GKS Katowice 2-1 Stomil Olsztyn

18.10.2014, sobota 14:45 – widzów 1750

Relacja GieKSiarza

Kibice Stomilu do stolicy Górnego Śląska przyjechali autokarem i furami. Łącznie jest ich 84, w tym 4 fanów Polonii Bydgoszcz. Na składzie mają dwie flagi: Stomilowcy i FC Olsztynek. Prowadzą rwany doping.

Z naszej strony marna frekwencja i średni doping. Ogólnie mecz bez historii.

Oflagowanie: NASZE MIASTO – NASZA KREW – NASZE ŻYCIE – GKS KATOWICE, FANATYCZNY STYL ŻYCIA, SKA1964, FORZA GKS, UG, TRÓJKOLOROWA ARMIA, PIEROŃSKIE HANYSY.

Relacja Stomilowców

Do Katowic wybraliśmy się w 84 osoby (nabity konkretnie autokar i 5 fur oraz kilka osób łamanymi połączeniami na własną rękę).

Wspomaga nas tego dnia 4 ziomków z Polonii Bydgoszcz.

Większość wchodzi na sektor gości, zakazowicze zostają w autokarze, od bramy odbijają się też Stomilowcy pod wpływem alko i muszą zostać pod sektorem.

Na płotach wywiesiliśmy dwie flagi Stomilu Olsztyn, dużą „STOMILOWCY” i małą wyjazdówkę „Fan Clubu Olsztynek”.

Doping z naszej strony rwany, pod koniec meczu wyglądało to trochę lepiej.

Źródło: kibice.stomil.olsztyn.pl

FILM: 18.10.2014 GKS Katowice – Stomil Olsztyn BRAMKI

Relacja sportowa

GKS Katowice: Dobroliński – Pietrzak, Jurkowski, Cholerzyński, Pielorz – Wołkowicz (90. Zapotoczny), Pitry, Bodziony (81. Ceglarz), Czerwiński – Kujawa (65. Nawrot), Goncerz.

Stomil Olsztyn: Skiba, Berezovskyy, Czarnecki, Shibamura (53. Jamróz), Szymonowicz, Wełna, Darmochwał, Głowacki (75. Piotr Głowacki), Jegliński, Kowal (77. Łukasik), Żwir.

Drużyna GKS-u Katowice w dramatycznych okolicznościach pokonała Stomil Olsztyn 2:1 w 13. kolejce i przełamała niekorzystną serię trzech meczów bez zwycięstwa.

Katowiczanie nie przejęli się faktem, że nie wygrali od trzech kolejek. Odważnie ruszyli na Stomil, starali się zamknąć go we własnej połowie, oddawali dużo strzałów. Trener Moskal zaskoczył rywali ustawieniem 4-1-4-1 z parą obrońców Cholerzyński-Jurkowski, Grzegorzem Goncerzem na prawym skrzydle i Rafałem Kujawą na szpicy. Jedną z wielu okazji wykorzystał Grzegorz Goncerz, który po asyście Rafała Kujawy pewnie uderzył przy lewym słupku w polu karnym i GKS prowadził od 19. minuty 1:0.

Olsztynianie także stworzyli sobie okazje, ale nie potrafili zwieńczyć ich bramką. Z ostrego kąta już w 7. minucie strzału próbował Karol Żwir, ale świetną „robinsonadą” popisał się Rafał Dobroliński, a w ostatniej akcji pierwszej połowy Tomasz Wełna ze szczupaka posłał piłkę nad poprzeczką bramki GKS-u.

Trójkolorowi nie spoczęli na jednobramkowym prowadzeniu, doskonałe okazje mieli jeszcze Krzysztof Bodziony, Rafał Kujawa, ale uderzali nad bramką. Trener Kazimierz Moskal powinien pogrozić mimo wszystko palcem Goncerzowi, który zmarnował wyśmienitą okazję 1/1, kiedy nie trafił w bramkę z kilku metrów. Do przerwy GKS powinien prowadzić 2:0.

