GKS Katowice 4-1 GKS Tychy

01.10.2005, sobota 18:30 – widzów 10 000

Degradacja piłkarska GKS-u Katowice do IV ligi miała pod względem kibicowskim jeden, jedyny plus, a były nim właśnie ciekawie zapowiadające się derby pomiędzy jedenastkami z Katowic i Tychów. Pierwszy od wielu lat naprawdę atrakcyjny mecz zmobilizował tyszan, którzy udali się na Bukową w rekordowej jak na ich warunki liczbie. Byli wspomagani przez wszystkich swoich ziomali. W największej ekipie tyskich fanów wspomógł Łódzki KS, który udał się na mecz pociągiem w 170 osób! Już na dworcu Łódź – Kaliska okazało się, że tym składem na mecz do Krakowa podąża 18 Arkowców, kibice ŁKS-u zachowali się jednak niezwykle honorowo, nie obijając gdynian! Przygody miało natomiast 7 kibiców Górnika Wałbrzych, którzy w drodze do Tychów na dworcu w Kędzierzynie-Koźlu oberwali od tamtejszego Chemika.

W sumie na sektorze dla przyjezdnych w Katowicach zameldowało się około 1500 osób, w tym 170 ŁKS, ok. 50 Cracovia, 24 Sandecja, 10 Zawisza, 7 Górnik Wałbrzych. Wywiesili flagi „Bandyckie życie GKS Tychy”, „Chuligani Miasta Sypialni”, „Jude Gang”, „ŁKS” i „Sączersi”. Po drugiej stronie barykady, na Blaszoku, również znakomita frekwencja, trudno oszacować młyn katowiczan, ale było to w przybliżeniu 3000 osób. Z nimi 45 fanów Banika Ostrava z flagą „Banicek nejlepsi u nas” oraz Dynamo Drezno z flagą „Brutal fans Dynamo Dresden”. Ciekawostką było małe polowanie urządzone przez chuliganów Dynama na niemieckich kibiców innych drużyn, którzy na mecz przybyli w roli obserwatora.

Mecz zaczął się od choreografii obu ekip. Gospodarze zaprezentowali kartoniadę w barwach GKS-u i Banika wraz z sektorówkami z herbami obu klubów. Natomiast goście rozwinęli sektorówkę z herbem w asyście stroboskopów, rac i napisu na kartonach „Jedno miasto, jeden klub”. Oba młyny ruszyły z dopingiem, który dużo lepiej wychodził katowiczanom, tym bardziej, że do śpiewów ochoczo przyłączała się wypełniona po brzegi trybuna główna, na której też pojawiła się oprawa w postaci balonów i rac. Blaszok na tym meczu zaprezentował jeszcze serpentyny, racowisko, chorągiewki, ręczne stroboskopy, oraz hit meczu: podświetlany ogniami wrocławskimi, spuszczony z dachu napis foliowy „To mu Hanysy z GieKSy”. Tej choreografii towarzyszyły liczne wystrzelone w niebo fajerwerki. Z kolei goście postawili na pirotechnikę, odpalając ogromne ilości strobo, zielonych i czerwonych rac (z których kilka poleciało w stronę gospodarzy) i konkretnych świec dymnych. Tyszanie zrobili również baloniadę. W II połowie grupa kibiców przyjezdnych zaczęła rzucać różnymi przedmiotami w kierunku miejscowych zasiadających na trybunie głównej, próbowali interweniować mundurowi, co wywołało reakcję tyskich fanów, którzy zaczęli trząść płotem i wspina się na niego. Na ten widok zareagowała ekipa gospodarzy, która wysypała się na murawę (przez otwartą bramkę). Czujna była jednak policja, która też była już na płycie i skłoniła katowiczan do natychmiastowego odwrotu za pomocą salw z broni gładkolufowej. Główna uwaga mundurowych była jednak skupiona na kibicach gości, których także ostrzelano z shotganów. Na stadion wjechały dwie polewaczki, które w ten chłodny jesienny wieczór wściekle smagały strumieniami lodowatej wody sektor dla przyjezdnych. W rewanżu na policję posypały się spalone race. Trwało to kilka minut, zanim zapanował spokój i kilkuset funkcjonariuszy opuściło murawę (przy gwizdach niemal całej publiczności), a mecz mógł toczyć się dalej.

