Grecja 0-0 Polska

29.03.2011, Grecja, Pireus

Relacja GieKSiarza

Kiedy dostaję info, że mecz zostaje przeniesiony do Pireusu od razu organizuję transport lotniczy. W związku z brakiem bezpośredniego lotu do Aten, najpierw lecę do Londynu. Po ok. 4 godzinach spędzonych na lotnisku i następnych 3 godzin lotu do Grecji, ląduję na miejscu. W hotelu pojawiam się ok. godz. 21.00, gdzie jest już kilkudziesięciu fanów Rakowa oraz czterech kibiców Unii Oświęcim. Wszyscy dotarli na miejsce w tym samym dniu co ja, ale drogą lądową – pokonując dwoma busami około 2 tysiące kilometrów. Hotel, w którym nocujemy znajduje się na trasie słynnego maratonu, zaledwie 10 minut do morza. Nie ma co opisywać klimatu melanżu i wspólnej integracji, które trwały do białego rana, gdyż żadne słowa nie będą dość dobre, aby je określić :) Po ciężkiej nocy, wraz z nocną kąpielą w basenie hotelowym popołudniu meldujemy się pod stadionem. Kupujemy bilety, oglądamy stadion i odwiedzamy sklepik klubowy. Następnie udajemy się metrem do centrum miasta, gdzie zwiedzamy okolice (m.in. Akropol), konsumujemy lokalne przysmaki i relaksujemy się ładną pogodą. Odpuszczamy zbiórkę kibiców reprezentacji spodziewając się tego, co było widoczne na sektorze – czyli 90% Polonii z Grecji. Oprócz mnie na stadionie widziani po kilka osób: Czarnych Jasło, Sandecji, Stomilu, Hutnika Kraków, Widzewa, oraz dwóch kibiców JKS-u. Byli też pojedynczy kibice z Polski. Na stadionie zawisło parę flag m.in. Raków, Unia Oświęcim, Jarosław, Stomil, Nowa Huta, Starachowice, Wałbrzych, Gwardia, GKM, Sandecja, Czarni Jasło, Brzeszcze, Radomiak Radom, Poznań. Za doping wzięło się dwóch gości z Rakowa i typ z Sandecji, żeby nie było mega lipy i klaskania na pzpn. Ogólnie wielki szacun za walkę, bo naprawdę było tragicznie. Dobrze, że chłopaki dali radę pocisnąć z „betonami” i psami.

Po meczu, pod stadionem z grupą częstochowsko-oświęcimską mijamy się z troszkę większą grupa Greków, którzy jako jedyni wyglądali na skorych do „rozmów” – skończyło się na spojrzeniach, bo się rozstąpili.

W środę wracam do Londynu gdzie się okazuje, że lot na moją małą wyspę gdzie pracuję zostaje odwołany. Żeby było śmieszniej, następnego dnia lot również zostaje odwołany z powodu warunków atmosferycznych. Wtedy nie było mi już do śmiechu, gdyż miałem dwa dni opóźnienia w pracy. W piątek około południa melduję się w domu. Mimo wszystkich „atrakcji lotniczych”, warto było zaliczyć mecz reprezentacji, w której miałem półtoraroczną przerwę. Teraz już czas zaliczyć mecz mojej ukochanej GieKSy, jak tylko czas pozwoli.

P….. z Siemianowic

Źródło: zin SK1964 nr 32

Na sektorze 90% Polonii z Grecji. Z kumatych po kilka osób Czarnych Jasło, Sandecji, Stomilu, Hutnika Kraków, Widzewa, oraz dwóch kibiców JKS-u. Za doping wzięło się dwóch gości z Rakowa i typ z Sandecji, żeby nie było mega lipy i klaskania na pzpn. Po meczu, pod stadionem grupa czestochowsko-oswiecimską mija się z troszkę większą grupa Greków, którzy jako jedyni wyglądali na skorych do „rozmów” – skończyło się na spojrzeniach, bo się rozstąpili.

Źródło: zin SK1964 nr 42