GKS Tychy 1-0 GKS Katowice

01.10.2016, sobota 15:00 – widzów 11 489

Relacja GieKSiarza (Giszowiec)

Mecz w Tychach po 20 latach przerwy znów mogli zobaczyć fani z Bukowej. Na nowoczesny stadion GieKSiarze dostali tylko 800 biletów, mimo iż sektor gości posiada pojemność 1220 miejsc. Mimo to ciśnienie z każdym dniem rosło i każdy odliczał dni, godziny i minuty do meczu.

Fani gospodarzy zorganizowali zbiórkę pod Żyrafą na godzinę 12:00, skąd ruszył ponad tysięczny pochód. Cały przemarsz urozmaicili pirotechnikom oraz przyśpiewkami na rywala zza miedzy. Trudno się dziwić ponieważ Katowice w Tychach są uważane za największą kosę, jednak do tego stanu przyczynili się tylko katowiczanie, bo tyscy nie wiele wnieśli do obustronnej nienawiści.

Kibice GieKSy również swoją zbiórkę zaplanowali na południe i po kilkudziesięciu minutach autobusami przegubowymi wyruszyliśmy w stronę miasta sypialni. Niestety tępo i mały objazd jakie narzuciły psy spowodował to że pod stadionem znaleźliśmy się dopiero o 13:30. Wchodzenie mimo wnikliwej kontroli dość sprawne. Nie dało się nie zauważyć ochroniarzy – komandosów których coraz częściej można spotkać na nowoczesnych arenach piłkarskich (np. KSG). Gdy zdecydowana większość z nas melduje się na stadionie, widzimy szybko przemieszczające się siły porządkowe. Podobno tyscy fani zmierzali w naszym kierunku lecz policja używając m.in. broni gładkolufowej ostudziła zapał gospodarzy. My niestety nawet nie widzieliśmy zajścia, w wyniku którego powinięto 4 kibiców Tysovii. Od nas została zatrzymana 1 osoba za próbę wniesienia środków pirotechnicznych (2 lata zakazu i 6000 zł grzywny), w tym samym czasie trwały negocjacje nad wniesieniem oprawy przez nas. Już wcześniej dostaliśmy pismo że żadna sektorówka nie wejdzie, dlatego UG pocięło płótno w pasy materiału które ostatecznie po zajściu też nie weszły. Z tego powodu musieliśmy zrezygnować z prezentacji ultras. Na trybuny wchodzimy wszyscy razem z okrzykiem na ustach, co dało zajebisty efekt! Wszystkich nas jest nieco więcej bo 816 głów, w tym 63 kibiców Górnika, 25 Banika, 25 JKS-u Jarosław oraz 15 osób z KKN-u. Warto zaznaczyć że w tej liczbie jest 101 fanów z Giszowca którzy na zbiórkę udali się komunikacją miejską. Był to ważny mecz dla GzG ponieważ tego dnia debiutuje nowa flaga „wizytówka” giszowieckich fanatyków. Jest to jedyna fana dzielnicowa jaka może wisieć na Bukowej i wyjazdach GieKSy, a wszystko to w uznaniu dla GzG za zasługi na każdej płaszczyźnie kibicowskiej! Oprócz nowego płótna w sektorze gości zawisły jeszcze: BANICEK (FCB), PERSONA NON GRATA, 1.3.T 1.2. (KSG), PSYCHICZNIE CHORZY (JKS), LĘDZINY, MYSŁOWICE oraz GOT. Już przed meczem można było usłyszeć doping z trybun (głównie wzajemne „pozdrowienia”), jednak tradycyjnie z sektora gości z pierwszym gwizdkiem został odśpiewany hymn klubowy. GieKSiarze wokalnie tego dnia prezentują się zajebiście i nawet upalne słońce bijące prosto w trybunę przyjezdnych nie zakłóciło mocy płynących decybeli z gardeł fanatyków. Tyszanie również prowadzą dobry doping, jednak jak na swoją liczbę (młyn ok. 2500) to średnio wypadli. W klatce, na co pewnie ma wpływ również akustyka obiektu byli słyszalni tylko kilkakrotnie, w momentach zrywów całego stadionu (x3). Mimo to ładnie zaprezentowali się w pierwszej połowie ze strony ultras. W górę poszła sektorówka „FanaTychy” którą dopełniał transparent „Bardzo dobrze znani – kibice z miasta sypialni”. Następnie odpalono sporo rac, po czym znów pojawiła się sektorówka w asyście masy świec dymnych w barwach tyskiego GKS-u. W drugiej połowie w młynie miejscowych pojawił się dywan ze zdobycznych barw, który kilkakrotnie musiała gasić straż pożarna. GieKSa po tym często pytała gospodarzy kiedy dojdzie do spotkania za kulisami, niestety na odpowiedź się nie doczekali. Poza flagami gospodarzy widoczne akcenty z Krakowa, Łodzi, Bydgoszczy i Wałbrzycha (Nowy Sącz podobno też obecny).

