Górnik Libiąż – Victoria Jaworzno

prawdopodobnie  24.09.1995 (wtedy odbywały się derby Krakowa)

Na mecz do Libiąża cała ekipa zbiera się w Szczakowej, gdzie udałem się wraz z Marchewą. Przed wyjazdem towarzystwo napawa się tanim winem. Jedziemy pociągiem do Trzebini w nadziei, że spotkamy się z fanami Wisły, którzy udają się na  ”świętą wojnę”. Jednak w Trzebini nie spotykamy nawet pół krakusa. Załamani opuszczamy Trzebinię i jedziemy do Libiąża, gdzie jesteśmy bardzo wcześnie. Chodzimy po mieście w nadziei że pokroimy kibiców Libiąża. Po kilku gonitwach za kibicami Libiąża udaliśmy się na stadion. Po przeskoczeniu płotu zajmujemy sektor na przeciwko głównej trybuny. W końcu mecz się rozpoczął, a kibiców Górnika z karzdą chwilą przybywało. Czym było ich więcej tym bardziej cwaniakowali. A gdy było ich więcej od nas to spróbowali nas przyatakować, ale bezskutecznie. Po kilku minutach próbowali jeszcze raz, lecz tym razem skończyło się na wyzwiskach i wymianie kamieni. Po meczu robili podchody z tyłu stadionu, ale w porę się zoriętowaliśmy i ich plan poszedł na marnę. Wtedy przenieśli się pod bramy wejściowe stadionu gdzie stał nasz autokar. Gdyby kierowca nas nie zabrał to skończyło by się nie najlepiej, gdyż psiarnia powiedziała nam że na dworcu nieźle od nich dostaniemy.

Bilans pomeczowy całkiem niezły: zdemolowany stadion oraz peron w Trzebini, wybite światło w autobusie i brak jednego od nas, który usnął w krzakach i nikt o nim nie pamiętał.

Radar

Źródło: zin JAWORZNO HOOLIGANS