Po zakończeniu spotkania nie wydarzyło się już nic godnego uwagi. Natomiast jeszcze przed meczem na jednym z katowickich osiedli doszło do starcia GieKSy z Ruchem , który o tej samej porze grał u siebie z KSZO Ostrowiec.

Źródło: TMK

Relacja Tychów

Na GieKSie Katowice zaliczamy prawdziwy najazd – 1500 osób. W trakcie meczu katowiczanie wybiegają na murawę, a Tychy awanturują się z ochroną, policja używa polewaczki. W wyniku dymów w Katowicach GKS Tychy dostaje zakaz na wyjazd do Żarek, więc niewiele nas omija.

Źródło: ULTRA nr 5

Na meczu z Tychami miało miejsce wybiegnięcie chuliganów GKS-u Katowice na murawę, jednakże szybko całe zamieszanie wyjaśnia policja. Potem na trybunach dymili tylko tyszanie z siłami porządkowymi.

Źródło: ULTRA nr 2

Relacja GieKSiarza (Giszowiec)

Gdy doszło do degradacji GieKSy do IV ligi, jako nagrodę pocieszenia można było odebrać możliwość spotkania z tyszanami. Te ustalono na 1 października i praktycznie każdy GieKSiarz wyczekiwał tej daty z niecierpliwością. Nie inaczej było na Giszowcu, gdzie w szeregach fanów GieKSy trwała mobilizacja jakiej jeszcze nie było. Jednak każdy doskonale wiedział, że tego dnia swój mecz grał również Ruch (z KSZO), który wiódł prym na tej dzielnicy. Niebiescy zaznaczali to co kolejkę wspólną zbiórką chorzowskich z Gisza, Nikisza, Janowa i Szopienic, właśnie na Giszowcu. Ten fakt sprawiał, że wielu GieKSiarzy dość nieśmiało podchodziło do pomysłu wspólnej wyprawy na Bukową. Na domiar złego, jeden z nas widząc grupę zbierającą się na „rynku”, sądząc że to GKS, podbiegł do nich i gdy spostrzegł, że to niebiesko-biali, ewakuując się ściągnął całą watahę Ruchu na właściwe miejsce zbiórki fanów GieKSy. Tak naprawdę GieKSiarze dopiero zaczęli się schodzić, kiedy to dostaliśmy informację, że zaraz będzie na miejscu ekipa Ruchu. Było nas około 40 i choć niektórzy nadal dochodzili, to i byli tacy, którzy szybko się ulotnili. Postanowiono iść na przystanek by zająć dogodne miejsce do odparcia ataku. Mieliśmy tam lekko z górki. Skład nie był doborowy, głównie młodzież, która miała dobijać tych śmieRdzieli, których uda się powalić. Po chwili zza winkla wyłania się banda Ruchu. Na przedzie ekipa z Adama, wszyscy pewni swego, lecz w tym momencie cała GieKSa zaczęła rajd w ich stronę, co spowodowało, że „pierwsze pierdolnięcie” należało do nas! Młodzi ogarnęli temat na tyłach jak należy, a gdy cały trzon „niebieskich” padł, reszta zaczęła uciekać. Po chwili zjawia się też psiarnia, lecz już było po wszystkim, wypytywali tylko o plamy krwi na kostce brukowej, co kwitowaliśmy z szyderą, że to ketchup. Starcie dla nas i to nie pierwsze w ostatnim czasie, gdzie mocno daliśmy się we znaki Ruchowi. Jednak te smakowało najbardziej, ponieważ GieKSa z Gisza pokazała wszystkim fanom Ruchu z okolic, że na tej dzielnicy powstała nowa siła, której nie mogą lekceważyć.

