GKS Katowice 0-3 Warta Poznań

16.05.2012, środa 19:00 – widzów 1500

Wczoraj GKS przegrał u siebie z Wartą Poznań 3:0. Pierwszą bramkę straciliśmy już w 4 minucie, kolejne w 10 i 23. Tak słabego występu naszych grajków od dawna nie oglądaliśmy.

Co do kibiców to wielokrotnie pokazują swoje niezadowolenie z Centrozapu, prezesa Krysiaka i postawy piłkarzy podczas tego meczu. Warto zaznaczyć że w drugiej połowie stery na gnieździe objął najmłodszy młynowy w historii, mało tego poprzez rozbawienie swoja osobą i charyzmom pociągnął doping do końca meczu.

Relacja Ultras GieKSa

Mecz z Wartą był ostatnim meczem przy Bukowej w tym smutnym sezonie. Na płocie znów zabrakło flag, a na stadion przyszło bardzo mało kibiców. Ci, którzy się pojawili mieli nadzieję na przypieczętowanie utrzymania w lidze pewnym zwycięstwem z Wartą. Bardzo szybko przyszło jednak rozczarowanie i po 20 minutach mecz właściwie się skończył. Jeden zryw przy wyniku 0-2, a później na murawie byliśmy bezsilni. Prawdę mówiąc kibicowsko wyglądało to tak samo. Nikt nie umiał uwierzyć w to co się stało na boisku, ciężko było zebrać się do konkretnego dopingu. To było jedno z najgorszych spotkań w historii GKS-u Katowice przy ulicy Bukowej. W drugiej połowie nagle jeden z chłopców, którzy stali na gnieździe podniósł mikrofon i pociągnął Blaszok, a czasem i cały stadion do dopingu, jakiego nie było nawet przez moment w ciągu całego meczu.

Miejmy tylko nadzieję, że to ostatnie z takich spotkań przy Bukowej, że od nowego sezonu będziemy mieli nowy zarząd, jakiś pomysł na zarządzanie klubem, lepszych piłkarzy, na płot wrócą flagi, a na trybuny atmosfera, oraz kibice gości… Oby.

Berki

Źródło: GieKSa.pl

Relacja kibica GieKSy

Drugi z kolei mecz w środę o 19:00. Nie wiem szczerze jak zacząć opis tego meczu. Już po około 20 min gry przegrywaliśmy z Wartą… 0:3 a na boisku do końca meczu nasi piłkarze rozegrali chyba najsłabszy mecz w tym sezonie. Również frekwencja była bardzo słaba. Nie ma co szukać winnych tylko solidnie wziąć się do roboty. Jedyny bardzo pozytywny akcent tego dnia to dzieciak na gnieździe, który prowadził zajebisty doping przez całą drugą połowę! To było coś niesamowitego jak Blacha mimo pustek bardzo głośno darła gardła pod przewodnictwem kilkuletniego GieKSiarza! Młoda krew rządzi :)
„Panie Krysiak panu już dziękujemy taczka czeka” takie hasło padło na trybunach i chyba można je uznać za bardzo dobre podsumowanie naszych żądań i oczekiwań! GieKSa to MY!

Branik

Źródło: zin SK1964 nr 44 (Katowice) maj 2012

FOTOGALERIA: Gieksiarze.pl

FILM: 16.05.2012 GKS Katowice – Warta Poznań

Relacja sportowa

Piłkarze GKS Katowice do meczu z Wartą przystępowali jako do spotkania, które praktycznie mogło zapewnić naszemu zespołowi utrzymanie. W razie wygranej GKS byłby tego naprawdę blisko. Przegrana lub remis komplikowałyby sytuację, ale takiego scenariusza w Katowicach nikt nie zakładał.

Trener Rafał Górak wystawił na ten mecz identyczną jedenastkę jak w Szczecinie z Pogonią. Tam GKS rozegrał całkiem dobre zawody i nie mieliśmy powodów oczekiwać, że w meczu ze spokojną Wartą będzie inaczej.

Tymczasem od początku meczu to goście osiągnęli przewagę i już w 2. minucie mogli prowadzić, ale dobrze z bramki wyszedł Jacek Gorczyca. Dwie minuty później jednak musiał wyciągać piłkę z siatki, kiedy po dośrodkowaniu z lewej strony boiska piłka trafiła pod nogi niepilnowanego zupełnie Piotra Reissa, który dał prowadzenie gościom. Kilka minut później kolejna akcja lewą stroną, Piotr Giel na piątym metrze pośliznął się i wydawało się, że sytuacja jest zażegnana. Tymczasem ni to leżąc, ni siedząc kopnął piłkę do bramki i było już 0:2 w 10. minucie. W 23. minucie znów akcja… lewą stroną, dośrodkowanie i kolejny gol. W tym momencie goście prowadzili trzema bramkami, a na trybunach był szok i niedowierzanie. Warta mogła strzelić jeszcze jednego gola, ale Reiss z woleja chybił. Do końca pierwszej połowy GKS nie mógł się pozbierać i nie zagroził bramce Jakuba Słowika.

