Piast Gliwice 2-0 GKS Katowice

03.09.2007

W Gliwicach w klatce gości zameldowały się 373 osoby (dostaliśmy tylko 200 biletów). Z różnych względów na stadion wchodzimy przez całą pierwszą połowę, co miało znaczący wpływ na jakość naszego dopingu. W drugiej połowie wychodził on nam już o niebo lepiej. Na meczu lecą bluzgi tak z jednej, jak i z drugiej strony. Piast prezentuje dwie oprawy. Pierwsza ze szkolną tablicą i transparentami, druga z teletubisiami i transparentem na płocie wystosowanym do układowiczów (GKS&KSG). My oprawy nie prezentujemy żadnej. Za to jak zwykle w większości ubrani jesteśmy na żółto, choć tym razem żółte koszulki zastępujemy żółtymi pelerynkami. Mamy ze sobą dwie fany – jedną naszą „GieKSa On Tour” i jedną przywiezioną przez naszych braci z Ostrawy „Ultramaniacs”, którzy na tym meczu zameldowali się w sile 10 osób. Dzięki za wsparcie.

Źródło: TMK

Relacja GieKSy

Na ten mecz dostajemy początkowo skandalicznie małą liczbę biletów. Na zbiórce wyznaczonej na godzinę 17:00 są jednak i osoby, które nie zdążyły się załapać na skromną pulę wejściówek.
Około godziny 18:30 wszyscy ładujemy się w pociąg rejsowy do Gliwic. Cały czas jedziemy w obstawie tych co zawsze. W Zabrzu dosiada się kilkudziesięciu kibiców Górnika Zabrze. Po krótkiej (40 minutowej) podróży jesteśmy na dworcu w Gliwicach.
Zaczyna padać deszcz, więc w ruch idą… żółte pelerynki. Ubrani są w nie prawie wszyscy co daje zajebisty efekt. Dość szybko przemieszczamy się wąskimi uliczkami w stronę stadionu Piastunek.
I tam zaczynają się cyrki. Najpierw długo trwa otwieranie bramki wejściowej (za którą robi po prostu dziura w płocie), a następnie jesteśmy wpuszczani bardzo powoli przez znanych nam Scorpionów. Wielokrotnie różne służby próbują nas prowokować, jednak perspektywa wyjazdu na Jastrzębie i postawa kilku osób od nas, zapobiega awanturze i w konsekwencji pewnemu zakazowi wyjazdowemu.
Gdy ktoś prześlizgnął się już przez ową dziurę, to czekała o drobiazgowa kontrola. Skorpiony chciały nawet… rozkręcać bęben. Dopiero w okolicy 60 minuty wszyscy meldujemy się w klatce, albo bardziej „klateczce”. Na Dodatek jak upchano nas na sektorze, to… łańcuchem zamknięto wyjście.
Wywieszamy dwie fany: „GieKSa On Tour” oraz Banikową – „Ultramaniacs”. Prowadzimy dość dobry doping, nie obywa się bez bluzgów. Piast prezentuje się dość słabo. Ich oprawa nawiązująca do teletubisiów zostaje przez nas skwitowana krótkim: „oprawa roku, o ku*wa oprawa roku”.Po meczu jesteśmy dość długo trzymani na sektorze. Przed nami zza płotu, kozaczy Scorpion. Nie obywa się bez hitowych piosenek, tekstów oraz wyliczanek. Humor po przegranej na pewno się nam poprawił. Po wyjściu z klateczki udajemy się szybko na zug, który już na nas czekał dobre kilkanaście minut. Następnie kilka ręcznych, a potem spokojnie trafiamy do Katowic.
Nasza liczba tego dnia to 373 osoby, w tym 10 Banika (Dzięki za wsparcie).

Źródło: zin SK1964 nr 10 (Katowice) wrzesień 2007

Relacja Piasta Gliwice

Na ten bardzo długo wyczekiwany mecz wreszcie mamy okazje pokazać się ze strony ultras. W młynie jest nas około 700 w porywach do 800 osób. Przygotowane na ten mecz zostają 2 oprawy. Pierwsza to tzw. „lekcja”. Przedstawiamy różne postacie uczniów (o sportowych sylwetkach) oraz tablicę szkolną z tematem „CAŁE ŻYCIE PIAST GLIWICE”. Wszystko w asyście niebiesko-czerwonych pasów materiału, co daje dobry efekt. Następna oprawa to już hit tego meczu, czyli dwa teletubisie w barwach i z herbami „układowiczów”. Wszystko podkreślamy transparentami o treści „Kiedyś kosa, dziś układy – na pedałów nie ma rady”. Goście z Katowic wykorzystali całą pulę biletów przyznaną przez nas śmieszny zarząd, czyli 250 biletów. Z nimi kilka osób z zabrzańskiego Górnika. Są dobrze oflagowani. Ogólnie nie prowadzą dopingu, czasem tylko coś krzykną. Po drugiej oprawie jakby całkowicie ucichli.

Źródło: ULTRA nr3