Lech Poznań 1-2 GKS Katowice

13.03.1993, sobota 15:00 – widzów 10 000

Piłkarze GKS-u przerwali imponującą passę Lecha, który nie przegrał na Bułgarskiej od 8 czerwca 1991 roku. Wtedy również przegrał z GieKSą 1:2.

Na tym meczu pojawiło się 26 fanów GKS-u; 22 jechało z Katowic, a 4 przyjechało z Gniezna. Po meczu autokarem z zawodnikami pojechali do Jarocina, gdzie przesiedli się na pociąg do Katowic.

W drodze powrotnej katowiczanie wyjebali wypasioną jak na tamte czasy fane Kolejarza z Ostrowa Wielkopolskigo. Podczas tego wyjazdu elitarna grupa wyjazdowa podjęła decyzję o pójściu własną drogą na meczach w Katowicach. Postanowiono że od tego momentu chuligani GieKSy będą siadać na sektorze D, a wstęp na niego mieli tylko wyjazdowicze. Tak też się stało podczas następnego meczu przy Bukowej z Szombierkami. Na sektorze D zasiadło 50 kiboli którzy wywiesili skrojoną fane Lecha.

Źródło: Monografia GieKSy Tom II i magazyn ULTRA

Tego dnia swój debiut zaliczył katowicki fan-club z Gniezna, który na meczu pojawił się w 4 osoby. Przyszli od strony sektorów zajmowanych przez gospodarzy, z flagą na plecach. Nikt ich nie ruszał, bo każdy myślał że to jakiś żart. Cała ta sytuacja mocno rozwścieczyła poznański FC Gniezno.

Źródło: forumGieKSy

FILM: 13.03.1993 Lech Poznań – GKS Katowice

Relacja sportowa

Lech Poznań: Sidorczuk – Kryger, J.Bąk, Łukasik (69. Dembiński), Rzepka, Skrzypczak, Brzęczek, Remień, K.Moskal, Podbrożny (46. Kofnyt), Trzeciak
Trener: Henryk Apostel

GKS Katowice: Janusz Jojko – Adam Ledwoń, Roman Szewczyk, Maciejewski (54. Borawski), Grzesik, Zdzisław Strojek, Marek Świerczewski, Piotr Świerczewski, Szuster, Dariusz Wolny (78. Rewiszwili), Janoszka
Trener: Adolf Blutsch

Bramki: Moskal (73) – Maciejewski (27), Janoszka (90)
Sędzia: Wójcik (Opole)
Ż. kartki: Kryger – Szuster

Uważna gra w obronie, dokładne krycie z odpowiednią asekuracją niemal na całej murawie oraz zdecydowane kontrataki. Tak grając goście przerwali passę spotkań obrońców mistrzowskiego tytułu, którzy nie przegrali przy Bułgarskiej w spotkaniu pierwszoligowym od 8 czerwca 1991 roku. Wówczas ulegli 1-2 (1-1) także… Katowicom.

Już po pierwszych minutach sobotniego meczu widać było, iż Lech to nie ta sama drużyna, która z reguły gromiła u siebie rywali. Brak Jarosława Araszkiewicza jest odczuwalny, a słabiej spisywała się również obrona, zazwyczaj najpewniejsza formacja lidera. Zawiódł też również snajper wyborowy lechitów – Jerzy Podbrożny i trener Henryk Apostel słusznie zmienił go po przerwie.

Z kolei Katowice od pierwszych minut podjęły zdecydowaną, energiczną walkę wiedząc, że tylko zwycięstwo na trudnym poznańskim terenie pozwoli im zbliżyć się do czołówki. I już w 5 minucie Marian Janoszka, cichy bohater tego meczu, trafił piłką po wyrzucie jej z autu przez Dariusza Wolnego w wewnętrzną stronę słupka. Gospodarze mieli w tym momencie wiele szczęścia. W 12 minucie Roman Szewczyk wykonywał rzut wolny. Do bramki było daleko, około 40 metrów. Piłkę usiłował po drodze sięgnąć głową Wolny. Bez powodzenia. Potem okres zaciętej, bezpardonowej walki w środku pola. Stopniowo przewagę zyskiwał Lech. W 24 minucie piłka uderzona z lewej strony przez nieźle grającego Mirosława Trzeciaka trafiła w poprzeczkę, ale obrońcy gości zdołali wybić ją poza boisko zażegnjąc niebezpieczeństwo.

Katowice prowadzenie wywalczyły w trzy minuty później. Waldermar Kryger nie potrafił sobie po raz kolejny poradzić z szybkim Wolnym, któremu niewiele brakowało od wejścia w pole karne. Obrońca Lecha przystopował rywala łapiąc go za koszulkę. Sędzia podyktował rzut wolny z 18 metrów i ukarał Krygera żółtą kartką. Goście długo celebrowali wykonanie stałego fragmentu gry. Precyzyjne uderzył nie Szewczyk, lecz Krzysztof Maciejewski i Kazimierz Sidorczuk nie miał nic do powiedzenia.

W odpowiedzi, jak zawsze bardzo ambitnie walczący o każdy centymetr boiska Ryszard Remień, z woleja trafił w poprzeczkę. Potem jeszcze dwie sytuacje strzeleckie miał najaktywniejszy z napastników Lecha Kazimierz Moskal, ale do przerwy wynik nie uległ zmianie. Po zmianie strony za kontuzjowanego Maciejewskiego wszedł Grzegorz Borawski. I to oznaczało osłabienie defensywy gości. A Lech atakował z coraz większą pasją. Jerzy Brzęczek, zawodnik nr 1 spotkania, dwoił się i troił. Długo nic z tego nie wynikało. Jego koledzy próbujący zaskoczyć Jojkę czynili to zbyt nerwów, chaotycznie. W 69 minucie trener Henryk Apostel zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę wprowadzając do gry napastnika Jacka Dembińskiego za przyzwoicie grającego obrońcę Damiana Łukasika.

Po świetnym podaniu Brzęczka i dobrym przepuszczeniu piłki przez Trzeciaka. Moskal mocnym strzałem z 10 metrów wyrównał. Nadal przeważał Lech, ale katowiczanie (Piotr Świerczewski, Wolny) próbowali kontratakować. Wydawało się, iż wynik nie ulegnie zmianie. Tymczasem w ostatnim kontrataku po podaniu Zazy Revichvilego, przy zupełnym braku krycia ze strony obrońców gospodarzy, Janoszka głową ustalił wynik meczu. Obrońcy i bramkarz gospodarzy długo nie potrafili zrozumieć co się stało… trzynasty dzień marca nie był dla nich szczęśliwy.

„SPORT” autor: Andrzej Kuczyński

Źródło: gkskatowice.eu