Górnik Łęczna 3-0 GKS Katowice ZAKAZ

31.08.2013, sobota 16:00 – widzów 1400

Relacja kibicowska

Mecz w Łęcznej był debiutem trenera Kazimierza Moskala. Nowy szkoleniowiec – nowa gra, tak można by było pomyśleć, gdyby nie to, że prowadził zespół dopiero od tygodnia. I tym razem efekt nowej miotły nie zadziałał, GieKSa przegrała piąty raz z rzędu w Łęcznej.

Fani gospodarzy uformowali skromy młyn, a u góry jednej z trybun zawisł transparent/flaga dość sporych rozmiarów „cześć i chwała bohaterom”. Fani GieKSy przez zakaz za race w Bełchatowie, nie mogli pojawić się w Łęcznej.

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 31.08.2013 Górnik Łęczna – GKS Katowice BRAMKI

FILM: 31.08.2013 Górnik Łęczna – GKS Katowice SKRÓT

Relacja sportowa

Górnik Łęczna: Prusak – Sasin, Bielak, Tardowski, Szmatiuk, Nikitović, Nowak, Szałachowski (84. Wiązowski), Bonin (61. Niedziela), Zawistowski (74. Kozacuks), Zwoliński.

GKS Katowice: Budziłek – Sadzawicki (75. Cholerzyński), Kamiński, Jurkowski, Pietrzak – Wróbel (67. Chwalibogowski), Duda, Fonfara, Pitry, Figiel (38. Dobroliński) – Wołkowicz.

Kolejna wyjazdowa porażka GKS-u Katowice. Katowiczanie przegrali dzisiaj z Górnikiem w Łęcznej 0:3 w ramach 6. kolejki I ligi i nie sprawili swojemu nowemu trenerowi Kazimierzowi Moskalowi prezentu na początek współpracy.

Spotkanie było od początku wyrównane. GKS Katowice upatrywał swoje szanse na zdobycie bramki w strzałach z dystansu i po groźnych akcjach skrzydłami, a gospodarze starali się im zagrozić po stałych fragmentach gry. I właśnie po jednej z takich akcji padł niespodziewanie szybko gol dla Górnika. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę przejął Łukasz Zwoliński i pewnym strzałem przy lewym słupku pokonał katowickiego golkipera. – Paradoksalnie strzelona bramka nas uśpiła. W przyszłości nie możemy sobie pozwolić na tego typu sprawy. Dążyliśmy jednak do celu i wspierali nas kibice swoim głośnym dopingiem – mówił trener Górnika Juirj Szatałow.

Na domiar złego goście grali od 35. minuty w dziesiątkę. Czerwoną kartkę otrzymał Łukasz Budziłek, który wyszedł jeden na jeden z Sebastianem Szałachowskim i zdaniem sędziego faulował poza polem karnym pomocnika gospodarzy. W końcówce ekipa z Łęcznej przycisnęła, ale to katowiczanie mieli więcej okazji. Niestety, Tomasz Wróbel zmarnował wyśmienitą sytuację sam na sam, a kilka strzałów Przemysława Pitrego (w tym w poprzeczkę) było minimalnie niecelnych. – Nie tak sobie wyobrażałem mój debiut w GKS-ie. Trudno cokolwiek powiedzieć po tak przegranym spotkaniu. Mam wątpliwości co do słuszności czerwonej kartki, ale musiałbym zobaczyć to na powtórce. Górnik wygrał zasłużenie. Ta porażka boli, ale mamy przełożony następny mecz i popracujemy solidnie przez te dwa tygodnie – stwierdził zawiedziony Kazimierz Moskal.

Po przerwie przez długi okres czasu gra była wyrównana, Górnicy cofnęli się i czekali na kontry, a GKS prowadził grę starając się doprowadzić do wyrównania. Potem jednak nastąpiła katastrofa. Osłabionych katowiczan najpierw dobił ponownie Zwoliński pewnym strzałem, wpadając w pole karne, a wynik ustalił minutę później Tomasz Nowak ładnym strzałem w prawy róg z wolnego. – Nie udało się pokazać nowemu trenerowi  z dobrej strony. Straciliśmy trzy bramki i musimy się wziąć w garść, mamy teraz trochę  przerwy w rozgrywkach, zmobilizujemy się i musimy pokazać, że potrafimy walczyć  i grać w piłkę. Brakło koncentracji, ale jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Trener wytknie nam błędy, będziemy musieli ich uniknąć w meczu z Energetykiem ROW Rybnik – podsumował Rafał Pietrzak.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

Górnik Łęczna – GKS Katowice 3:0
Bramki: Zwoliński (4, 77), Nowak (79)
Górnik: Prusak – Sasin, Bielak, Tardowski, Szmatiuk, Nikitović, Nowak, Szałachowski (84. Wiązowski), Bonin (61. Niedziela), Zawistowski (74. Kozacuks), Zwoliński
GKS: Budziłek – Sadzawicki (75. Cholerzyński), Kamiński, Jurkowski, Pietrzak – Wróbel (67. Chwalibogowski), Duda, Fonfara, Pitry, Figiel (38. Dobroliński) – Wołkowicz.
Ż.kartki: Tadrowski, Nikitović, Szałachowski – Wołkowicz, Chwalibogowski
Cz.kartki: Budziłek (34)
Sędzia: Marcin Szrek (Kielce).

