Legia Warszawa 2-1 Górnik Zabrze

31.10.2010, niedziela

Relacja GieKSy

Mobilizacja na to spotkanie trwała w Zabrzu od bardzo dawna. Niestety mecz kolidował się z naszym spotkaniem z ŁKS-em Łódź, który 5 dni przed mecz meczem został zmieniony na wniosek tych co zawsze, więc jedni zostali w Katowicach wspierać GKS, zaś inni wspierać przyjaciół z Górnika. W sektorze gości ostatecznie 1400 osób, z czego GieKSa stanowiła 150 osób z flagą „Persona Non Grata” oraz Wisłoka Dębica w 105 osób. Niestety 100 osobom nie udało się wejść na stadion. Podczas wchodzenia na sektor nie została wniesiona sektrówka. Jest to efekt zakazu, po meczu z Lechem Poznań, gdzie Kolejorz wniósł i odpalił race. Legia szczelnie wypełnia nową „Żyletę”, jednak doping nie stał na takim wysokim poziomie jak z Lechem czy Lechią Gdańsk. Torcida podczas meczu zaprezentowała bardzo głośny doping, który po bramce dla zabrzan był jeszcze bardziej wznoszący się. Nie zabrakło również wymian uprzejmości. Legia (Teddy Boys) wywiesiła transparent odnoszący się do pewnej daty, gdzie Legia musiała uznać wyższość Górnika, na co Górnik szyderczo zaklaskał i zaśpiewał odpowiednią piosenkę, nawiązującą do tej daty.

Źródło: zin SK1964 nr 29 (Katowice) listopad 2010

Giszowiec obecny na tym meczu w 12 głów.

Relacja Górnika

Zbiórka na ten mecz zaplanowana była na godzinę 9:00. O 9:40 podjechał pociąg i rozpoczęła się walka o miejsca siedzące… Niestety PKP wynajęło nam tylko 3 składy (twierdzili, że więcej już nie mają i więcej pociąg nie da rady uciągnąć), co spowodowało, że w środku zapanował straszny ścisk. Przed wyjazdem zakazano spożywania alkoholu, co związane było ze sprawdzaniem przed wejściem trzeźwości. Chciano również dzięki temu uniknąć patologicznych zachowań. Tym razem, jak na taką liczbę entuzjastów, w pociągu mało było osób nietrzeźwych. Przypuszczalnie mogło to też wiązać się z pewnymi trudnościami z dostaniem się do toalety, ale pojawiło się wiele teorii na ten temat. Ze względu na swoje poważne upojenie alkoholowe dwie osoby zostały wyrzucone z pociągu w Katowicach.
Droga do Warszawy, ponieważ na dworzec „Powiśle” dotarliśmy o godzinie 14:50. Stamtąd zabrały nas autokary, niestety jechaliśmy na trzy tury, co chyba miało sprawić, że pod stadionem nie miało być ścisku. Organizacja wyglądała tak, że na stadion wchodziliśmy 3 godziny. najpierw grupkami wpuszczano nas przed bramofurty, a tam w pierwszej kolejności sprawdzano czy jesteśmy na liście, potem kolejno kontrola osobista i wejście przez bramofurt lub kontrola trzeźwości. Tym co alkomat wykrył jakieś promile zajmował się nie kto inny, a słynny bokser, medalista mistrzostw Europy pan Grzesiu Skrzecz. Niektórzy doświadczyli jakim to on nie jest ważniakiem… ale każdy zauważył, że człowiek tak znany został zwykłym ochroniarzem. Duża liczba osób nie weszła z powodu tego, że nie było ich na liście… Nie wiadomo z jakiego powodu, ponieważ były one zapisywane w Zabrzu. W sumie przed bramami zostało ponad 100 osób.
Co do meczu, to jak już było wcześniej napisane, wchodziliśmy 3 godziny, więc część osób na stadion dostała się pod koniec I połowy. Doping na początku dobry, lecz bez rewelacji. Od drugiej połowy coraz lepszy, a po strzelonej bramce – rewelacyjny. Ściągnęliśmy koszulki i trwał jeden wielki karnawał. Piosenka „My jesteśmy chłopcy z Zabrza…” dawała perfekcyjny efekt i była powtarzana bardzo często. Niestety po strzelonej bramce dla Legii w 88 minucie nasz doping opadł, a po drugiej bramce w minucie 90 całkiem siadł i zrezygnowani, nie śpiewaliśmy już wcale. Sami kibice Legii na swoich forach wypisywali, jak to się dobrze zaprezentowaliśmy oraz, że ani Lechia, ani Lech nie stworzyli takiego dopingu jak my! Szkoda jedynie, że nie wpuszczono nas z oprawą, ponieważ dałoby to niesamowity efekt i naprawdę pokazalibyśmy się z bardzo dobrej strony. Powodem zakazu wniesienia sektorówek było to, że będą nam one służyć do odpalenia pirotechniki. Wielka szkoda, ponieważ nasi ultrasi bardzo się napracowali i przez 2 dni bez snu, starali się stworzyć naprawdę ciekawą prezentację.
Co do Legii to doping dobry, choć każdy spodziewał się, że nas zdominują i zagłuszą. Prawda jednak taka, że było ich słychać tylko w naszych przestojach oraz gdy włączał się cały stadion do dopingu. Jedynie warto pochwalić ich, że na „Żylecie” prawie wszyscy ubrani byli w białe koszulki, co było bardzo efektowne. W drugiej połowie Legioniści wywiesili transparent o treści: „Honor ważniejszy niż zwycięstwo”. My odpowiedzieliśmy okrzykiem: „tak was to boli, wpier*** był od Żaboli”. Każdy interpretował to na swój sposób, choć chyba do końca nikt nie był pewien znaczenia tego hasła. Jeżeli chodzi o stadion, to nie jest on jeszcze zakończony, ale można powiedzieć, że prezentuje się najlepiej z dotychczasowo wybudowanych w Polsce. Gastronomia również zaskakująca. Kiełbaski, zapiekanki, pierogi, filet z kurczaka oraz popcorn, to tylko niektóre z posiłków, które można było zakupić po przystępnej cenie na stadionie Legii.
Po meczu byliśmy dość długo trzymani. Ku naszemu zdziwieniu, swoją obecność zaznaczyła ponad 30-osobowa grupa kibiców Górnika, która siedziała na sektorze Legii. Po meczu prowadzimy, krótki doping na dwie strony. Droga powrotna znowu się ciągnęła… niektórzy spali na grillach, inni na podłodze… wyjazd ogólnie ciężki, ale nie ma czego żałować. Szczęściem było to, że w pociągu można było kupić browar, oraz rozdawano wodę. Do Zabrza dotarliśmy o godzinie 3:30. Podsumowując, na wyjazd do Warszawy wybrało się ponad 1400 osób, w tym 146 Katowickiej GieKSy oraz 105 kibiców Wisłoki Dębica. Na stadionie zasiadło ogólnie 17887 osób

Źródło: zin SK1964 nr 29 (Katowice) listopad 2010