MZKS Arka Gdynia 2-2 GKS Katowice

19.03.2022, sobota 20:30 – widzów 4974

Relacja GieKSiarza

Przez zimę sądziliśmy, że perspektywę z sektora gości w Gdyni „zobaczymy jak świnia niebo”. Kto się spodziewał, że zmieni się polityka sanitarna względem COVID-19, która zmusi do otwarcia klatek kluby, którym zamknięcie ich było na rękę?

Planowaliśmy wyruszyć nad morze tradycyjnie pociągiem, lecz rzeczywistość sprawiła, że musieliśmy wybić sobie ten pomysł z głowy. Przez wojnę na Ukrainie na PKP mamy brak specjalów i dodatkowych wagonów. Rosyjska inwazja ma także duży wpływ na ceny paliw, a te pociągają za sobą podwyżki w każdej innej gałęzi gospodarki. Nie inaczej, choć mimo wszystko taniej niż pociągiem, było z autokarami, więc to tym środkiem transportu udaliśmy się do Gdyni.

Już tydzień wcześniej Arkowcy rozpoczęli mobilizację na to spotkanie w sieci, w których nie zabrakło uszczypliwości w naszym kierunku. Nasi wandale przebywający na Kaszubach postanowili więc „dolać oliwy do ognia”, niszcząc na kilka dni przed spotkaniem żółto-niebieskie graffiti, co poskutkowało wzrostem emocji po obu stronach.

Na wyjazd udaliśmy się po godzinie 11:00, lecz po drodze jeden z autokarów uległ awarii, przez co złapaliśmy opóźnienie, czekając na zastępczy. Ten czas umilaliśmy sobie dopingiem, robiąc pamiątkowe zdjęcie z debiutująca tego dnia wyjazdówką „Persona Non Grata”. Gdy w końcu przyjechał zastępczy autokar, chcieliśmy ruszać w dalszą drogę, lecz nasz optymizm popsuł fakt, że… musimy go popchać.

Na szczęście, mimo minionych już lat swojej świetności naszego zastępczego środka transportu, dał on radę! Cały czas jechaliśmy ze zbędnym balastem, który doprowadził nas pod Narodowy Stadion Rugby. Stamtąd po chwili, mogliśmy ruszyć na leżący kilkaset metrów dalej stadion miejski przy Olimpijskiej, na którym swoje mecze obecnie rozgrywa Arka Gdynia. W przeszłości (do 2009 roku), przed modernizacją, był tam dom Kadłubów.

Mimo tego, że wejście rozpoczęliśmy na kwadrans przed pierwszym gwizdkiem, wszystko poszło tak sprawnie i szybko, że ostatnie osoby weszły już w 10. minucie spotkania. Było nas dokładnie 367 osób, w tym 10 fanów Górnika — dzięki za wsparcie!

Na „Górce” frekwencja bez rewelacji. Nie pomagał im też fakt, że nie stali w kupie. Lepiej prezentowała się trybuna prosta, z której co rusz, przerośnięte warchlaki rzucały w naszym kierunku gesty w postaci środkowego palca. To tam w sumie tradycyjne zachowanie, ale tak to już jest, jak ktoś się w chlewie wychował.

Z początkiem spotkania „Śledzie” rzuciły serpentyny oraz machali flagami na kijach. Po chwili w centrum młyna rozwinęli sektorówkę w żółto-niebieskie pasy, a na długości niemal całej trybuny rozciągnęli transparent „NASZA MARKA WSZYSTKIM DOBRZE ZNANA”. Po kwadransie gry odpalili do tego masę piro w postaci m.in. rac, stroboskopów i świec dymnych w swoich barwach. Oprawa z taką liczbą odpalonych środków, zawsze wygląda efektownie, a fakt, że przy Olimpijskiej nie ma obecnie działającej grupy ultras, sprawia, że mogliśmy poczuć się wyróżnieni. Szkoda tylko, że nie uczynili tego także jesienią, nie odwiedzając Katowic mimo wszelkich możliwości… Widocznie marka, o której była mowa w oprawie ludzi morza, ma problemy z podróżowaniem w głąb lądu.

Na ich płocie ze zgodowych barw widoczna tylko flaga Lecha Poznań „PDW”. Co dziwi, to brak barw Polonii, z którą Arka w tym roku obchodzi 48-lecie zgody. Trzeba jednak zaznaczyć, że miejscowi rozpoczęli doping od wokalnego zaznaczenia tej przyjaźni, śpiewając kilka przyśpiewek spod bytomskiego „Olimpu”.

