GKS Katowice 2-0 Widzew Łódź

20.03.2004

Relacja NFG

Pierwszy mecz rundy wiosennej przed własną publicznością przyszło nam grać z łódzkim Widzewem. Niestety tego dnia goście nie dotarli na mecz dzięki policji i działaczom. Jedynie kilka osób zasiadło incognito wśród GieKSiarzy. Ponieważ Widzewiacy przyjaźnią się z naszymi sąsiadami, zdecydowaliśmy się aby na tym meczu zaprotestować przeciw stadionowym konfidentom. Ma to związek z niedawnymi wydarzeniami na linii GieKSa – Ruch. Na płocie nie zawiesiliśmy flag, a przed blaszokiem wisiał jedynie transparent „Pierwszy oficjalny protest przeciwko stadionowym konfidentom”. Pod koniec drugiej połowy spuszczamy z dachu sektorówkę prezentującą kibica Ruchu szepczącego policjantowi do ucha. Doping średni. Piłkarze wygrali jednak gra pozostawia nadal wiele do życzenia…

Źródło: nfg.prv.pl

Na tym meczu GieKSę wspierał jeden fan Banika.

Źródło: zin DIABLOS 2004 nr 9 (Ruda Śląska)

Relacja Widzewa

Nas na meczu oficjalnie zero. Mimo iż wyjazd na mecz z Katowicami wypadł w sobotę to my już w piątek udaliśmy się wózkiem do naszych znajomych na Śląsk. Tak więc w dniu meczu nie mieliśmy daleko do centrum Górnego Śląska: koło południa wsiedliśmy w miejscowy autobus i udaliśmy się do Gliwic, gdzie czekał na nas podróżujący z Łodzi kumpel. Razem udaliśmy się w stronę stadionu Piasta, gdzie miejscowi grali mecz z chorzowskim Ruchem. Na stadionie posiedzieliśmy całą pierwszą połowę i bojąc się, że mozemy nie przeżyć jednego dnia dawki 180 minut polskiego futbolu w przerwie opuściliśmy ten „obiekt sportowy” (obyśmy nie spadli do drugiej ligi i nie musieli się włóczyć po takich parodiach stadionów). I nawet żartowaliśmy, że jak wyjdziemy to pewnie coś się wydarzy… W pociągu hasło, że jesteśmy kibicami spowodowało, że pani konduktorzrezygnowana machnęła na nas ręką i odbyliśmy podróż za przysłowiowy uśmiech… Gdy już opuszczaliśmy Gliwice dostaliśmy info o przerwanym meczu i zamieszkach na trybunach… Trzeba było wtedy widzieć nasze miny… Wysiedliśmy na stacji Katowice Załęże i udaliśmy się w stronę stadionu. Obok sklepu po raz kolejny spotykamy znajome widzewskie twarze widziane już na Piaście. Ponieważ zaczynała się psuć pogoda wbiliśmy się do jakiejś knajpki gdzie przy piwie i trambambuli, piłkarzykach, chopkach spędziliśmy miło czas. Humor nieco zepsuły nam wieści z trasy: kibice Widzewa (200-250 osób) zostali cofnięci przez policje tuż sprzed Katowic. Jak się potem okazało tylko nielicznym udało się urwać mundurowym i jakoś dotrzeć na stadion. Na mecz również nie dotarła liczna grupa naszych Destroyersów (wspomagana przez fanów Ruchu) wracająca ze wspomnianego już meczu w Gliwicach – zostali oni przechwyceni przez liczne siły policji niedaleko stadionu. My natomiast po krótkiej naradzie ruszyliśmy na stadion i ze względu na brak sektora gości udaliśmy się na „blaszok”. Od razu przy naszym wejściu stadion „eksplodował” 1:0 dla Gieksy! Zrobiliśmy mały rekonesans po sektorze gospodarzy i przed przerwą postanowiliśmy wbić się na pusty sektor gości. Przebiliśmy się za trybunę główną, ale przed wejściem na ten sektor zatrzymała nas ochrona: ponieważ jako kibice Widzewa domagaliśmy się wejścia na nasz sektor to biedni ochroniarze nie wiedzieli co robić. Zaprowadzono nas do szefa ochrony stadionu, no i facet też nie wiedział co z nami zrobić. Po pewnym czasie zgodził się i zaczął nas prowadzić na nasz sektor, jednak po konsultacji telefonicznej z policją zakomunikował nam, że niestety sektor gości jest nieczynny. Wprowadził  nas do budynku służbowego i tam czekaliśmy na drugą połowę, znowu spotykając Widzewiaków (w sumie na meczu pojawiło się nieoficjalnie około 40 osób). Jakież było zdziwienie jednego ze znanych nam ultrasów Gieksy gdy spotkał nas pod salą konferencyjną z dziennikarskim piwem… Zaczęła się druga połowa i ochrona wprowadziła nas na sektor, zdaje się VIPów, nakazując być cicho… Jednak po drugiej bramce dla miejscowych nie wytrzymaliśmy: „TYLKO WIDZEW RTS!” rozległo się pod dachem wprowadzając niezłą konsternację na trybunach – ze względu na niezłą akustykę stadionu byliśmy słyszani nawet na „blaszoku”. Jednak nie dane nam było dłużej pokrzyczeć, bo wpadła ochrona i niestety uniemożliwiła nam dalsze oglądanie meczu. Zostaliśmy wyprowadzeni ze stadionu pod którym jeszcze chwilę postaliśmy i ruszyliśmy na poszukiwania tramwaju, którym dotarliśmy na katowicki dworzec, skąd wróciliśmy pociągiem.

Źródło: zin DIABLOS 2004 nr 9 (Ruda Śląska)