W drugiej części gry spodziewaliśmy się, że GKS pokaże cokolwiek lepszego. Nic z tego. Katowiczanie wyszli, aby przetrwać te 45 minut. Były jakieś próby akcji, ale kompletnie bez efektów. Kompletnie. Masa błędów i praktycznie zero zagrożenia poznańskiej bramki. Najlepszą okazję miał chyba Bartłomiej Chwalibogowski, który kąśliwie uderzył, a bramkarz odbił piłkę. Warta nie potrafiła już nic zrobić z przodu, ale nie musiała. Wystarczyło umiejętne wybijanie piłkarzy GKS z rytmu. Rytmu, którego i tak nie było od początku meczu.

Opisywanie większej ilości sytuacji mija się z celem. GKS w jednym z najważniejszych meczów sezonu przegrał z kretesem, nie wykazując takiej woli walki, jaką chcieliby widzieć kibice. Dodatkowo pokazali się z bardzo kruchej psychicznie strony, skoro po kiepskim początku meczu (to się zdarza) nie potrafili się odbudować mentalnie. Psychika po drugiej straconej bramce siadła i widzieliśmy na boisku jedenastu zagubionych ludzi, a nie zespół piłkarski. Przykro było patrzeć na bezradność GKS w tym spotkaniu, tym bardziej, że w tej rundzie nie widzieliśmy czegoś takiego. Były słabe mecze z Wisłą czy Zawiszą, ale nie widzieliśmy takiego rozbicia, takiego braku wiary w cokolwiek.

Wisła Płock przegrała u siebie z Polonią Bytom i przez to nie zrobiło się bardzo gorąco, bo została utrzymana czteropunktowa przewaga. To jednak sprawia, że na wyjazdach GKS musi zapunktować. Przed katowiczanami dwa mecze – w Gliwicach, gdzie podrażniony i walczący o awans Piast zrobi wszystko, żeby wygrać oraz w Nowym Sączu, gdzie trener Robert Moskal będzie bardzo ambicjonalnie podchodził do meczu.

Nie wiemy, co się stało z GKS Katowice. Piłkarze i trener również w wypowiedziach nie potrafili tego określić. Niejasne jest jak waleczna i mądra drużyna z meczu z Polonią Bytom nagle staje się zagubiona i bezradna. Na pewno duży wpływ mają oszustwa zarządu wobec piłkarzy, którzy naprawdę mają już tego dość. Dlatego można ich zrozumieć, że nie gryzą trawy na maxa przez 100% każdego meczu, ale mimo wszystko są pewne granice przyzwoitości jeśli chodzi o pokazanie zaangażowania. W tym spotkaniu to wyglądało tak, jakby wręcz ostentacyjnie piłkarze przeszli obok meczu.

To są nasze wrażenia wizualne, mamy nadzieję jednak, że piłkarze chcieli, ale nie mogli. Że faktycznie coś ich zablokowało, że po prostu sytuacja ich przerosła, że nie potrafili grać dobrze. Zawodnicy zapewniają, że nie zabrakło im ambicji. Natomiast w takim razie zabrakło im wszystkiego innego – umiejętności, formy, wiary, odwagi i odporności psychicznej.

Mamy też nadzieję, że to wypadek przy pracy, choć jak to brzmi, gdy walczy się o życie? Tu nie ma miejsca na żadne wypadki przy pracy. Tu się jest jak saper.

Mecz był fatalny, ale przed GKS są dwie kolejki, więc tak naprawdę trzeba dać piłkarzom szansę na rehabilitację w Gliwicach. Celem nadrzędnym wciąż jest utrzymanie. Nieważne w jakim stylu – to jest obowiązek drużyny i jedyna szansa, by to wszystko się totalnie nie rozleciało na kawałki, choć i tak wiadomo, że drużyna w tym kształcie nie przetrwa do następnego sezonu…

A tak czysto piłkarsko, to niepojęte jest, jak można w ciągu 19 minut najpierw stracić gola, nie wyciągnąć wniosków, stracić drugiego takiego samego gola, nie wyciągnąć wniosków i stracić trzeciego takiego samego gola. „To się po prostu nie mieści w pale” – jak powiedział kiedyś Grzegorz Skwara… Obrona GKS w tym spotkaniu była wyjątkowo oporna na wiedzę…

GKS Katowice – Warta Poznań 0:3 (0:3)
Bramka:
Reiss (4), Giel (10, 23)
GKS: Gorczyca – Rzepka, Kowalczyk, Napierała, Sobotka – Stefański (46. Chwalibogowski), Beliancin, Cholerzyński (46. Gierczak), Chmiel, Zachara – Pitry.
Warta: Słowik – Wichtowski, Mysiak, Bartkowiak, Kosznik – Nganayama, Grzeszczyk, Foszmańczyk, Bereszyński – Reiss (71. Marciniak), Giel (79. Piceluk).
Ż. kartki:
Stefański, Kowalczyk
Sędzia: Krzysztof Jakubik

Źródło: GieKSa.pl