W drugiej połowie GKS grał ospale, nie stworzył sobie stuprocentowych okazji. Lepsze wrażenie sprawiali olsztynianie, którzy uparcie dążyli do zdobycia wyrównującej bramki. Wreszcie im się to udało, w 77. minucie Dawid Szymonowicz zamknął wślizgiem dośrodkowanie z lewej strony i wydawało się, że dojdzie do podziału punktów.

Ku radości kibiców gospodarzy ostatnie słowo należało do GieKSy, a konkretnie do rezerwowych, którzy zostali wprowadzeni po przerwie. Michał Nawrot na prawym skrzydle zagrał wzdłuż linii bramkowej po ziemi, a stopę tylko dołożył Dariusz Zapotoczny i wyskoczył w górę z radości – to była ostatnia akcja meczu i GKS szczęśliwie zdobył trzy punkty.

Zwycięstwo sprawiło, że GKS wskoczył tymczasowo na szóste miejsce w tabeli. W kolejnym meczu GieKSiarze podejmą na własnym stadionie drużynę Dolcanu Ząbki. Poczatek spotkania 25 października o godzinie 17:00.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

Bramki: Goncerz (19), Zapotoczny (90) – Szymonowicz (77)
GKS: Dobroliński – Czerwiński, Pielorz, Jurkowski, Pietrzak – Goncerz, Cholerzyński, Bodziony (80. Ceglarz), Pitry, Wołkowicz (90. Zapotoczny) – Kujawa (65. Nawrot)
Stomil: Skiba – Berezowsky, Czarnecki, Shibamura (53. Jamróz), Wełna, Szymonowicz, Darmochwał, Paweł Głowacki, Jegliński, Koval (28. Łukasik), Żwir (75. Piotr Głowacki).
Ż.kartki: Jurkowski – Łukasik, Jegliński, Wełna
Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz).

Po trzech meczach bez wygranej w Katowicach zrobiło się… nawet nie nerwowo. „Obojętnie” to chyba słowo najbardziej odpowiadające nastrojom kibiców. Po prostu niektórzy nawet już nie mają siły, by tracić nerwy, dlatego pojawia się wspomniane zobojętnienie.

To jednak pułapka, gdyż ciągle o punkty trzeba walczyć. Liga jest na tyle nieprzewidywalna, że nawet gdyby GKS przegrał 10 meczów z rzędu, to w każdym kolejnym ma szansę wygrać… z każdym. I na tym chyba mogliśmy opierać optymizm przed meczem ze Stomilem. Oczywiście rywal wydawał się trudny, bo przecież przegrał w tym sezonie tylko raz, a od czterech meczów nie stracił gola. Ten mecz był bardzo ważny także dla trenera Moskala, którego pozycja nie była pewna.

W składzie GKS zabrakło zawodników, którzy w Grudziądzu odnieśli kontuzje. Mowa o Sławomirze Dudzie, którego zabrakło w meczowej osiemnastce oraz Mateuszu Kamiński – ten zasiadł na ławce rezerwowych. Na prawej obronie oglądaliśmy więc Alana Czerwińskiego, w środku Łukasza Pielorza. W składzie mieliśmy też i Rafała Kujawę i Grzegorza Goncerza i zastanawialiśmy się, jak ich poustawia Kazimierz Moskal. Ostatecznie Gonzo powędrował na prawe skrzydło, a Kujawa do ataku.