Gdy zjawia się autobus, w którym zresztą podróżowali fani z Murcek, jest już nas znacznie więcej. Na dolnym przystanku dosiada się kolejna ekipa od nas i wspólnie rozpoczynamy „marsz zwycięstwa” przez centrum gdzie idziemy na tramwaj. Następnie na Dębie wysiadamy z bany i kontynuujemy podroż na Bukową 1. Po skręcie w ul. Szpitalną widzimy eskortowaną grupę tyszan, lecz poza wzajemnym nawoływaniem do walki do niczego nie dochodzi. W momencie drogę zajeżdża nam psiarnia i na pełnej kurwie atakuje przód naszego pochodu. Musimy zawrócić i iść na około, lecz nawet to nie psuje nam humoru.
Na Bukowej już wszyscy wiedzą o naszej przeprawie, gdy wchodzimy w grupie na górkę w stronę Blaszoka, gratulują nam, biją brawo, a nawet śpiewają „GieKSa z Gisza…”. Fajne przeżycie. Czuliśmy się jak bohaterowie, tym bardziej że w tym dniu pierwszy raz w historii zawisła trójkolorowa flaga z napisem „GzG”. Wyjątkowy dzień, lecz nie tylko dla Giszowca, a dla całej trójkolorowej rodziny, od zarządu, przez piłkarzy do kibiców. Na trybunach zasiadło oficjalnie ok. 10000 widzów, choć mówi się, że sporo więcej. Był to rekord frekwencji na tym szczeblu rozgrywkowym. Najlepsze jest to, że klub miał zgodę na organizowanie imprezy do 3500 widzów, z czego później musiał się tłumaczyć prezes i legenda GKSu Jan Furtok.
Już na rozgrzewce piłkarzy, którzy podbiegli podziękować za przybycie pod każdą z trybun, czekała próbka wokalnych możliwości. Ciśnienie rosło z każdą chwilą i wraz z rozpoczęciem gospodarze prezentują pierwszą choreografię. Rzucono serpentyny z konfetti, a na Blaszoku pojawiły się dwie sektorówki z herbem GKSu i Banika, oraz utworzono kartoniadę w barwach zaprzyjaźnionych klubów. Dodatkowo na Trybunie Głównej utworzono baloniadę. Po drugiej stronie barykady również nie próżnowano i w sektorze gości rozwinięto sektorówkę z herbem tyskiego GKSu, co zwieńczył napis na kartonach „JEDNO MIASTO – JEDEN KLUB, z dodatkiem odpalonej pirotechniki. Doping fanów był oszałamiający. Śpiewał praktycznie cały stadion, tym bardziej, że w 15 minucie katowiczanie wyszli na prowadzenie. Spontanicznie odpalono race na Trybunie Głównej. Potem również na Blaszoku, w asyście trójkolorowych machajek. Najprawdopodobniej popsuło to nieco zamysł miejscowych ultrasów, lecz komu to przeszkadzało. Prowadziliśmy z odwiecznym rywalem, z którym w lidze walczyliśmy o awans. Spontaniczna pirotechnika była odpalana co rusz, przy okazji bramek i bez powodu. Po prostu na tym meczu non stop coś się paliło. Pod tym kątem równie dobrze prezentowali się fani z miasta sypialni, gdzie postawiono na zielone i czerwone race oraz na świece dymne i stroboskopy. Najlepiej prezentowali się gdy odpalili race w ten sposób, by ich sektor wyglądał jak błyszczące barwy tyszan. Nic jednak nie mogło przyćmić głównego pokazu grupy Ultras GieKSa. Podświetlone folie z napisem „TO MY HANYSY Z GIEKSY” z dodatkiem masy fajerwerków, na zawsze wpisały się w pamięć obecnych widzów.
Nie obyło się też bez incydentów chuligańskich. W drugiej połowie fani GieKSy wybiegają na murawę przez otwartą furtkę, lecz policja była czujna i natychmiast zmusiła katowiczan do odwrotu, używając strzałów z broni gładkolufowej. Tyszanie również nie byli święci, a wręcz przeciwnie, bo to przez ich walkę z mundurowymi mecz został przerwany na tak długo i to oni sprowokowali gospodarzy trzęsąc płotem. Siły policyjne skupiły się głównie na nich. W tym armatka wodna, która bezlitośnie polewała każdego na Trybunie Północnej. To zresztą nie był pierwszy wybryk gości, którzy podczas swoich pokazów rzucali pirotechniką po murawie i na sektor szósty Trybuny Głównej. Jedna z tych wędrujących rac trafiła do wózka dziecięcego. Na szczęście w tym momencie jego lokator był na rękach rodziców.
Ogólnie tyscy fani pojawili się w 1400 głów, w tym liczne wsparcie swoich zgodowiczów: 170 ŁKS, 50 Cracovia, 24 Sandecja, 10 Zawisza i 7 Górnik Wałbrzych. GieKSiarze również mogli liczyć na wsparcie swoich braci z Ostrawy (45) i kolegów z Drezna, którzy przywieźli ze sobą po jednej fladze.
Spotkanie zakończyło się druzgoczącym zwycięstwem katowiczan, którzy długo potem nadal świętowali. Trzeba przyznać, że cała atmosfera wokół tego spotkania, wynik, oprawy, frekwencja, rywal, ranga spotkania, burdy sprawiły, że był to jeden z najlepszych meczów rozgrywanych przy Bukowej. Nic więc dziwnego, że z około 140 obecnych tego dnia fanów z Giszowca większość zakochała się w GieKSie na długie lata!

