Kladno 1-1 Banik Ostrava

02.04.2007

Relacja GieKSiarza

Na ten wyjazd do miejscowości położonej niedaleko Pragi, udajemy się we dwie osoby z Katowic. Spotykamy się na dworcu już o 1 w nocy i próbujemy skołować jakiś transport do Ostrawy, gdyż zbiórka na vlak (pociąg) w Svinovie była wyznaczona na 6:37. Jednak przez całą noc kombinowania nic nam się nie udaje i zmuszeni jesteśmy wyruszyć o 5 nad ranem pociągiem. Tym samym spóźniamy się na zbiórkę i musimy sami dojechać do Pragi cugiem. Podróż mija spokojnie. Kilka stacji przed Ostrawą w pociągu znajdujemy ok. 10 osobową grupkę Banika która również nie zdążyła załapać się na poranną zbiórkę. Na stacji w stolicy czeka na nas ekipa AC (Apple Commando) i wyruszamy pod knajpę Bohemiansa, z którym tego dnia był umówiony dym banda na bandę. Spacerujemy swobodnie po Pradze, żadnej zaczepki ze strony miejscowych. Będąc już pod knajpą praskiej drużyny, dowiadujemy się że dzisiejszego dnia nie potrafili się zebrać dobrą ekipą ( kilka tygodni wcześniej podobno zebrali się na Banik w 90 osób, więc spodziewaliśmy się niezłej załogi z ich strony) i popijając piwo w ok. 10 osób boją się wyjść na zewnątrz. Niezadowoleni wyruszamy w stronę dworca głównego, aby udać się w stronę miejscowości Kladno. Na berzie dochodzi do ganianek miejscowych i przetrzepania podejrzanemu typowi w harringtonce, plecaka. Wszystko dlatego, iż Slavia swój mecz grała również na wyjeździe. Najciekawszym chyba incydentem tego dnia było napotkanie na swojej drodze, w metrze 5 kibiców Dynama Kijów. Szybka reakcja Chuliganów z Bazalu i 2 typów się ewakuuje, a 3 dzielnie stawiła czoła licznym fanatykom rządnym krwi. Ekipa Dynama na pewno nie była piknikowa – mieli przy sobie szczęki. Po obiciu ich twarzy zmywamy się na inny dworzec.
Po zaopatrzeniu w żarcie i alkohol wyjeżdżamy do Kladna. Pod stadionem piknikowa atmosfera, kibice miejscowych kręcą się między nami ale nie dochodzi do większych incydentów, jedynie skrojona została przygotowana oprawa przez ultrasów przeciwnej drużyny (niebiesko-białe pasy tworzące napis ULTRAS, które następnie zostały rozwinięte do góry kołami na naszym sektorze). Ogólnie na meczu melduje się ponad 300 fanów Banika, w tym nasza dwójka i jeden kibic GieKSy zamieszkujący obecnie w Kladnie, wywieszonych zostaje kilka flag. Później dochodzi do kilku starć z debilną ochroną, która przypiernicza się do tego że prowadzący doping stoi na płocie. Na meczu przekrzykujemy głośnym dopingiem małą grupkę kibiców mieszczących się w młynku. Wywieszają jedną flagę (nie wiem czy to można nazwać w ogóle faną). Razem z kumplem próbujemy się dostać do ich sektora i zabrać im ten śmieszny transparent (bo tak można określić to co na płot zawiesili), jednak ochrona nie chce nas wpuścić nawet tłumacząc się ze jesteśmy FC z Polski. Wynik meczu 1:1 i wracamy do domu z jednym punktem.
Po meczu kilkuminutowe czekanie aż wypuszczą nas ze stadionu i za chwilę udajemy się na podstawiony pociąg do Pragi. Mamy trochę czasu do pociągu, co wykorzystujemy na zakup jedzenia itd. W końcu ruszamy pociągiem gdzie w przedziale jesteśmy spici przez chłopaków z FCB, dalszą podróż umilamy sobie na różne, z perspektywy czasu „dziwne” sposoby. Po drodze czekała na nas ekipa Slavii (ok. 4-5 dyszek), lecz policja uniemożliwiła nam starcie i musimy niestety obejść się smakiem. W Ostrawie meldujemy się około 2,3 w nocy. Banik na swojej stacji wysiada, a my dalej tym pociągiem jedziemy w stronę Katowic. W Katowicach jesteśmy o 4:30 po czym rozchodzimy się do domów. Dziękujemy za gościnę. BANIK PICO.

Źródło: zin SK1964 nr 2, 2007 (Katowice)