Bluzgali na nas, więc i my nie pozostaliśmy dłużni. Śpiewaliśmy m.in. „tak się tutaj napinacie, a wyjazdy odpuszczacie” oraz niezawodne „Arka Gdynia kurwa świnia!”. Ta przyśpiewka to bez wątpienia jeden z najbardziej znanych polskich bluzgów stadionowych. Ma taki wydźwięk, że mimo braku większych animozji, każdemu z obecnych w Gdyni, sama pchała się na usta. Chęć jej śpiewania można porównać jedynie do wyjazdowego okrzyku „Jesteśmy zawsze tam…”. Znają ją wszyscy, nie tylko ludzie interesujący się piłką oraz trybunami.

Z naszej strony dopingowaliśmy głośno cały mecz, zagłuszając z naszej perspektywy miejscowych. Na stanie mieliśmy transparent „Plachel PDW”, 16 flag na płot oraz dwie na maszcie, którymi machaliśmy przez całe spotkanie. W drugiej połowie to w naszym sektorze się zaświeciło. Odpaliliśmy głównie ognie wrocławskie, których dym spowił boisko na tyle że sędzia na kilka minut przerwał mecz.

Jadąc do Gdyni, nie oczekiwaliśmy, że uda się naszej drużynie zdobyć choćby punkt. Ku naszemu zaskoczeniu to katowiczanie wyszli na prowadzenie w pierwszej połowie, co było dla nas mega napędem dopingowym. Niestety w drugiej części gdynianie strzelili dwie bramki. Co gorsza, druga z nich wpada w momencie, w którym to my obiecywaliśmy „Śledziom” że „zaraz strzelimy”. Fala nienawiści i satysfakcji miejscowych, jaka wylała się w tym momencie w naszą stronę z sąsiedniej trybuny, była ogromna, lecz ta sytuacja tylko nas zmobilizowała do zwiększenia mocy decybeli. Zmobilizowała także naszych piłkarzy, którzy atakowali raz za razem bramkę MZKS-u, który by nie dopuścić do utraty bramki, faulował w ostatniej akcji meczu na polu karnym! Do jedenastki podszedł kapitan naszego zespołu, który mimo dobrego wyczucia gdyńskiego bramkarza, nie dał mu żadnych szans, uciszając zarazem pokwikiwania kaszubskiej publiki. W naszym sektorze zapanował szał radości. Cały mecz trzymał w napięciu, wyzwalając masę emocji, lecz czy jest coś piękniejszego w piłce nożnej niż gol w ostatnich sekundach spotkania?

Następnie jeszcze chwilę wspólnie z drużyną cieszymy się z rezultatu, a jeden z fanów, pod wpływem ekstazy wywołanej ostatnim golem, wykrzykiwał nawet „kto wygrał mecz?”. Dopiero po chwili przypomniano mu, że przecież padł remis :-)

W drogę powrotną udaliśmy się po tradycyjnym odczekaniu, aż miejscowi się rozejdą. W Katowicach zameldowaliśmy się po 6:00 rano. Na powrocie, jeden z naszych 8-osobowych minibusów należący do jednego z FC, udając się w swoją stronę, nie zatrzymał się podczas ataku Zagłębia (5 fur). Plus dla rywali.

Oflagowanie: PERSONA NON GRATA (debiut — wyjazdówka), WYJAZDOWI KONESERZY, GzG’05, ONE NINE SIX FOUR, WŁADCY MYSŁOWIC (mała), BBG – BOGUCICE, MAŁOPOLSKA, WITOSA, ŚP. CICIOL, ŻORSKA GIEKSA (mała), ŚP. MUCHA, SIEMIANOWICE ŚLĄSKIE, JAWORZNO ON TOUR, GKS KATOWICE (gardina), DUMA ŚLĄSKA.

Giszowiec obecny w 33 osoby, co stanowiło najliczniejszą brygadę na wyjeździe. Na tym wyjeździe debiut zaliczyły nasze dzielnicowe szale, których wydaliśmy 185 sztuk. Koszt wyjazdu to 180 zł.

