Polska 1-0 Gruzja

10.08.2011

Relacja kibica GieKSy

Polska – Gruzja. Wydawałoby się, że akurat ten pojedynek jest całkowitym przeciwieństwem meczu podwyższonego ryzyka. Jadąc na to spotkanie i będąc na nim można było odnieść jednak całkowicie inne wrażenie. Ale zacznijmy od początku.

Droga do Lubina mijała nam szybko i sprawnie. Gdy byliśmy już około 30-40 km przed naszym miejscem docelowym pojawiać zaczęły się pierwsze radiowozy. Biorąc jednak pod uwagę to, że w tym dniu odbywał się mecz kadry, aż tak bardzo nas to nie zdziwiło. Sytuacja, którą zastaliśmy już jednak w samym mieście zdecydowanie tak. Policja była dosłownie wszędzie. Całość dopełniał widok, który zastaliśmy na jednej stacji benzynowej znajdującej się niedaleko stadionu – a mianowicie stojące koło siebie kilkanaście radiowozów. Gdybym nie był kibicem i nie wiedziałbym jaki mecz się w ten dzień odbywa to uznałbym, że dziś muszą spotkać się dwaj odwieczni rywale posiadający potężne armie kiboli.

Nie lepiej było na stadionie, gdzie podobną mobilizację widać było w przypadku służb porządkowych. Wiele się mówi o czerpaniu praktyk za zachodniej granicy, ale jak widać nawet i tego dobrze zrobić nie umiemy. Stewart w moim rozumowaniu i z moich doświadczeń jest to uśmiechnięta osoba (często atrakcyjna dziewczyna), która jest po to aby udzielić nam informacji. W polskich realiach jest to dwumetrowy ochroniarz, posiadający przy sobie gaz, w pełnym umundurowaniu. Jedynego podobieństwa można się doszukiwać jedynie w kamizelkach/narzutkach, które faktycznie wyglądają podobnie.

Jeżeli chodzi o samo spotkanie to była to jedna wielka parodia. Gdy udało nam się po małych problemach wejść na sektor w 20 minucie dosłownie nie było osoby na stadionie, która w tym momencie by stała. Z resztą 98% publiki to rodziny z dziećmi i inne osoby, których trudno będzie spotkać podróżując do Mołdawii, czy Czarnogóry. Jeżeli chodzi o doping to raz na 10 minut ktoś coś krzyknął, ale długimi momentami na stadionie panowała po prostu cisza. Nie ukrywam, że widok był dla mnie dość przykry, tak samo jak brawa, gdy boisko opuszczał nasz nowy reprezentacyjny nabytek… Na plus zaliczyć można jedynie pozdrowienia w drugiej połowie spotkania dla PZPN, które jednak od razu spowodowały poruszenie wśród służb porządkowych, które to udały się w stronę intonującego (czy osoba ta poniosła jakieś konsekwencje tego nie wiem).

Reasumując. Nadgorliwość wszelkich służb, która nas w obecnym czasie dotyka całkowicie zabija klimat kibicowski, a spotkanie Polska – Gruzja tylko to w 100% potwierdziło. Skończyło się na tym, że na stadion weszliśmy jako jedni z ostatnich, a wyszliśmy jako jedni z pierwszych, bo na 10 minut przed końcem. Wnioski po tym meczu są takie, że do Warszawy i Gdańska jedziemy na pewno, ale czy spotkania te obejrzymy na stadionie, czy w jakiejś knajpie pod nim na piwie tego na tą chwilę powiedzieć nie mogę. Nie pozostaje nic innego jak tylko przeczekać do euro, a później zaczną się spotkania poza granicami, gdzie klimat meczów kadrowych dalej jest. A jeżeli chodzi o spotkania w Polsce – to cóż, drogi z kumplami w dobrej atmosferze nam nikt nie odbierze, a nieobecność  na stadionie jakoś przeżyjemy. Z punktu widzenia i dla dobra naszej reprezentacji, którą każdy z nas ma w sercu to chyba jednak nie o to chodzi…

PS. Na stadionie nie widać było żadnej osoby w klubowych barwach, więc trudno napisać kto i w jakiej liczbie się pojawił. Po flagach również ciężko to zweryfikować. Powiedzieć mogę jedynie, że poza naszą piątką było jedno auto Rakowa (5) oraz pojedyncze osoby Radomiaka Radom i Chrobrego Głogów.

Zwierzak

Źródło: zin SK1964 nr 36

W Lublinie był przedsmak szalejącej policji przed EURO 2012. Za dotknięcie płotu zostaliśmy spisani i o mały włos nie dostaliśmy zakazów… Ochrona jest jeszcze gorsza, straszą zakazami za palenie papierosa, czy stanie w przejściu. Sam mecz to jeden wielki piknik, wszyscy grzecznie siedzą na swoich miejscach i oglądają kopaczy. Doping? Nie stwierdzono. Na meczu obecnych 5 GieKSiarzy.

Źródło: zin SK1964 nr 42