Odra Opole 1-2 GKS Katowice

22.04.1979

Na stadionie przy ul. Oleskiej zjawiło się sześciu kibiców z Katowic przyodzianych w „żółto-zielono-czarne” szaliki. Na wyjazdy umawialiśmy się w czasie meczu u siebie. W dniu wyjazdu spotykaliśmy się przeważnie w sześć do dziesięciu osób pod zegarem na dworcu PKP. Nie było mowy o jakimś zoganizowanym wyjeździe, jak ma to miejsce dzisiaj. Wtedy jeździliśmy bez obstawy milicyjnej. Chowaliśmy szaliki pod swetry i wsiadaliśmy w pociąg. Gdy zbliżaliśmy się do jakiegoś miasta, często odbywało się w pociągu „przeszukanie” przez kibiców innej drużyny. Sztuką było nie dać się „namierzyć”. Wtedy na dworcu w Opolu czekali na nas kibice Odry, ale mieliśmy sposoby jak nie zauważonym przejść obok nich. Ja np. pomogłem dźwigać bagaż jakiejś babci i udawałem jej wnuka. Na stadionie oczywiście nie było żadnych wydzielonych sektorów a bilety kupowało się w kasach razem z miejscowymi. Siadaliśmy z boku, wyciągaliśmy szaliki i zaczynaliśmy dopingować. Po meczu znów chowaliśmy szaliki i próbowaliśmy się wmieszać w tłum, tak by bez uszczerbku dotrzeć na dworzec. Gdy miejscowi szukali nas przed odjazdem, to rozdzielaliśmy się na małe grupki i do pociągu wchodziliśmy tuż przed jego odjazdem. Muszę jednak przyznać, że wtedy jeszcze traktowano nas „łagodnie”, bo dopiero zaczynaliśmy funkcjonować w kibicowskim świadku.

Coper

Źródło: Monografia GieKSy Tom I