KS Cracovia Kraków 1-2 GKS Katowice

07.05.1967, niedziela 16:00 – widzów 15 000

Relacja sportowa

Cracovia Kraków: Jałocha – Chemicz, Rewilak, Szymczyk, Rybka, Dawidczyński, Hauzner, Poprawski, Englert, Orczykowski, Zuśka
Trener: Adm Niemiec

GKS Katowice: Czaja – Wraży, Piecyk, Sobik, Olsza (46. Śliwa) Szmidt, Strzelczyk, Gerard Rother, Anczok, Zuzok, Glick
Trener: Jerzy Nikiel

Bramki: Englert (43) – Piecyk (73), Anczok (87)
Sędzia: Nowak (Zielona Góra)
Ż. kartki:

O pięć tysięcy kibiców mniej przyszło na stadion walczącej o utrzymanie Cracovii, by przeżyć w meczu z GKS Katowice srogie rozczarowanie. „Był to dla biało-czerwonych i dla tysięcy jej wiernych sympatyków w pełnym tego słowa znaczeniu dramatyczny mecz. Kiedy bowiem na niespełna 4 minuty przed jego końcem rozmawiałem z trenerem drużyny katowickiej – byliśmy zgodni, że utrzymujący się do tego momentu remisowy rezultat 1:1 stanowi wierny wykładnik wydarzeń na boisku. W kilkanaście sekund później piłka po raz drugi znalazła się w bramce Cracovii i goście zagarnęli oba punkty” – pisał red. Stanisław Habzda. Stało się to w okresie, kiedy gospodarze posiadali dużą przewagę. W 87 min. z własnego pola karnego obrońcy GKS wybili piłkę, gdzie na połowie boiska dopadł do niej Anczok i „ruszył jak burza do przodu. Jałocha zawahał się, a kiedy wybiegł z bramki było o ułamek sekundy za późno.” Ten gol owal o zwycięstwie GieKSy nad Cracovią 2:1, choć ten mecz przez większą część układał się po myśli „Pasów”. W 43 minucie Englert popisał się świetnym strzałem w dolny róg i Czaja nie miał szans. „Krakowianie zagrali bardzo dobry mecz. Grali z dawno nie widzianą werwą i animuszem i długimi okresami wyraźnie przeważali”. Zwłaszcza w pierwszych 20 minutach ręce pełne roboty miał Czaja, ale dwa kontrataki podopiecznych Jerzego Nikiela omal nie zakończyły się bramkami. Za pierwszym razem Jałocha obronił strzał Rothera, a za drugim „Dawidczyński wybił piłkę na róg, zdejmując ją z nogi Strzelczykowi, na 4 metry przed pustą bramką’”. Między 62 a 67 min. Hausner mógł rozstrzygnąć losy meczu, jednak piłka po jego pierwszym atomowym strzale najpierw minęła o milimetry spojenie słupka z poprzeczką, za drugim razem otarła się o słupek, by w trzeciej próbie (po główce) zatrzymać się na poprzeczce. Co się nie udało Hausnerowi udało się Piecykowi. W 73 min. obrońca GKS strzelił z 20 metrów i zrobiło się 1:1. Gol ten „sparaliżował” ma jakiś czas zawodników Cracovii, a kiedy wreszcie otrząsnęli się z szoku i ponownie zaatakowali nastąpiła sytuacja opisana na początku. Po tym spotkaniu GKS zajmował 4 miejsce w tabeli, po Górniku, Zagłębiu i Ruchu.

Źródło: Monografia GieKSy tom I