Spotkanie po fartownej akcji wygrywają gospodarze, zdobywając ładnym strzałem bramkę w 73 minucie. Po meczu kibice gości są trzymani ok. 30 minut na sektorze, po czym równie „zabójczym” tempem co w pierwszą stronę wracają do Katowic. Kibice z Giszowca na wysokości swojej dzielnicy przeprowadzają „desant”, ponieważ mundurowi nie pozwolili kierowcy zatrzymać się na przystanku. Następnie pochodem udali się przez ulice by głośnym śpiewem zaznaczyć kto wrócił z derbowego spotkania. GzG nie pozwoliło też by pirotechnika przygotowana na to spotkanie się zmarnowała i przy ul. Miłej zostaje odpalonych masa świec dymnych w jedynych słusznych barwach. Ilość tego była na tyle duża że jeszcze kilkadziesiąt minut później w okolicy było czuć zapach siarki.

Relacja Tyszan

01.10.2016 – Od samego rana czuć było derbowy klimat na mieście. My zbieramy się 3 godziny przed meczem i robimy przemarsz pod stadion. Na zbiórkę zrobiliśmy 400 derbowych chust , które rozchodzą się już tam w ekspresowym tempie. Idąc ulicą Edukacji w około 1000 głów z flagą na przodzie, odpalamy sporo piro – race, świece dymne, petardy. Większość z nas w kominach czy chustach co daje fajny efekt. Pod stadionem idziemy w stronę miejsca, gdzie podstawieni zostali Gieksiarze, ale we wszystko mieszają się psy i polewaczka w efekcie czego 4 osoby zostają zawinięte. Jeżeli chodzi o sam mecz – nas w młynie nadkomplet – koło 3 tysięcy gardeł. W pierwszej połowie rozwijamy sektorówkę „FanaTychy” w asyście towarzyszącego jej napisu „bardzo dobrze znani – kibice z miasta sypialni”. Po jej opuszczeniu odpalonych zostaje ponad 50 rac, a następnie kilkanaście świec dymnych w naszych barwach. W drugiej połowie na płocie ląduje dywan w barwach naszej rywalki i jej zgód po czym zostaje spalony. Chwilę później wpada bramka na 1:0 co jeszcze bardziej napędza doping. Mecz takim wynikiem się kończy. Na sektorze widocznie są także transy dla chłopaków za kratami (PDW!). Wspierają nas wszystkie zgody (co do liczb to określą się sami). Gieksa nie pokazała nic poza wbiegnięciem z góry na dół sektora gości hehe. Przez większość meczu z naszej perspektywy niesłyszalni. O swojej „wyselekcjonowanej” liczbie niech napiszą sami. DERBY DLA TYCHÓW !