Oflagowanie: GzG (debiut), trans POZDROWIENIA DO WIĘZIENIA, WHITE BOYS KOSTUCHNA, PISAK, ULTRAS GIEKSA, FORZA GKS, BAD BOYS, GIEKSIARZE, PERSONA NON GRATA, VIP, SK1964, GKS KATOWICE (żółta), BANICEK NEJLEPSI U NAS (FCB), BRUTAL FANS DYNAMO DRESDEN oraz na dachu NASZE MIASTO – NASZA KREW – NASZE ZYCIE – GKS KATOWICE.

FILM: 01.10.2005 GKS Katowice 4-1 GKS Tychy

FILM: 01.10.2005 GKS Katowice 4-1 GKS Tychy (2)

PRASA

Sezon 2005/2006 w grupie I czwartej ligi śląskiej był wyjątkowy z powodu dokooptowania do niej katowickiej GieKSy. Dzięki uporowi kibiców klub nie upadł całkowicie po bankructwie spółki prowadzonej przez Piotra Dziurowicza. To, co działo się na meczach „GieKSy” na peryferiach dużej piłki do dziś jest wspominane nie tylko przy Bukowej.

Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkim był w smak fakt, że GKS Katowice nie zacznie „nowego rozdania” od B klasy. Poza Śląskim ZPN, był także silny opór wśród niektórych czwartoligowców, m.in. właśnie w Tychach. Trudno się jednak dziwić. Tyszanie mieli ambicje awansu do III ligi, a obecność sławnego rywala z Katowic plany te mocno komplikowała.