FOTOGALERIA: GieKSa.pl

FOTOGALERIA: GieKSa.pl (2)

FOTOGALERIA: gkskatowice.eu

FOTOGALERIA: Arkowcy.pl (1)

FOTOGALERIA: Arkowcy.pl (2)

FOTOGALERIA: Arkowcy.pl (3)

FILM: 19.03.2022 Arka Gdynia – GKS Katowice DOPING I POŁOWA

FILM: 19.03.2022 Arka Gdynia – GKS Katowice DOPING II POŁOWA

FILM: 19.03.2022 Arka Gdynia – GKS Katowice SKRÓT

FILM: 19.03.2022 Arka Gdynia – GKS Katowice KONFERENCJA

FILM: 19.03.2022 Arka Gdynia – GKS Katowice OPRAWY

FILM: 19.03.2022 Arka Gdynia – GKS Katowice OPRAWA ARKI

Relacja sportowa

Arka Gdynia: Krzepisz – Marcjanik, Memić, Dobrotka (8. Zmorzyński), Milewski, Stępień, Deja, Hiszpański (84. Sasin), Aleman (46. Kobacki), Adamczyk (90+5 Bednarski), Czubak.
Trener: Ryszard Tarasiewicz

GKS Katowice: Dawid Kudła – Hubert Sadowski, Arkadiusz Jędrych, Grzegorz Janiszewski – Zbigniew Wojciechowski, Oskar Repka (80. Marcin Stromecki), Rafał Figiel, Adrian Błąd (80. Marcin Urynowicz), Patryk Szwedzik (86. Jakub Karbownik), Grzegorz Rogala – Filip Szymczak (86. Filip Kozłowski).
Trener: Rafał Górak

Bramki: Michał Marcjanik (74), Karol Czubak (89) – Filip Szymczak (25), Arkadiusz Jędrych (97)
Sędzia: Wojciech Myć (Lublin)
Ż. kartki: – Oskar Repka

W meczu 24. kolejki GKS Katowice zmierzył się na wyjeździe z Arką Gdynia. Do jedenastki katowiczan wrócił Zbigniew Wojciechowski. Zabrakło z kolei pauzującego za kartki Arkadiusza Woźniaka. Pierwsze fragmenty gry były wyrównane. Obie ekipy stwarzały sytuacje. Potężnym strzałem zza szesnastki zaskoczył bramkarza Arki Rafał Figiel. Katowiczanie nie czekali cofnięci, chcieli aktywnie konstruować ataki. W 25. minucie piłkę w szesnastkę zagrywał Grzegorz Rogala, ta znalazła się pod nogami Filipa Szymczaka, który skierował ją do bramki. Goście wyszli na prowadzenie.

Wynik przed przerwą nie uległ zmianie, choć Arka kilka razy była w stanie zagrozić bramce strzeżonej przez Dawida Kudłę. Nasz bramkarz jednak nie skapitulował. Niestety zupełnie inną historią była druga połowa, gdy po dwóch strzałach Karola Czubaka, katowiczanie dwukrotnie wyciągali piłkę z bramki. Drugie uderzenie przyszło w 88. minucie, gdy po dobrym dograniu w pole karne, Czubak nie miał przy sobie obrońcy i znalazł miejsce tuż przy słupku. Powtórzył się więc scenariusz z pierwszego meczu tego sezonu pomiędzy ekipami z Katowic i Gdyni, gdy GieKSa także prowadziła i nie była w stanie zdobyć choćby punktu, ale tym razem…

Przed dwoma golami dla Arki, szansę na podwyższenie wyniku miał Grzegorz Janiszewski, gdy znalazł się na piątym metrze w polu karnym rywala. Jego strzał został jednak zablokowany przez defensora. W końcu w doliczony czasie gry sędzia podyktował jedenastkę dla GieKSy. Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych i pewnym strzałem doprowadził do remisu. W ten sposób katowiczanie uratowali cenny punkt w Gdyni.

Źródło: gkskatowice.eu

Relacja sportowa

W 24. kolejce Fortuna I Ligi GKS Katowice zmierzył się w wyjazdowym spotkaniu z plasującą się wyżej w tabeli Arką Gdynia.

W porównaniu do ostatniego meczu, w naszym zespole wypadł ze składu Arkadiusz Woźniak (pauza za kartki), a do pierwszej jedenastki powrócił Zbigniew Wojciechowski.