Relacja GieKSy

Spotkanie w Tychach to był mecz z serii tych, na które jest więcej chętnych niż dostępnych wejściówek. My sprawę podziału rozwiązaliśmy identycznie, jak podczas innych takich wpadów – jeździsz na inne wyjazdy, to zwiększasz swoje szanse na bilet. Wyjazdem, który najbardziej promował spotkanie w Tychach był mecz w Legnicy z Miedzią. Ponad 600 biletów z 800 puli trafiło do osób, które były w tym dolnośląskim mieście. Pozostałe wejściówki trafiły do zgód i układowiczów oraz osób, które dużo jeżdżą na GieKSę, ale z różnych przyczyn nie mogły pojawić się w Legnicy.

Klub GKS Tychy przyznał nam zaledwie 800 biletów, choć może i tak się powinniśmy cieszyć z takiej liczby, bo początkowe zapowiedzi mówiły o zaledwie 500 sztukach. Nie zmienia to jednak faktu, że dostaliśmy jedynie 2/3 całej pojemności sektora gości. To tak jakbyśmy na Bukowej przekazywali gościom 270 biletów zamiast 409. Jaki w tym sens? Żaden. Typowe zagranie przeciw kibicom. Nie była to niestety jedyna taka zagrywka ze strony tyskiego klubu. Na pięć dni przed wyjazdem dostaliśmy pismo, żeby nanieść na listę wyjazdową numer biletu. Jest to działanie bardzo głupie, które niestety występuje w coraz większej ilości klubów. Utrudnia tylko działanie kibicom, bo każdy sympatyk musi dostać dokładnie swoją wejściówkę. Mało tego – GKS Tychy poszedł jeszcze dalej – numer biletu nadrukował na kod kreskowy w taki sposób, że był on nieczytelny. Na szczęście dla nas – klub z Tychów popełnił błąd i wysłał takie pismo za późno (powinno się znaleźć w klubie gościa na minimum 7 dni przed meczem). W rewanżu na wiosnę moglibyśmy zrobić tak samo, ale… po co? Przecież nie o to w tym wszystkim chodzi…

Początkowo chcieliśmy udać się na wyjazd pociągiem specjalnym, ale PKP Intercity odmówiło nam z powodu rzekomego braku taboru. Od razu zdecydowaliśmy się, więc na przegubowe autobusy z PKM Katowice. Niestety tutaj również wystąpił podobny problem jak na kolejach (brak taboru i kierowców), ale ostatecznie autobusy się znalazły. Potwierdzenie tej informacji dostaliśmy dopiero na kilka dni przed sobotnim spotkaniem. Oczywiście mieliśmy kilka alternatyw, ale byłyby one dużo bardziej uciążliwe.

Zbiórkę mieliśmy wyznaczoną na godzinę 12:00 i po kilkudziesięciu minutach wyjechaliśmy sześcioma autobusami przegubowymi na mecz z GKS-em Tychy. Licznie eskortująca nas policja prowadziła kolumnę bardzo wolno i niestety nie najszybszą trasą, co spowodowało, że pod sektorem gości znaleźliśmy się dopiero o 13:30, a planowaliśmy być tam o trzydzieści minut wcześniej.Całą grupą udaliśmy się w strefę przeznaczoną dla kibiców gości, a wraz z nami… dwóch kibiców GKS Tychy. Ojciec z nastoletnim synem tak bardzo się zakręcili, że znaleźli się w naszej grupie i zostali razem z nami zamknięci w buforze. Oczywiście włos z głowy im nie spadł. Ba, doszło do kuriozalnej sytuacji, że dopiero po naszej interwencji ochrona wpuściła wspomnianą dwójkę na sektory gospodarzy. Wcześniej przez czterdzieści minut była głucha na ich błagalne prośby. Ot, profesjonalna organizacja GKS Tychy…