Mecz w Łęcznej był debiutem trenera Kazimierza Moskala. Nowy szkoleniowiec – nowa gra, tak można by było pomyśleć, gdyby nie to, że prowadził zespół dopiero od tygodnia. W tak krótkim czasie nie można spodziewać się spektakularnej zmiany gry zespołu, można natomiast spodziewać się zmian w składzie i ewentualnie jakichś drobnych poprawek.

W zespole nastąpiło kilka roszad. Na środku obrony oglądaliśmy Adriana Jurkowskiego, na lewej Rafała Pietrzaka. Na skrzydłach pomocy zagrali od początku Grzegorz Fonfara i Rafał Figiel, a na szpicy – co ciekawe – oglądaliśmy Krzysztofa Wołkowicza, który dość często wymieniał się z Przemysławem Pitrym.

Mecz ułożył się dla GKS fatalnie, podobnie jak rok temu w Łęcznej. Katowiczanie stracili gola już w 4. minucie, kiedy to po dośrodkowaniu z prawej strony Łukasz Zwoliński z bliska precyzyjnie strzelił do siatki. Gospodarze mieli więc już na otwarciu bardzo dobrą sytuację. GKS jednak nie chciał przegrać tego meczu w przedbiegach i próbował skonstruować akcję ofensywną. I było kilka razy blisko wyrównania. Najpierw po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Rafała Pietrzaka z bliska chybił Pitry. Wkrótce ten sam zawodnik oddał kapitalny strzał z dystansu, po którym piłka trafiła w poprzeczkę i odbiła się na linii bądź tuż przed nią. Kolejną sytuację miał Tomasz Wróbel, który dostał bezpańską piłkę przed polem karnym, minął przeciwnika, ale w sytuacji sam na sam trafił w nogi Sergiusza Prusaka. To by było na tyle jeśli chodzi o aktywa katowiczan. Pod bramką GKS nie było jakoś specjalnie groźnie aż do 34. minuty. Wtedy prostopadła piłka do jednego z zawodników Łęcznej zakończyła się wyjściem poza pole karne Budziłka, który wysoko uniesioną nogą próbował wybić piłkę i co prawda nie trafił w przeciwnika, ale sędzia uznał to za niebezpieczną grę i ukarał naszego bramkarza czerwoną kartką. Prawdopodobnie sędzia uznał, że było to bardzo niebezpieczne zagranie. Z pola zszedł Rafał Figiel, aby mógł wejść drugi bramkarz. Niestety katowiczanie nie potrafili w tej części gry zagrozić bramce Prusaka.

To co rzucało się w oczy przez cały mecz to brak pressingu w wykonaniu naszych zawodników. Dlatego zarówno w końcówce pierwszej części gry, jak i w drugiej obrońcy Łęcznej zupełnie nieatakowani rozgrywali sobie piłkę, czasem wspomagali ich defensywni pomocnicy i to przybliżało Łęczną do zwycięstwa. GKS próbował przeprowadzić akcje ofensywne, nieźle przyjmował piłkę Pitry, ale dalej było już gorzej i Prusak nie musiał interweniować. Niewiele zmieniło pojawienie się na boisku Kamila Cholerzyńskiego i Bartłomieja Chwalibogowskiego, choć ten drugi naprawdę się starał, a raz uchronił nasz zespół przed utratą bramki. W 77. minucie kolejną akcję przeprowadzili zawodnicy Górnika, padło podanie na lewą stronę, a tam ponownie Zwoliński zdobył gola na 2:0 wykorzystując sytuację sam na sam. Katowiczanie nie ochłonęli jeszcze i już przegrywali 0:3. Z rzutu wolnego kapitalnie przymierzył Tomasz Nowak, technicznym strzałem posyłając futbolówkę do siatki. Mecz był już przegrany i tak po prawdzie, to GKS był bliższy utraty czwartej bramki niż zdobycia pierwszej. Katowiczanie przegrali kolejne spotkanie wyjazdowe.

Nowy trener, nowa miotła, cudu w pierwszym meczu nie zdziałał. Zobaczył natomiast, że przed zespołem jest masa pracy, bo wiele rzeczy nie funkcjonuje tak jak powinno. Defensywa GKS ciągle gra słabo i daje się łatwo wymanewrować. Akcje ofensywne również naszemu zespołowi nie wychodzą. Mimo to, w pierwszej połowie można było pokusić się o jedno trafienie. To nie wyszło, a po stracie bramkarza nasz zespół był już bezradny.

Teraz przed drużyną dwa tygodnie bez meczu ligowego. Jest to czas dla trenera, by w spokoju popracować z drużyną, lepiej poznać zawodników i przygotować się do maratonu przy Bukowej – początek już 14 września, kiedy GKS zmierzy się z ROW Rybnik.

A Łęczna jak nam nie leżała, tak nie leży dalej – to była piąta z rzędu porażka w tej miejscowości…

Źródło: GieKSa.pl