Polska 10-0 San Marino

01.04.2009, Kielce

Relacja GieKSiarza

Dla mnie to był jeden z najcięższych wyjazdów na kadrę, jednak nie ze względu na alkohol. Z Irlandii wróciłem ostro przeziębiony i w dniu wyjazdu do Kielc, rtęć w termometrze niemiłosiernie wskazywała 39C… Jednak za żadne skarby nie mogłem opuścić meczu i swoich kumpli! Zbiórka została wyznaczona na godzinę 14.00. Do Kielc jechaliśmy samochodem, kierował D, ja, B, K i T jako pasażerowie. Oczywiście nie mogło zabraknąć uszczypliwości pomiędzy mną i B :) B, K i T w tyle samochodu co chwilę przechylali kieliszki z wódeczką, ja ze względu na gorączkę ograniczyłem się do podawania zapitki ;)

Podróż mijała bardzo szybko, mieliśmy jedna przygodę na postoju z…. dziwkami :) Zatrzymaliśmy się na siku i zaraz pojawiły się dwie kobiety, które cnotę straciły pewnie w epoce dinozaurów. Urody nie dostały od natury i nawet gdyby zaproponowały darmówkę to nikt z nas, by się nie zgodził. Jednak, by było wesoło B zaczął zagadywać do nich po angielsku, mieliśmy ubaw po pachy :) Dalsza podróż minęła już bez atrakcji. Po przyjeździe od razu ładujemy się na stadion, kontrola przebiegła bez problemu i na balkonie wywieszamy flagę. Zostajemy przy niej, mimo, że miejsca mamy zupełnie gdzie indziej. Dopóki nie pojawiają się inni kibice nie ma żadnych problemów, do czasu… gdy stadion się zapełnia, „małyszom” w pierwszym rzędzie przeszkadza nasza flaga (siedząc nie widzą boiska). Kilku odważnych zaczyna ja przewieszać niżej. Nasza reakcja jest natychmiastowa i zaraz flaga zostaje zawieszona jak była pierwotnie. Przy okazji z naszej strony poleciało kilka bluzg i ostrzeżenie, by drugi raz takiej akcji nie próbować!

Staliśmy sobie spokojnie na schodach, myśląc, że nie przeszkadzamy nikomu, ale w górnych rzędach osoby, które wygodnie się rozsiadły miały przez nas słabą widoczność. Zaczęli mieć pretensje, by iść na swoje miejsca. My takie żale kwitowaliśmy jedynie uśmiechem i docinkami. W końcu jakiś piknik sprowadził ochroniarza. Na nas to wielkiego wrażenie nie zrobiło, wytłumaczyliśmy mu, że pilnujemy flagi i się nie ruszamy. Do niego to niestety nie docierało, więc powiedzieliśmy mu, by spierdalał! Poszedł….. ale za kilka minut przyszło sześciu z ochrony :) Poprosili grzecznie o bilety i wyprosili nas z sektora.. chcąc nie chcąc musieliśmy wyjść, ale zaraz się wbiliśmy na następny balkon i tam już w towarzystwie większej ekipy z innych klubów zostaliśmy. Naturalnie pikniki coś się buntowały, ale ochrona się nie pojawiła, a my docinaliśmy „januszom”.

Na początku meczu kibice Korony przygotowali ładna oprawę meczową (wielkie brawa), a potem zaczęło się wielkie strzelanie bramek! Doping prowadzony był przez kibiców z Kielc, na trybunie za bramką. Trzeba przyznać, że bardzo się starali i od czasu do czasu do śpiewania włączał się cały stadion. W przerwie chcemy małego rewanżu na ochronie, K idzie na ochotnika zagaduje ziomka i na plecach przykleja mu vlepkę. W drugiej połowie nasi grajkowie strzelają jeszcze cześć bramek i dwucyfrówka staje się faktem. W czasie meczu kibice Korony prócz prowadzenie dopingu dwoma przyśpiewkami przypominają o sobie: „Wisła to stara kurwa” i „Korona Kielce”. Z wiadomych względów chciałbym jak najszybciej dostać się do domu, łyknąć tabletkę na zbicie gorączki i spać. Jednak chłopaki mieli inne plany i zatrzymywaliśmy się na co drugiej stacji CPN w celu uzupełnienia płynów. Ostatecznie w domu jestem około 5 nad ranem, tabletka, spać, a potem do doktora po L-4 :)

Źródło: zin BIAŁO-CZERWONI POLSKA ON TOUR nr 1