Wchodzenie na obiekt odbywało się dość sprawnie, ale niestety wnoszenie flag i innych akcesoriów kibicowskich nie było już tak proste. Swoje „trzy grosze” dorzucić musiał szef ochrony Scorpion, którego upierdliwość, ślamazarność i nieznajomość obowiązującego w Polsce prawa mieliśmy już wcześniej okazję poznać. Mało tego – obecni z nami kibice Górnika także świetnie znają tego „gagatka”, bo odpowiada on tam za służby ochrony na zabrzańskim obiekcie. Najpierw ślamazarnie wyglądało sprawdzanie każdej flagi, potem sektorówki pociętej na pasy materiału (dostaliśmy wcześniej pismo, że cała nie ma szans na wejście) i największym problemem było wniesienie nagłośnienia. Ów szef ochrony stwierdził, że możemy nim… rzucać na murawę. Zawalił też kierownik ds. bezpieczeństwa, który był tego dnia… nieobecny na stadionie z powodu wesela. Rozumiemy różne nadzwyczajne okoliczności, ale nie wiemy, dlaczego na dwa dni przed wyjazdem nie poinformowano naszego klubu o tym fakcie. Na szczęście z pomocą przyszedł delegat, który po naszym telefonie szybko znalazł się pod sektorem gości i wpłynął na wniesienie nagłośnienia. Niestety w tym samym momencie na skutek złapania jednej osoby na próbie wniesienia racy cofnięto nam sektorówkę, którą zgodnie z przepisami mieliśmy pociętą na pasy materiału. Trafiła ona do depozytu i tym samym oprawa będzie musiała poczekać na inne spotkanie. Po meczu podziękowaliśmy piłkarzom za zangażowanie – razem wygrywamy i razem przegrywamy. Głowy do góry!

Już przed wyjazdem podjęliśmy decyzję, że na sektor gości wejdziemy dopiero, jak wszyscy zostaną wpuszczeni na bramkach. Każdy musiał mieć na sobie także żółtą koszulkę. Na mniej więcej trzydzieści minut przed spotkaniem cała nasza grupa weszła na obiekt wzbudzając przy tym falę gwizdów miejscowej publiczności. W sektorze gości znalazło się nas tego dnia dokładnie 816. W tej liczbie liczymy już 63 fanów Górnika Zabrze, 25 Banika Ostrava, 25 JKS Jarosław oraz 15 sympatyków z naszego Klubu Kibica Niepełnosprawnych. Mimo ogromnego skwaru prowadziliśmy doping przez całe spotkanie, który szczególnie w pierwszej połowie stał na fantastycznym poziomie. Z wcześniej wymienionych powodów musieliśmy zrezygnować z zaprezentowania oprawy. Na płocie znalazło się wiele flag, ale warto wyróżnić debiut płótna „GzG”. W dopingu nie zabrakło bluzgów skierowanych do miejscowych sympatyków, a bez odpowiedzi pozostało nasze pytanie kiedy wreszcie będziemy mieli okazję spotkać się w innym miejscu niż na stadionie.

Kibice GKS Tychy dość licznie pojawili się na stadionie, ale nie ma się czemu dziwić – wszak jesteśmy dla nich największą kosą. W młynie wszyscy byli ubrani na czarno i zaprezentowali oprawę składającą się z dużej sektorówki, a potem odpalili race. Z racji akustyki takich stadionów nie byli u nas słyszalni. Bardzo rzadko angażowały się w doping dwie pozostałe trybuny, ale jak już doszły do głosu, to wtedy ich doping docierał na nasz sektor. Tylko taka sytuacja miała miejsce jedynie… trzykrotnie (w tym po bramce) podczas całego spotkania. Widać dużą ilość piknikowych fanów, co nie jest żadnym zarzutem, a jedynie stwierdzeniem faktu. Wszak bez takich osób klub ma ciężko funkcjonować. Z relacji w internecie możemy się dowiedzieć, że próbowali się do nas dostać pod stadionem, ale nikt z nas ich nawet nie widział, więc raczej była to zwykła bieganina. W drugiej połowie spalili także trochę barw GieKSy i naszych zgód, które musieli kilkukrotnie podpalać, bo na bieżąco ogień gasiła straż pożarna. Z relacji osób, które oglądały mecz w telewizji słyszalni byliśmy głównie my, ale możliwe, że wynikało to z ustawienia mikrofonów Polsatu.

