Pogoń Szczecin 1-2 GKS Katowice

10.03.2001

Pierwsza relacja kibica GieKSy

Zacznijmy od początku. Dla kibiców GieKSy dzień meczu zaczął się już o 2 w nocy. Tak wcześnie, ponieważ odległość jaka dzieli Katowice od Szczecina to ok. 600 kilometrów. Trzeba więc tam dojechać. Na dworcu w stolicy Górnego Śląska GieKSiarze zaczęli się pojawiać tuż po pierwszej w sobotę. Planowany odjazd pociągu ze specjalnie doczepionymi wagonami to 2:21. Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Nie zanotowano opóźnień. Pociąg wjechał na peron, doczepiono wagony i kibice rozsiedli się wygodnie w przedziałach. Mimo, że przygotowano specjalne wagony dla nich, niektórzy poszli do innych wagonów oraz do wagonu barowego „Wars”. W czasie drogi było bardzo wesoło i głośno, świętowano rocznicę urodzin jednego z GieKSiarzy :) . W każdym większym mieście po drodze czekały duże oddziały policji, w celu pilnowania porządku na dworcach. Nie zdarzył się żaden atak ze strony kibiców innych drużyn. O 11 dojechaliśmy do stacji Szczecin-Dąbie, gdzie wysiedliśmy. Czekały tam na nas dwa przegubowe autobusy Ikarus, do których po spisaniu każdego weszliśmy. Po kilku minutach autobusy wyruszyły w obstawie 9 policyjnych transporterów. Przejazd na stadion Pogoni trwał ponad pół godziny. Następne pół godziny trwało kupno biletów, które kosztowały 16 złotych. Z tej kwoty 1 złoty jest przekazywany na Klub Sympatyków „Pogoni” Szczecin. Zajmuje się on oprawą meczów oraz dofinansowaniem wyjazdów zorganizowanych grup kibiców Pogoni. Moim zdaniem od kibiców gości nie powinno się pobierać tej złotówki, gdyż przeznaczana jest tylko dla jednej strony. Na sektorze pojawiliśmy się na dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania. Jeden z ładniejszych sektorów dla gości, jakie widziałem. Dotyczy to głównie krzesełek. Po obliczeniach okazało się, że zameldowało się 228 kibiców. Liczba ta zawiera 10 kibiców Banika Ostrava, którzy nam towarzyszyli. Jest to bardzo duża liczba patrząc na odległość, jaką pokonaliśmy. Kilka minut przed spotkaniem, na trybunach gospodarzy, rzucono setki serpentyn, konfetti i zapalono świece dymne. Dało to ciekawy efekt.

Wreszcie o 14:30 piłkarze obu drużyn weszli na murawę i sędzia zaczął mecz. Początek spotkania należał do gospodarzy, choć katowiczanie nie murowali bramki, jak to wcześniej przepowiadano. Grali odważnie i z każdą minutą coraz częściej dochodzili do pola karnego Pogoni. W 39 minucie nieporozumienie obrońców szczecińskich wykorzystał Tomasz Moskała. W swoim debiucie zdobył pierwszą bramkę dla GieKSy. Po tym golu trybuny ucichły. Natomiast coraz głośniej było słychać kibiców gości. Nie ma się co dziwić, tak dobrze grającej drużyny już dawno nie widziałem. Pierwsza połowa była tylko preludium tego, co wydarzy się w drugiej. W momencie, gdy się wygrywa czas dłuży się niesamowicie. Każdy z nas chciał, by spotkanie jak najszybciej się zakończyło. W czasie przerwy na murawie wystąpił zespół taneczny. Spotykany jest częściej podczas meczów koszykówki, a nie piłki nożnej. Po piętnastu minutach odpoczynku piłkarze wrócili na murawę. Nasi szybko uzyskali przewagę. Nie oddali jej przez 35 minut. Gra praktycznie toczyła się na połowie Pogoni. Katowiczanie co chwilę odbierali piłkę miejscowym i przeprowadzali ataki na ich bramkę. Wreszcie przyszła 86 minuta. Mikulenas przeprowadza kontratak. Podaje piłkę Bale, ten trafia do siatki. Po zdobyciu tej bramki radość na sektorze była ogromna. Kibice skakali, ściskali się, śpiewali. Już dawno piłkarze nie dali nam tyle szczęścia. Jednak po 3 minutach w zamieszaniu na polu karnym sędzia doszukał się nieczystego zagrania jednego z katowiczan. Dyktuje rzut karny dla gospodarzy. Dźwigała go wykorzystuje. Minuta do regulaminowego końca spotkania. Sędzia dolicza 4 minuty. Przed nami pięć minut nerwów. Miejscowi próbują jeszcze atakować. Jednak nasi odzyskują spokój, przetrzymują jak najdłużej piłkę. Sędzia gwiżdże. Koniec meczu. Trzy punkty na tak trudnym terenie. Dziękujemy piłkarzom. Oni nam za gorący doping. Miejscowi szybko opuszczają murawę i trybuny. Zawodnicy GieKSy dają dużo wywiadów mediom. W radosnych nastrojach idziemy do autobusów i spieszymy się na pociąg do Katowic, który wyjeżdża zaraz po meczu. W momencie, gdy wyjeżdżamy ze stadionu miejscowi kibice żegnają nas gradem kamieni. Rzucają przeważnie bardzo młodzi kibice. W drugim autobusie zostaje wybita jedna szyba. Kilka minut przed 17 jesteśmy już w pociągu. Po drodze bez niespodzianek. W Poznaniu czai się Lech, lecz na peronach pełno policji i do niczego nie dochodzi. W Hanysowie jesteśmy o 1:20. Był to jeden z lepszych wyjazdów ostatnich miesięcy. Wpłynęło na to kilka czynników: atmosfera w czasie jazdy, duża ilość kibiców, a przede wszystkim wynik meczu. Na naszym sektorze zawisły 3 flagi GieKSy: SK 1964, VIP, GieKSiarze oraz jedna Banika. Doping był dobry, szczególnie w drugiej połowie. Parę słów o kibicach Pogoni. Muszę przyznać, że się zawiodłem. Te kilkanaście tysięcy ludzi powinno stworzyć wspaniałe widowisko. Tylko przed rozpoczęciem spotkania było ciekawie, kiedy rzucono fajerwerki i konfetti. Doping był słaby, nie skoordynowany. Jednak najbardziej zaskoczyło mnie zachowanie części kibiców po drugiej bramce dla GieKSy. Zaczęli oni opuszczać trybuny. Przecież piłkarze mieli jeszcze kilka minut na strzelenie bramki. Na szczęście strzelili tylko jedną, która padła z rzutu karnego. Sędziowanie w tym meczu było jednostronne. W pierwszej połowie arbiter cały czas gwizdał z korzyścią dla gospodarzy, później już był bardziej obiektywny. Jednak w tym dniu nic nie mogło przeszkodzić GKS-owi w odniesieniu zwycięstwa. Byli po prostu lepsi.

