Olimpia Poznań 1-1 GKS Katowice

23.09.1994

Relacja GieKSiarza

Meczem z poznańska Olimpią rozpoczęliśmy czarną serie wyjazdów. Nasz kochany GKS bardzo dobrze spisywał się w pucharach i swoje ligowe mecze zaczął grywać w piątki. Niestety dla kibiców którzy chcą jechać na wyjazd dzień ten nie sprzyjał. Wiadomo czemu, aby wyjechać na Olimpie, Lech czy Pogoń, trzeba jechać już w czwartek wieczorem. A kibic musi przecież z czegoś żyć, jedni pracują a każda „bumela” może spowodować wyrzucenie z pracy, inni się uczą a inni olewają cały system i jeżdżą na mecze. Jednak takich było niewielu.
Na mecz z Olimpią wyjechało nas niecałe 30 osób (Gdyby mecz był rozgrywany w sobotę, pewnie pojechałaby nas setka). Umówiliśmy się na żabie o 6:00, i aby uniknąć obstawy postanowiliśmy jechać do Tarnowskich Gór.
Gdy już w Tarnowskich Górach weszliśmy do pociągu nagle szok. Tutaj są pały. Nikt oczywiście nie miał biletu i psy zaczęły pojedynczo wyciągać nas na peron. W pociągu został tylko CHUDY z rodzinką i DZIADEK. Gdy pociąg odjechał dostaliśmy totalnej ku*wicy. Psiarnia nas otoczyła i chcieli, byśmy wracali do Katowic. Ekipa ich wyśmiała jednak brakowało koncepcji wyjazdu z Tarnowskich Gór. W końcu w siedem osób pojechaliśmy do Gliwic (Burek, Opał, Fila, Kimla, Dziki, Murzyn i Paweł) skąd było połączenie do Wrocławia.  Niestety nasz skład tutaj jeszcze bardziej uszczuplał bowiem kobuchy wraz z sokistami wyrzuciły 4 osoby. Na mecz dojechali tylko Opał, Paweł i Kimla, którzy nawet się nie ujawnili ponieważ nie mieli nawet jednej flagi czy szalika. Nie spotkali na stadionie ani Chudego, ani Dziadka. Wrócili razem z piłkarzami autokarem.

Źródło: zin PSYCHO FANATIC’S nr 2, 1994