Legia 3-0 Górnik

15.03.2013

Pierwszy wyjazd rundy wiosennej nie tak miał wyglądać. Aura tego piątkowego dnia przypominała raczej zaawansowaną zimę, a nie początek wiosny, jednak pomimo tego na wyjazd do Warszawy zdecydowało się bardzo dużo osób. W zeszłym sezonie nie było nam dane dojechać na mecz z Legią gdyż kibice Górnika w drodze do Warszawy natrafili na katastrofę kolejową i tam brali czynny udział w akcji ratowniczej. Tym razem każdy miał nadzieję na zobaczenie meczu już z perspektywy stadionu, nic nie zapowiadało, że będzie inaczej.
Po godzinie 13 grupa, która liczyła niecałe 1400 osób wyjechała z Zabrza. Jak to ma miało miejsce podczas poprzednich wyjazdów, każdy trzymał fason, aby nie przesadzić z alkoholem gdyż każdemu zależało, aby spotkanie zobaczyć. Niektórzy zabrali ze sobą swoje dzieci, które w drodze do Warszawy zdążyły się z sobą zapoznać i zaprzyjaźnić. Podróż przebiegała sprawnie i przed godziną 18-tą grupa dojechała do Warszawy-Zachodniej. Tam pojawiła się stołeczna prewencja w niesamowitej ilości. Wówczas zaczęły się problemy.
Spod dworca na stadion miały nas zabrać podstawione autokary. Niestety już na początku okazało się, że autokarów jest zbyt mało jak na taką liczbę osób. Ci, którzy się załadowali do autobusów dojechali na stadion. Reszta zgromadzonych kibiców została otoczona szczelnym kordonem i czekała na przyjazd autobusów, które miały wrócić spod stadionu zabierając pozostałych. Tutaj już policja robiła problemy, aby wyjść do sklepu lub toalety. Tak samo dziwne procedury stołecznej policji odczuli zabrzańscy dziennikarze, którzy również przyjechali pociągiem. Uzyskanie jakiejkolwiek informacji spotykało się z pogardą służb, a najpopularniejszym tłumaczeniem była tzw. „spychologia” lub hasło „nie, bo nie”. W końcu również pozostali dojechali pod stadion. Po dotarciu na miejsce byli pewni, że wcześniejsza grupa zasiada już na stadionie. Mylili się. Organizator wiedział ile zostało sprzedanych biletów, pomimo tego zostały otwarte tylko dwie bramki. Skrupulatne kontrole i wchodzenie po kilka osób przedłużały procedurę wejścia niemal w nieskończoność. Na 20 minut przed rozpoczęciem spotkania na stadion weszło niecałe 300 osób. Reszta została stłoczona przez policje pod bramami stadionu, mając przed sobą wymarzone wejście na stadion, za sobą zamarznięty kanał, a po bokach prowokujące odziały policji. Nerwowa atmosfera udzieliła się zmarzniętym kibicom Górnika. Zaczęli domagać się sprawniejszego wpuszczania. Ttłum zaczął napierać na bramkę wejściową. Na reakcję ochrony nie trzeba było długo czekać. Wezwali policjantów, a Ci zaczęli pacyfikację za pomocą strumieni gazu. Nie zważali na to, że w tłumie były dzieci i takim oto sposobem gazem oberwało m.in. 10-letnie dziecko. Policja gazu nie szczędziła dla nikogo, wiele osób wracało do domu zagazowanych. Nieduża grupa, która była już na stadionie zaakcentowała swoją obecność wnosząc okrzyki, po czym solidaryzując się z resztą opuściła trybuny gdyż ochrona zakończyła na ten wieczór wpuszczanie kibiców gości. To niestety nie był koniec Warszawskiej gościnności. Kibice Legii również zaakcentowali swoją dezaprobatę w stosunku do działań policji i ochrony. Kibice Górnika, którzy wyszli ze stadionu zostali stłoczeni w kordonie policyjnym przy kanale i tam czekali na dziesięciostopniowym mrozie. Część z nich zagazowana i przemarznięta. Policja zaczęła wypuszczać niedużymi grupkami do autobusów, które odwioziły wszystkich na dworzec zachodni. Tam również niedane było się nikomu ogrzać, ponieważ wszyscy zostali otoczeni przez policję i trzymani na zewnątrz do przyjazdu pociągu. Do Zabrza docieramy po godzinie trzeciej, zmarznięci i zrezygnowani. Nie tak miał wyglądać ten wyjazd. Miało być lepiej. Nie było. Pozostaje sobie zadać pytanie, jakim cudem na nowoczesnym stadionie, jakim jest Pepsi Arena nie można sobie poradzić z wpuszczeniem grupy kibiców gości, którzy przyjechali w regulaminowym czasie przed meczem? Komu zależało, aby doprowadzić do takiej sytuacji? Czy w taki sposób policja musiała interweniować? Czy wreszcie, dlaczego policja nie traktuje kibiców jak zwykłych obywateli tylko jak stłoczone bydło? Dlaczego nie pozwolono dziennikarzom wysłuchać na miejscu opinii na temat zajścia pod bramami stadionu?
To co się działo pod bramami pokazało dobitnie nieudolność organizatorów spotkania jak również policji, która podjęła nieadekwatną do zaistniałej sytuacji decyzję o użyciu środków przymusu bezpośredniego nie zważając na to, że w tłumie są dzieci. Piłka nożna dla kibiców? To tylko pusty slogan.
Po meczu Stowarzyszenie „Klub Sympatyków Górnika Zabrze” podjęło działania, aby sprawa się w ten sposób nie zakończyła. Sytuacją zainteresowały się również niezależne media jak i włodarze PZPN-u. Nie może być tak, że kibiców traktuje się jak bydło, tylko dlatego, że chcieli przyjechać na mecz.
Piłka nożna dla kibiców, kibic to też człowiek.
Na tym wyjeździe Górnika wspomagało 36 Gieksiarzy w tym jeden przedstawiciel Giszowca.
Źródło: torcida.eu