Źródło: zin SK1964 nr 11

Druga relacja kibica GieKSy

Do Szczecina jedziemy pociągiem specjalnym w ok.  240 osób, w tym 10 kibiców Banika Ostrava. Droga do Szczecina mija spokojnie, na miejscu psy wszystkich nas spisują, po czym pakują do 2 autobusów i zawożą nas na stadion.

Na meczu obecnych 14 tysięcy ludzi, ze strony Pogoni niezła prezentacja (race, pomarańczowe świece i dużo serpentyn).

Po meczu psy od razu pakują nas do autobusów i zawożą na dworzec, po drodze mała kamionka ze strony Pogoni (wybili kilka szyb), w tym czasie nic nie można zrobić, gdyż jesteśmy eskortowani przez duże ilości psiarni. Droga powrotna również mija w spokoju. Jedynie w Poznaniu na dworcu stało trochę Lecha, ale jest spokój ze względu na psy.

Źródło: zin BLACK BRIGADE nr 4

Relacja Pogoni

Na meczu zjawiło się 14 tysięcy kiboli Pogoni i około 250 z Katowic. Na początek meczu rzucamy 5 tysięcy serpentyn, odpalamy puszki dymne i kilka rac. Doping w naszym wykonaniu był dobry do momentu strzelenia przez GKS pierwszej bramki. W tym momencie śpiewy ucichły.

GKS przez pierwszą połowę śpiewał bardzo rzadko. Przywieźli ze sobą trzy swoje flagi: tą na wzór rejestracji, „VIP” i chyba „Gieksiarze”. Mieli również flagę swoich ziomali z Ostrawy. U nas oprócz flag na płoty na murawie  rozłożona była duża flaga. Po meczu hanysy szybko opuściły trybuny.

Później chyba coś się działo w okolicach stadionu. Psiarnia, która ochraniała sektor GKS-u po ich wyjściu nagle zaczęła szybko biec w stronę bram wyjściowych, a w oddali było słychać wycie pieskich sygnałów. Ale co tam  się działo, tego nie wiem. Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla GKS-u.

Gumbi

Źródło: ultrafanatic.pl

Relacja GKS-u

Nas ok. 240 + 10 Banik. jedziemy specjalnym pociągiem, na meczu policja wszystkich spisuje i zawozi na stadion. Na meczu spokój, ze strony Pogoni niezła prezentacja (race, świece, serpentyny). Po meczu od razu policja pakuje nas do autobusów i eskortuje na dworzec. Po drodze mała kamionka ze strony Pogoni (wybili kilka szyb). Kilku od nas wybiega z autokaru, ale zaraz zawraca ich policja. Dalej już spokój.

Źródło: TMK