Droga powrotna znowu odbyła się okrężną drogą, ale tym razem na szczęście mieliśmy szybsze tempo. Kibice z Giszowca wyszli na swojej dzielnicy, a pozostali fani udali się na Bukową. Kolejnym spotkaniem wyjazdowym będzie mecz z Sandecją Nowy Sącz (15 października), na który mamy zaledwie 200 biletów. O szczegóły dotyczące wyjazdu pytajcie swoich przedstawicieli na dzielnicach i FC. Radzimy się spieszyć, bo kolejny nadkomplet w wykonaniu żółtej armii jest formalnością. Wszystkim kibicom GieKSy – zarówno obecnym na wyjeździe, jak i tym, którzy zostali w domach – dziękujemy za zastosowanie się do naszych zasad. Udowodniliśmy tym wyjazdem, że to, co dla nas jest podłogą dla innych jest sufitem. GieKSa!

Źródło: GieKSa.pl

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 01.10.2016 GKS Tychy – GKS Katowice DOPING

FILM: 01.10.2016 GKS Tychy – GKS Katowice BRAMKA

FILM: 01.10.2016 GKS Tychy – GKS Katowice SKRÓT

Relacja sportowa

GKS Tychy: Florek, Górkiewicz, Boczek, Tanżyna, Mańka, Kowalski, Bukowiec, Hirskyi, Grzeszczyk, Mączyński, Świerczok.

GKS Katowice: M. Abramowicz – Czerwiński, Kamiński, Garbacik, D. Abramowicz – Foszmańczyk, Kalinkowski, Zejdler, Prokić – Goncerz, Lebedyński.

Trójkolorowi w meczu derbowym 11. kolejki 1 ligi przegrali z GKS-em Tychy 0:1. To ich druga porażka w jedenastu meczach ligowych tego sezonu.

Podopieczni trenera Jerzego Brzęczka podobnie jak tyszanie zagrali ustawieniem 4-4-2 z parą napastników Grzegorz Goncerz – Mikołaj Lebedyński. Do składu wrócili pauzujący za kartki Łukasz Zejdler i Alan Czerwiński, którzy z pewnością dodali GieKSie animuszu w tym spotkaniu.

Z początku spotkanie nie obfitowało w sytuacje strzeleckie. Był to typowy, derbowy mecz walki, wyróżniała się przede wszystkim ilość fauli, stałych fragmentów gry. Obie drużyny nie miały zbyt wiele miejsca w obrębie szesnastek, starały się zatem strzałami z dystansu postraszyć rywali, jednak były to próby niecelne.

Z czasem jednak do głosu doszła GieKSa. Grzegorz Goncerz miał kilka okazji, jak przy niecelnym strzale w 36. minucie z półobrotu w polu karnym, czy dwie minuty później z woleja, gdy piłka o centymetry minęła lewy słupek bramki gospodarzy. Tyszanie odpowiedzieli próbą Świerczoka, po której futbolówka pofrunęła wysoko nad bramką. Kibice obu drużyn z niecierpliwością czekali na trafienia w drugiej połowie.

W drugiej połowie GieKSa bardziej chciała trafić do siatki i miała optyczną przewagę. Niewykorzystane sytuacje z pierwszej połowy jednak zemściły się w 73. minucie, kiedy piłka po strzale Marcina Radzewicza w długi róg wpadła do siatki obok bezradnego Mateusza Abramowicza. Jak się później okazało, było to decydujące trafienie, które sprawiło, że GKS wrócił na Bukową bez punktów.