Od początku meczu to katowiczanie bardziej byli zaangażowani w chęć zdobycia bramki. Praktycznie już w 20. sekundzie bliski pokonania Piotra Skiby był Wołkowicz, ale nie doszedł do piłki. Stomil jednak też nie pozostawał dłużny, choć w dużej mierze po naszych błędach. Na przykład w 7. minucie gdy Jurkowski stracił piłkę na środku boiska i rywal popędził na bramkę. W 11. minucie goście mieli najlepszą sytuację do zdobycia bramki. Po rzucie rożnym jeden z rywali uderzył głową w słupek, a po ponowieniu dośrodkowania – machnął się i nie trafił w piłkę. Katowiczanie próbowali ze zmiennym szczęściem uderzeń z dystansu, ale nie sprawiało to wielkiego zagrożenia. W 19. minucie GKS objął prowadzenie, Kujawa prostopadłym podaniem wypuścił Goncerza, a ten po rękach bramkarza trafił do siatki zdobywając tym samym swoją 11. bramkę w sezonie. Kilka minut później po strzale Wołkowicza z dystansu, Goncerz dobiegł do dobitki, ale był spalony. Jeszcze jedną sytuację miał Gonzo, gdy wyszedł sam na sam z bramkarzem gości – sygnalizował strzał w długi słupek, ale uderzył w krótki… nie trafiając (boczna siatka). Stomil co jakiś czas próbował atakować, ale jednak brakowało w tym nieco jakości i to mimo nie do końca pewnej postawy naszej obrony. Dobrą okazję rywale stworzyli sobie na sam koniec 1. połowy, ale uderzyli nad poprzeczką.

Spodziewaliśmy się, że w drugiej połowie gra będzie wyglądała przynajmniej tak samo, a przede wszystkim uda się podwyższyć prowadzenie. Jednak już od samego początku wyglądało to coraz gorzej. Gra katowiczanom się nie kleiła, a przeciwnicy starali się oddalić piłkę od własnej bramki. Fakt faktem, że piłkarskimi umiejętnościami nie grzeszyli, ale w naszych szeregach pojawiało się coraz więcej niedokładności, raziło zwalnianie gry. Przez to też nie stwarzaliśmy sobie wielu sytuacji. Najlepszą okazję w tej fazie meczu mieli rywale, którzy nie wykorzystali sytuacji sam na sam (strzał obok słupka). Kuriozalna była sytuacja, w której chyba z 6 razy próbowaliśmy wyprowadzić piłkę z własnego pola karnego i za każdym ją traciliśmy. To rywale prowadzili grę, a my próbowaliśmy wyprowadzać kontry. Jak na przykład akcja Pitrego, w której powoli, powoli zmierzał w pole karne i oddał… fatalny strzał. W 76. minucie rywale wyrównali. Po rzucie wolnym Pietrzaka Stomil przeprowadził groźną kontrę, która zakończyła się dośrodkowaniem z lewej strony i strzałem z najbliższej odległości do pustej bramki Dawid Szymonowicz trafił do siatki. Potem to goście bardziej starali się zdobyć drugiego gola, ale piłkę meczową mieli katowiczanie. W zamieszaniu podbramkowym dwa razy uderzał Goncerz, ale dwa razy świetnie interweniował Piotr Skiba. Wydawało się, że po ptokach, bo GieKSa niespecjalnie spieszyła się z atakowaniem. Dodatkowo trener Moskal na 90 sekund przed końcem wprowadził Dariusza Zapotocznego, co wywołało niemałą reakcję kibiców (i naszą), bo przecież nie było czasu…

Tymczasem okazało się, że musimy uderzyć się w pierś, bo to trener okazał się zwycięzcą. Dariusz Zapotoczny po bardzo dobrym podaniu Michała Nawrota (inny rezerwowy) strzelił do pustej bramki i w ligowym debiucie dał trzy punkty GieKSie! Tak spektakularnego wejścia rezerwowego – i to debiutanta! – nie pamiętamy. Brawo!

GieKSa – nie oszukujmy się – zagrała słabe zawody, bo o ile pierwsza połowa była niezła, to druga była beznadziejna. Ale rozliczamy zespół za wyniki, a ten jest idealny. Dlatego rzetelnie ocenimy zespół za to spotkanie (czyli głownie krytycznie), ale jednocześnie dziękujemy za zwycięstwo i wierzymy, że za tydzień znów będzie wygrana!

A trener Moskal znów był z nożem na gardle i wyszedł tego w sposób… sobie tylko wiadomy. To zawsze powoduje, że możemy mówić o… „nosie trenerskim”.

Źródło: GieKSa.pl