GKS Katowice 2-1 Znicz Pruszków

06.08.2008, środa 18:00 – widzów 4000

Relacja GieKSiarza

Na Bukowej sezon zaczęliśmy od spotkania ze Zniczem Pruszków. Na tym meczu prezentujemy żałobną oprawę ku czci naszego wybitnego piłkarza Adama Ledwonia. Pod dach zostaje wciągnięta sektorówka, a na płocie zawisł transparent „Człowiek wielki i prawdziwy, w naszych sercach wiecznie żywy”. Oczywiście zanim zaczęliśmy dopingować, mecz rozpoczęliśmy od minuty ciszy. Potem przez cały mecz prowadzimy dobry doping. Na trybunie północnej zasiadło 18 gości z Pruszkowa, którzy na wyposażeniu mieli aż 4 flagi. Mimo małej liczby coś tam dopingują, za co szacunek. Ogólnie spotkanie z z liderem jakim niespodziewanie po 2 kolejkach stał się Znicz, przyciągnęło 4000 widzów. Fani GieKSy mieli okazję zobaczyć zwycięstwo swojej 11-stki nad faworytem, za co po meczu dziękowali piłkarzom.

Oflagowanie: BRACTWO WETERANÓW, HOŁDUNÓW&LĘDZINY, TRÓJKOLOROWE KATOWICE, MAŁOPOLSKA, MYSŁOWICE, SK1964, STRAŻNICY CZARNEGO ZŁOTA, GKS KATOWICE, VIP, JAWORZNO i GIEKSIARZE.

Relacja Znicza

Nas 18 (w tym 1 – KS Milan) z 4 flagami. GKS na początku meczu z oprawa upamiętniającą śp. Adama Ledwonia oraz cały mecz dobry doping. My staramy się śpiewać głównie w przerwach dopingu GieKSy, co nam chyba dobrze wychodzi.

Źródło: kibice.net

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 06.08.2008 GKS Katowice – Znicz Pruszków (1)

FILM: 06.08.2008 GKS Katowice – Znicz Pruszków (2)

Relacja sportowa

GKS Katowice: Jacek Gorczyca – Marcin Krysiński, Szymon Kapias, Adrian Napierała, Damian Mielnik, Grzegorz Domżalski (46. Damian Sadowski), Grzegorz Bonk, Gabriel Nowak, Tomasz Prasnal (79. Sobczak), Daniel Onyekachi (57. Krzysztof Kaliciak), Gražvydas Mikulėnas
Trener: Jan Żurek

Znicz Pruszków: Bieniek – Maciej Rybaczuk (67. Bzdęga), Kokosiński, Kowalski, Januszewski, Mikołaj Rybaczuk, Osoliński, Struzik, Kaczmarek (53. Zubrzycki), Feliksiak, Paluchowski (60. Florian)
Trener: Jacek Grembocki

Bramki: Krzysztof Kaliciak (63), Grzegorz Bonk (45) – Adrian Paluchowski (33)
Sędzia: Paweł Pskit (Łódź)
Ż. kartki: Damian Sadowski, Grzegorz Bonk, Daniel Onyekachi, Gražvydas Mikulėnas – Adrian Paluchowski

Wczoraj przy Bukowej odbył się mecz III kolejki I ligi pomiędzy GKS Katowice, a Zniczem Pruszków. Katowiczanie przystępowali do meczu po jednym remisie i jednej porażce, pruszkowianie natomiast po dwóch zwycięstwach. Faworytem spotkania wydawali się być goście, jednak GKS grał u siebie i ani myślał o oddaniu punktów rywalom.

W składzie wyjściowym GKS w porównaniu do meczu z Kmitą zaszła tylko jedna zmiana – za Krzysztofa Kaliciaka wyszedł w pierwszej jedenastce Grzegorz Domżalski.

Przed meczem minutą ciszy uczczono pamięć Adama Ledwonia – kibice rozwiesili sektorówkę z wizerunkiem Ledka, a cały stadion wkrótce skandował jego nazwisko – w trakcie meczu o Ledku skandowano jeszcze kilka razy. Na trybunach obecna była matka i brat Adama, a także liczne grono jego przyjaciół.