W następnym meczu GieKSa zmierzy się u siebie z Pogonią Siedlce. Pierwszy gwizdek 9 października o 15:00.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

Sobotnie po południe pierwszego września przyniosło nam bardzo ciekawy mecz wyjazdowy z GKS-em Tychy. Katowiczanie do tego meczu przystąpili z powracającym po kartkach Zejdlerem i Czerwińskim oraz kolejny raz Abramowiczem w bramce i Garbacikiem w obronie.

Mecz od ataków rozpoczął GKS Tychy i pierwszą interwencją już w 2 minucie wykazać musiał się Abramowicz. Po 8 minutach spotkania do odważniejszych ataków przystąpili katowiczanie. Dwa groźne auty w naszym wykonaniu niestety nie przyniosły nam bramki. W 12 minucie po kolejnym aucie piłka trafiła do Foszmańczyka na 16sty metr jednak jego strzał został zablokowany. W 20 minucie dobra akcja skrzydłem Zejdlera, który centrował w pole karne, ale strzał Czerwińskiego był za lekki i przeszedł obok słupka. W środkowej fazie pierwszej połowy do głosu do Tyszanie, którzy po rzucie wolnym doszli do dobrej okazji w polu karnym, ale strzał Świerczoka wylądował w narożniku boiska. W kolejnej akcji z woleja uderzał Grzeszczyk, ale efekt podobny piłka wysoko nad bramką. Po 30 minutach obudziła się znowu GieKSa, Lebedyński otrzymał piłkę na 16stym metrze, ale jego strzał wyszedł na rzut rożny. Po rogu piłka przeszła całe pole karne, ale nikt do niej nie doskoczył by wpakować ją do siatki. W odpowiedzi strzelał Hirskyi, ale wprost bramkarza. W odpowiedzi dwie dobre okazje miał Goncerz po stałych fragmentach gry. Druga była bardzo dobra i nasz kapitan powinien lepiej uderzyć z 11 metrów. Była to ostatnia dobra akcja w pierwszej połowie.

Drugą połowę GieKSa rozpoczęła bez zmian w składzie. Pierwszą dobrą okazję dla GieKSy miał Goncerz po podaniu Lebedyńskiego, ale nie doszedł do piłki wstrzelonej w pole karne. Kolejne dwa dobre strzały oddał Kalinkowski z dystansu. Pierwszy jeszcze mocno niecelny, ale drugi minimalnie minął słupek bramki Florka. Ataki GieKSy nabrały na sile, ale brakowało ciągle celnych, dobrych strzałów. Dobrą okazję po centrze Abramowicza zmarnował Goncerz. Gdy wydawało się, że GieKSa opanowała mecz gola dla Tychów strzelił Radzewicz. Otrzymał on piłkę w narożniku pola karnego, strzelił z woleja i piłka wpadła obok Abramowicza. Trener Brzęczek próbował reagować na niekorzystny wynik wprowadzając Mandrysza za Prokica a 10 minut przed końcem na boisku zameldowali się Wołkowicz i Sobków. Do końca spotkania GieKSa nie zagroziła poważnie zespołowi z Tychów i niestety druga porażka w sezonie stała się faktem.

GKS Tychy – GKS Katowice 1:0
Bramki: Radzewicz (73)
Tychy: Florek – Górkiewicz, Boczek, Tanżyna, Mańka, Kowalski, Bukowiec (90. Varadi), Hirskyi (73. Arezina), Grzeszczyk, Mączyński (66. Radzewicz), Świerczok
GKS: M.Abramowicz – Czerwiński, Kamiński, Garbacik, D.Abramowicz – Foszmańczyk, Zejdler, Kalinkowski (84. Wołkowicz), Prokić (77. Mandrysz) – Goncerz, Lebedyński (84. Sobków).
Ż.kartki: Hirskyi, Bukowiec, Tanżyna – Kamiński
Sędzia: Zdzisław Dobrynin (Łódź).

Źródło: GieKSa.pl