Punktualnie o 20.30 arbiter Wojciech Myć rozpoczął piłkarskie widowisko. Kilkanaście sekund później mecz po raz pierwszy został przerwany ze względu na kilkadziesiąt serpentyn, które wylądowały w okolicach bramki Kacpra Krzepisza. Po uprzątnięciu grę wznowiono. W 3. minucie spotkania po akcji lewym skrzydłem pierwszy rzut rożny dla gości, po którym niestety niecelnie strzelał Szwedzik, a następnie Sadowski. W 5. minucie mocnym strzałem popisał się Figiel, ale pewnie interweniował bramkarz Arki. W 8. minucie pierwszą zmianę przeprowadzili gospodarze – kontuzjowany Dobrotka musiał opuścić murawę, a zastąpił go Zmorzyński. W 12. minucie pierwszy strzał wysoko ponad bramką Kudły oddali gospodarze. Pierwszy kwadrans to obraz dużej niedokładności w rozegraniu z obu stron. W 19. minucie po rykoszecie minimalnie obok słupka strzelał Szymczak. Minutę później Szwedzik po błędzie obrońców z Arki znalazł się w idealnej sytuacji na zmianę wyniku, jednak w ostatniej chwili wybito mu piłkę spod nóg. W 23. minucie efektowną przewrotką po dośrodkowaniu chciał popisać się Szymczak, ale nie trafił czysto w piłkę. W 25. minucie po zamieszaniu w polu karnym gola dla GieKSy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego zdobył Filip Szymczak. W 30. minucie Szwedzik miał możliwość podwyższyć wynik, piłka minimalnie ominęła słupek gospodarzy. Siedem minut później dwukrotnie w ostatniej chwili piłkę zmierzającą do bramki Kudły wybijali obrońcy Trójkolorowych. Chwilę później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i główce Czubaka efektywnie interweniował nasz bramkarz. Arka nie przestawała atakować i widać było, że szybko chce doprowadzić do wyrównania. W 43. minucie wysoko nad bramką strzelał Aleman, po czym ostro krytykował decyzję sędziego, twierdząc, że był faulowany. Minutę przed przerwą podanie sam na sam z bramkarzem Arki otrzymał Błąd, szybciej do futbolówki dobiegł jednak Krzepisz. Po czterech doliczonych minutach piłkarze zeszli do szatni na przerwę.

Druga połowa zaczęła się z jedną zmianą u gospodarzy. Po naszej stronie trener Górak zdecydował nikogo nie zmieniać. W 49. minucie pierwszą okazję na zmianę wyniku zmarnował Kobacki. W 54. minucie po błędzie Szwedzika było groźnie w naszym polu karnym, szczęśliwie dla nas bez konsekwencji. W 56. minucie w końcu GieKSa miała sytuację do zmiany wyniku. Po rzucie wolnym z około 30 metrów i wielkim zamieszaniu piłka wypadła poza bramkę na rzut rożny. Po wznowieniu mieliśmy kolejną okazję dla gości, po której piłkę z rąk wypuścił Krzepisz, niestety żaden z GieKSiarzy nie zdołał jej dobić. W odpowiedzi w 61. minucie bliscy wyrównania byli gospodarze, po nie mniejszym zamieszaniu niż chwilę wcześniej po przeciwległej stronie boiska. Chwilę później Deja minimalnie spudłował, a Kudła tylko odprowadzał piłkę wzrokiem. W 70. minucie sędzia przerwał spotkanie po raz drugi, na skutek sporego zadymienia po racowisku w wykonaniu GieKSiarzy. Trzy minuty później szansę z rzutu rożnego wykorzystała Arka i wyrównała wynik meczu. Strzałem z kilku metrów Kudłę zaskoczył Marcjanik. W 76. minucie obok słupka po raz kolejny spudłował Deja. Arka nadal napierała – Czubak strzelił prosto w naszego bramkarza. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry gola dla Arki zdobył Czubak. Sędzia doliczył aż 5 minut, w tym czasie GieKSa przejęła inicjatywę, czego wynikiem był rzut karny po zaciętym pojedynku pod bramką Krzepisza. Wynik na 2-2 ustalił Arkadiusz Jędrych, który pewnie pokonał golkipera gospodarzy z jedenastu metrów.

Wywieźliśmy cenny punkt z trudnego terenu.

Źródło: GieKSa.pl