Już w 14. sekundzie meczu celnie na bramkę gości uderzył Daniel Onyekachi, ale strzał ten nie miał prawa zaskoczyć golkipera gości. Później gra toczyła się głównie w środku pola, a największe zagrożenie stanowiły strzały z dystansu – mieliśmy też po obu stronach kilka rzutów rożnych. Najlepszą okazję miał w 17. minucie Grażvydas Mikulenas, który po podaniu Onyekachiego znalazł się w idealnej sytuacji, ale strzelił wprost w Adriana Bieńka. Wkrótce goście zaczęli jeszcze częściej uderzać z dystansu, ale efektownymi robinsonadami popisywał się Jacek Gorczyca. W 33. minucie Mikulenas z Gabrielem Nowakiem stracili piłkę na połowie przeciwnika, do przodu poszło prostopadłe podanie, a Adrian Paluchowski – mimo, iż naciskany przez obrońcę – wykorzystał dobrą sytuację uzyskując prowadzenie dla gości. Kilka minut później gola zdobył GKS – najpierw Marcin Krysiński podawał do Mikulenasa, od którego odbiła się piłka, trafiła pod nogi Onyekachiego i… znów do Litwina, który skierował piłkę do siatki. Niestety strzelił bramkę ze spalonego i arbiter Pskit słusznie jej nie uznał. W 45. minucie Grzegorz Bonk mając piłkę w środku pola, przełożył ją sobie na lewą nogę i kapitalnym strzałem z 25 metrów nie dał szans bramkarzowi Znicza, uzyskując tym samym swoją drugą bramkę w tym sezonie. Ogólnie pierwsza połowa nie należała do najlepszych – katowiczanie notowali sporo strat piłki. Dobrze, że padła bramka na 1:1, jednak w przerwie trener Jan Żurek musiał zwrócić swoim zawodnikom uwagę na kilka rzeczy.

Druga połowa rozpoczęła się od ataków katowiczan. Już w 48. minucie kapitalną okazję miał wprowadzony Damian Sadowski, który po podaniu Mikulenasa głową w dobrej sytuacji strzelił nad poprzeczką. W 57. minucie Onyekachiego zmienił Krzysztof Kaliciak i był to strzał w dziesiątkę. Sześć minut później bowiem trybuny po raz kolejny eksplodowały radością – po podaniu Nowaka, bardzo ładnie piłkę przyjął sobie właśnie Kaliciak, który jednocześnie minął obrońcę i w sytuacji sam na sam pokonał strzałem z powietrza bramkarza gości. Wkrótce Tomasz Prasnal próbował dośrodkowywać, a centra zamieniła się… w strzał, z którym problemy miał Bieniek. Następnie dobrą okazję dla Znicza zmarnował Tomasz Bzdęga, którego uderzenie zostało zablokowane. Dziesięć minut przed końcem z daleka uderzał Bonk, a golkiper wybił piłkę na róg. Warto odnotować jeszcze „nastrzelenie” Mikulenasa, który z bliska głową strzelił ponad poprzeczką.

GieKSa wygrała ze Zniczem 2:1, po nienajlepszej pierwszej połowie i bardzo dobrej drugiej. Grzegorz Bonk w ciągu tygodnia strzelił dwie kapitalne bramki z dystansu, a zmiennik, jakim był Krzysztof Kaliciak, zanotował zwycięskie trafienie. Zwycięstwo z mocnym przeciwnikiem napawa optymizmem. Warto po raz kolejny pochwalić Nowaka, który systematycznie wywalcza sobie miejsce w pierwszej jedenastce i – choć popełnia błędy – nie widać po nim jakiejś wielkiej tremy.

Piłkarsko może ideału nie było, ale GKS walczył. Wywalczył zwycięstwo z rywalem, który na wyjazdach czuje się jak ryba w wodzie. Ledek pewnie jest zadowolony z tego spotkania i z trzech punktów dla GieKSy.

Źródło: gkskatowice.eu