Kolejarz Stróże 1-1 GKS Katowice

01.05.2011, niedziela 16:00

Mecz z Kolejarzem Stróże przypadł nam akurat w majówkę, dlatego też wiele osób zrezygnowało z wyjazdu. Na ten mecz dostaliśmy tylko 100 biletów. Mimo to wiele osób decyduje się jechać własnym środkiem transportu.

Z Giszowca na ten wyjazd wybrało się tylko 12 osób młodego składu, w tym 3 świeżaków. Młodzi z GzG szybko rozkręcili zabawę w autokarze nie dając po sobie poznać że to jest ich pierwszy wyjazd, jednak tradycji stało się zadość i pasy ich nie minęły. W Stróżach meldujemy się 2h przed meczem w 174 osoby. Niestety nie wszystkich wpuszczają na chyba najmniejszy sektor gości w Polsce. Reszta osób rozlokowuje się w różnych miejscach wokół stadionu. Wywieszamy 2 flagi: „GieKSa On Tour” oraz „Małopolska” i ruszamy z dopingiem który jak na taką liczbę i widok kopaniny na boisku stał na dobrym poziomie. Przez cały mecz w naszym sektorze śmiechawa i zabawa. Nasi piłkarze wychodzą na prowadzenie w 47 minucie po bramce Olkowskiego , ale niestety mecz kończy się remisem po przeprowadzeniu udanej akcji przez Kolejarz w ostatniej minucie meczu. Po meczu dochodzi do paru śmiesznych akcentów z udziałem miejscowych po czym ruszamy w drogę powrotną. Podczas podróży powrotnej wiele śpiewów i dobra zabawa. Pod koniec trasy małe zamieszanie na drodze, ale do niczego nie dochodzi. Przywitać nas chcieli „koledzy zza miedzy” lecz za późno wyszli z ukrycia.

Relacja kibica GieKSy

Jedni pojechali do Watykanu na beatyfikację Jana Pawła II, a my wczesnym popołudniem ruszyliśmy dwoma autobusami i furami w stronę Stróż, by o godzinie 16.00 obejrzeć naszych kopaczy i pokazać miejscowym jak kibicuje GieKSa. Podróż do tej małej mieściny minęła dość szybko i na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem byliśmy już na miejscu. Deszcz, który nam towarzyszył w drodze ustąpił i mogliśmy spokojnie wyjść z naszych środków transportu. W Stróżach przywitało nas bardzo dużo mundurowych, było ich chyba więcej niż mieszkańców tego miasteczka. By dostać się do klatki, każdy musiał pokazać dowód tożsamości i został skamerowany. Na płocie wywieszamy dwie flagi: „GieKSa On Tour” i „Małopolska”. Brak stadionowego cateringu sprawił, że sporo z nas zamówiło miejscową pizzę (koleś miał chyba utarg życia), którą spałaszowaliśmy w pierwszych minutach spotkania. Potem z minuty na minutę zabawa była coraz lepsza, w drugiej połowie zagraliśmy nawet w dwa ognie zdobyczną piłką :) Po miejscowych nie oczekiwaliśmy cudów i tak też było. O zorganizowanym dopingu można było zapomnieć, od czasu do czasu miejscowe dziadki coś tam krzyknęły i na tym się skończyło. Stadion też nie należał do tych, którym można się chwalić, przypominał bardziej A-klasowe pastwisko, z szybko dorobionymi krzesełkami, by tylko spełniał minimum standardów. Gdy sędzia zakończył remisowy spektakl, zaczęła się dogrywka, ale w oknie pobliskiego hotelu… Dwie panny (dość młode) miały w sobie tyle energii i być może były fankami GieKSy, że zaczęły w rytm muzyki puszczonej z głośników stadionowych dla nas tańczyć. Nie trzeba być Einsteinem żeby się domyśleć, że wszystkie oczy skierowały się właśnie na to gorące okno :) Po małym pokazie zapakowaliśmy się do autobusów, aut i ruszyliśmy w drogę powrotną. W ostatnim czasie na powrotach jest wyjebista atmosfera i podobnie było tym razem. Pod koniec trasy „przywitać” się z nami chcieli pachnący inaczej, ale do uścisku dłoni nie dochodzi. W Stróżach zameldowało się nas 174 osoby, w tym 5 osób z JKS-u i 1 z Górnika – dzięki za wsparcie!

Jackoow

Źródło: zin SK1964 nr 34 (Katowice) maj 2011