl „