Legia Warszawa 1-0 GKS Katowice

22.11.2003

Zakończenie rundy jesiennej na Łazienkowskiej wypadło bardzo efektownie. Trzymając całą jesień wysoki poziom Legioniści tym razem przygotowali chyba najlepszy show w minionym półroczu, lepszy nawet od bardziej renomowanych pojedynków z Wisłą czy Lechem.

Tradycją na Łazienkowskiej staje się prezentowanie w czasie jednego meczu kilku efektownych choreografii, co jest rzeczą rzadko spotykaną nawet w lepiej rozwiniętych kibicowsko krajach europejskich. Już na samym początku zaprezentowany został napis „Legia” na tle barw z kartonów. Po bokach machano chorągiewkami, a po chwili zapłonęło 20 rac. Drugi hit tego meczu to barwy ułożone z kawałków folii aluminiowej, co stanowi nowość na polskiej scenie ultras ( choć w tej samej kolejce identyczny pomysł zrealizowano w Zabrzu!). Bardzo ładnie wyszło też trzecie choreo złożone z 1800 chorągiewek, które również utworzyły czerwono-biało-zielone barwy. Wraz z pokazem choragiewek na górze żylety odpalono bengale, a na łuku i krytej wulkany. Nie gorzej wyszły znane już z wcześniejszych meczów na Łazienkowskiej elementy oprawy: 10 tysięcy zimnych ogni na całym stadionie oraz ogromna masa konfetti i serpentyn. Całość dopełniało bagatela 100 rac oraz trochę fajerwerków (te drugie odpalone z krytej). Kibice GKS-u w większej grupie na mecz nie zawitali. Tego dnia zaczęły obowiązywać chipy, a jak wiadomo GieKSa jest jedną z ekip która skłania się ku bojkotowaniu tychże kart. Przybyło jedynie 4 reprezentantów ekipy z Katowic, ze znanym transparentem „Nie jesteśmy zwierzętami, precz z kartami, precz z chipami”.

Relacja TMK

Relacja Legii

Koniec listopada coraz bliżej, a to oznacza przerwę w rozgrywkach ligowych. Dzisiaj Legia rozegrała swoje ostatnie spotkanie w rundzie jesiennej sezonu 2003/04. Pożegnanie wyszło bardzo okazale i przez zimę chyba nikt nie będzie miał wątpliwości, aby podać najlepszych polskich ultrasów.
Spotkanie Legia-GKS zgromadziło całkiem sporą liczbę, 12 tysięcy kibiców. Niestety był to spektakl do „jednej bramki”. W widowisku na Łazienkowskiej nie mogli uczestniczyć fani z Katowic. A wszystko to spowodowane „wspaniałymi” pomysłami…PZPNu. GieKSiarze nie wyrobili sobie bowiem kart wyjazdowych, które zaczęły obowiązywać od…ostatniej kolejki rundy jesiennej. Ciekawe, czy na wiosnę, aby obejrzeć spotkanie swojego ukochanego klubu, związek będzie wymagał specjalnych badań i szczepień. Już nic nas nie zaskoczy…
Na sektorze gości zasiadło kilku fanów z Katowic, którzy wywiesili dwa transparenty. Jeden z nich, „Nie jesteśmy zwierzętami – precz z kartami, precz z chipami”, odnosił się do wspomnianych wcześniej kart wyjazdowych. Drugi transparent przedstawiał świnkę, podpisaną „Dospel”, co pokazuje stosunek fanów do obecnego sponsora klubu.
O tym, że legijni fani odpowiedzialni za oprawy nie próżnowali ostatnio, przekonać się można było podczas spotkania. Gdy piłkarze obu drużyn pokazali się w tunelu, na trybunie odkrytej zaprezentowaliśmy choreografię złożoną z kartonów, folii i flag. Napis „Legia” bardzo ciekawą czcionką oraz „kopertowym” tłem zrobił bardzo dobre wrażenie. Na bocznych sektorach powiewały małe, jednobarwne flagi, ułożone w nasze barwy. Gdy kartony opadły, nastąpił pierwszy rzut serpentyn i konfetti. W tym samym momencie na „Żylecie” zapłonęło 20 rac. Kryta „odpowiedziała” sztucznymi ogniami. Na gwizdek sędziego na murawę poleciało parę tysięcy serpentyn i niezliczone kilogramy konfetti. Jednym słowem, akcja „konfetti & serpentyny” zakończyła się sukcesem. Fani zdając sobie sprawę z tego, że po meczu czeka ich długa przerwa, od początku spotkania nie żałowali gardeł. Ich wysiłek został nagrodzony już w ósmej minucie meczu, kiedy to Darek Dudek pokonał Jarosława Tkocza. Niedługo po bramce dla Legii, cała odkryta została zapełniona małymi, jednobarwnymi flagami, w ilości ok. 2000. Do końca pierwszej połowy doping był w miarę równy, chociaż do ideału jeszcze trochę brakowało.
Piłkarzy wychodzących na drugą połowę spotkania przywitał blask 100 rac odpalonych dookoła całego stadionu. Całość wyszła super – Żyleta, łuk i kryta w racach – tu musiało zrobić wrażenie. Chwilę później na Krytej pojawiły się pochodnie i wulkany. Po przeciwnej stronie stadionu, kibice zaprezentowali flagę Legii ułożoną z kolorowych folii. Razem z 300 ogniami bengalskimi, odpalonymi na koronie stadionu, dało to niesamowity wręcz efekt. Blask ogni odbijał się w foliach i to potęgowało wspaniałe wrażenie. Ostatnim już punktem oprawy tego widowiska była odpalenie przez cały stadion 8000 zimnych ogni. Towarzyszyła temu oczywiście pieśń „Legia gol”, w wersji świątecznej. W końcu święta coraz bliżej. Tymczasem, im bliżej było końca meczu, tym bardziej wzmagał się doping. Ten zdecydowanie pomógł naszym piłkarzom, którzy „dowieźli” korzystny wynik do końca meczu. Tym samym Legia zdobyła 3 punkty, a my mogliśmy unieść ręce w geście triumfu. Konieczne było jeszcze obustronne podziękowanie – fani dziękowali za 3 punkty, natomiast piłkarze za głośny doping.
Oprawa ostatniego spotkania chyba dała jasno do zrozumienia wszystkim, że rok 2003, to pod względem ultras – rok Legii. Zapewniamy jednocześnie, że legioniści nie zasiądą na laurach, a wręcz przeciwnie – na wiosnę jeszcze bardziej zamierzają zaszokować całą Polskę.

Źródło: legionisci.com

fotogaleria: http://legionisci.com/galeria/f04gks1.php

http://legionisci.com/galeria/f04gks1a.php

http://legionisci.com/galeria/f04gks1b.php