Po 10 kolejkach ekipa z Bukowej była liderem, mając punkt przewagi nad  Włodarem-Domex Częstochowa i trzy nad GKS Tychy. Katowiczanie mieli w dodatku rozegrane jedno spotkanie mniej. Pojedynek obu GKS-ów wyrastał więc na mecz sezonu w IV lidze śląskiej. Już parę dni przed meczem do organizatorów dochodziły słuchy, że derby cieszą się rekordowym zainteresowaniem. Nic w tym dziwnego, bo nie licząc krótkiego epizodu Sokoła Tychy, to od poprzedniego pojedynku GKS Katowice z GKS Tychy minęły ponad 23 lata! Przedmeczowe ciśnienie udzieliło się nie tylko kibicom, ale i piłkarzom. Tyszanie – zgodnie z regulaminem – zażyczyli sobie dzień przed meczem treningu na Bukowej w porze  meczu! Katowiczanie musieli więc się zgodzić i odpalić jupitery, by podopieczni byłego GieKSiarza Dariusza Grzesika mogli przyzwyczaić się do gry przy sztucznym oświetleniu. Dla SSK GKS Katowice „GieKSa”, które dopiero przejęło klub, był to niemały wydatek, a za włączenie jupiterów w trakcie meczu pieniądze wyłożył anonimowy sponsor.

Opłaciło się, bo na Bukowej pojawiło się nieoficjalnie 10 000 kibiców (dlaczego nieoficjalnie o tym później), w tym ok. 1400 fanów gości. W tamtym czasie było to najprawdopodobniej rekordem wszech czasów w polskiej czwartej lidze. Warto w tym miejscu wspomnieć, że podczas tego weekendu tylko na jednym stadionie w Polsce poza Bukową pojawiło się ponad 10 000 kibiców (rekord sezonu 26 000 widzów na meczu ekstraklasy Lech Poznań – Legia Warszawa!). Rozgrywane niemal równolegle drugoligowe derby Łodzi pomiędzy walczącymi o powrót do elity Widzewem a ŁKS zgromadził na stadionie przy al. Piłsudskiego „tylko” 8000 fanów. Natomiast w Europie na czwartym poziomie rozgrywkowym tego weekendu więcej widzów pojawiło się tylko na meczach: Napoli – Juve Stabia (28 386),  FC St. Pauli – Carl Zeiss Jena (15 749) oraz  Rot-Weiss Essen – VfL Osnabrück (10 300)!

Na szczęście katowiccy i tyscy piłkarze dostosowali się do poziomu trybun i na boisku działo się również wiele ciekawego. Wynik w 15. minucie otworzył Damian Mielnik , a w 52. min. po zagraniu Roberta Sierki Sebastian Gielza podwyższył na 2:0. Za chwilę do „akcji” wkroczyli pseudokibice i mecz został przerwany na kilkanaście minut. To wybiło z rytmu podopiecznych trenera Lechosława Olszy, i w 87. minucie Michał Słonina zdobył kontaktowego gola. Bramka ta jednak bardziej zmobilizowała… gospodarzy. Gdy od rozpoczęcia spotkania minęło już 100 minut Jaromin z 16 metrów strzelił w samo okienko, a trzy minuty później wynik na 4:1 ustalił niezawodny Gielza. – Jeszcze czegoś takiego nie przeżyłem – komentował później, mając na myśli otoczkę meczu. – Każdemu piłkarzowi życzyłbym występu przy tak licznej publiczności. To było coś wspaniałego. Nie wiem, kiedy przyjdzie mi znowu zagrać w takim spotkaniu – potwierdzał również kapitan gości, Łukasz Kopczyk.

Wszyscy podziwiali i zachwycali się atmosferą i niesamowitą frekwencją na Bukowej. Wszyscy poza… policją. W poniedziałek rano w Komendzie Miejskiej musiał stawić się prezes Jan Furtok, by wytłumaczyć się z zajść, które doprowadziły do przerwania meczu, oraz z faktu… pełnych trybun. Problem polegał bowiem na tym, że GieKSa przed sezonem otrzymała pozwolenie na organizowanie meczów przy publiczności do 3500 widzów. W związku z tym policjanci przygotowali wniosek do wojewody śląskiego o wprowadzenie zakazu organizowania do końca rundy jesiennej imprez masowych na stadionie przy ulicy Bukowej. Na szczęście do realizacji tego karkołomnego pomysłu nie doszło i katowiccy fani mogli nadal – w imponujących jak na IV ligę liczbach – wspomagać swoją drużynę w drodze do III ligi.

Źródło: sportslaski.pl