PL: GKS Katowice 2-5 Wisła Kraków

14.05.2002, Półfinał Pucharu Ligi

Relacja Wisły

Z organizacją tego wyjazdu wynikało małe zamieszanie. W gazetce podaliśmy naszym zdaniem najbardziej optymalny pociąg. M natomiast za pośrednictwem spikera poinformował o innym wcześniejszym, który miał być „specjalnie przygotowany” na naszą obecność. Niema jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło i dzięki temu, że byliśmy wcześniej przed stadionem mogliśmy się rozgościć w przy stadionowej restauracji. Dawno już mecz wyjazdowy nie miał takiego preludium, w knajpie śpiewy, hulanki, swawole. Dobrze, że ochrona nie brała każdego na alcotest, bo większość grupy nadawała się do żłobka. Zawinięto tylko 3 osoby, lecz niestety założono im również sprawy o „obrazę władzy”. Śmiesznie wyglądali Gieksiarze. Z początku bez flag i młyna, dopiero widząc nasze chóralne śpiewy zeszli się trochę do kupy i gdzieś po kwadransie poczłapali do klubu po coś na płot. Wytachali chyba najdłuższą zapchajdziurę w postaci flagi „Całe nasze życie to GKS Katowice” z Giszowca. Tymczasem my już byliśmy we własnym świecie. W drugiej połowie do repertuaru weszło nawet „Niech żyje bal…”, ale nie wszyscy pociągnęli. Nasze gwiazdy przykładowo rozjechały przeciwnika i wszyscy w dobrych nastrojach mogliśmy wrócić do Krakowa. Z kronikarskiego obowiązku dodamy, że było nas 103. I co ciekawe i kołowrotki i liczenie paluchem dało identyczny wynik.

Źródło: Wisła – Niezależny Informator Fanatyków Wisły Kraków