Polska 3-0 Norwegia

01.09.2001, Chorzów – Stadion Śląski

Wspomnienia GieKSiarza

Mamy 1 września 2001 roku, ku końcowi zbliżają się Eliminacje do Mistrzostw Świata w 2002 roku. Tego dnia miałem okazje wybrać się na mecz biało-czerwonych. Na wstępie muszę napisać, że w tamtych latach jeszcze reprezentacja miała dla mnie jakąś wartość, więc odwiedzałem regularnie mecze: Włochy, Szwecja, pamiętam także mecze z Mołdawią na stadionie ukochanej GieKSy w 1996 roku, ale przejdźmy do meczu głównego.

Polska – Norwegia! Mecz ten miał przesądzić o tym, czy Polska po 16 latach awansuje do MŚ. W dniu meczu jeszcze napięcie zerowe. Wstałem, zacząłem szukać szalików, może jakieś fany na plecy. Mieszkam w sąsiedztwie Stadionu Śląskiego więc od rana można było z okna zobaczyć pielgrzymki kibiców w stronę monopoli, czy to po prostu zwiedzających i podróżujących z buta w stronę stadionu. Po obiadku z kuzynem lądujemy na małym z pianką w pobliskim pawilonie. Szybka rozmowa na temat meczu i wracamy na „grubą” aleję, by dojść do wejścia. Mija kilka chwil i meldujemy się pod sektorem 37, brama numer 6. Spotyka nas tam to co zawsze czyli: „kurwa mać ile mamy stać” i próba wejścia z bramą. Jako, że moje gabaryty nie powalają, musiałem dzielnie odpierać napór pchających się sfrustrowanych osób :) Po wdrapaniu się na koronę stadionu lądujemy na samej górze sektora. Już po hymnach zaczynamy obserwować, czasem coś dopingować (każdy wie jak na Śląskim wygląda akustyka). Po chwili okazuje się (jak zawsze kurwa z moim szczęściem), że wylądowałem w sektorze niebieskiej „r”. Trudno, w końcu to reprezentacja. Oczywiście kuzyn, z którym to radośnie piłem to z pianką mówi, że bilety kupił w OZPN, na Francuskiej z normalnej puli. Mecz to typowa nerwówka, Polska czuła presję jaka leży w tym spotkaniu. Przed przerwa w naszym sektorze zaczyna się mały młyn. Niebiescy zaczynają mały kocioł, z lewej strony zaczyna się mini show na paski przez płot ze Śląskiem Wrocław, z prawej wjeżdża ochrona i wdupia gaz. Polska strzela bramkę, której nie widzę i tak kończy się pierwsza połowa historycznego meczu.

Druga połowa przebiegła już na spokojnie, na boisku i magicznym sektorze 37. Piłkarze kontrolują grę, Olisadebe w 77 minucie strzela na 2:0 jestem już pewny, że nie możemy tego przedupić. 40 tysięcy kibiców czeka na końcowy gwizdek, którzy mieli okazje zobaczyć piękne spotkanie. Na 3:0 strzela jeszcze Żewłakow i Stadion Śląski wybucha. Po obejrzeniu jak strzelają szampany i bawią się nasi piłkarze wspólnie z Jurkiem Engelsem (do którego de facto wtedy miałem szacunek), kierujemy się w stronę bany. Z przykrością muszę stwierdzić, że był to ostatni mecz repry, na której przeżywałem ten mecz z radością, a nie wkurwieniem. Jeszcze niedawno miałem nadzieje, że coś się zmieni, selekcjonerem został Smuda. Myślałem o kurwa rewolucji w kadrze. Jak pokazało życie jest to jeden wielki syf, nad którym prężnie kontrole sprawuje mafia z PZPN.

T

Źródło: zin SK1964 nr 29

Relacja Rakowa

Na ten mecz było sporo chętnych wśród Rakowa, jednak po raz kolejny dała znać o sobie „nasza” organizacja. Mecz obejrzało w sumie ok. 40 osób z RKS-u. Niestety najliczniejsza grupa liczyła tylko 12 osób, pozostali byli rozbici po całym stadionie na grupki kilkuosobowe. Szkoda. Nikt z nas nie afiszował się barwami klubowymi, jednak na pytanie: „za kim jesteś?” zawsze padała odpowiedź „Raków Częstochowa”. Nikomu to nie przeszkadzało (m.in. dlatego, że nie spotkaliśmy kibiców takiego jednego klubu). Dla większości fanów częstochowskiej drużyny mecz był typową piknikową wyprawą, obfitującą we wzruszające chwile i nadmiar alkoholu w drodze powrotnej.

BERZOWCY ’98

Źródło: zin DIABLOS 2001 nr 5 (Ruda Śląska)

Relacja Widzewa

Mecz ten zapowiadał się bardzo interesująco z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że ŁKS zapowiadał się liczną ekipą razem z ziomalami z Tychów. Sapali coś o tym „że w Chorzowie wszystkosię wyjaśni”. No i chyba się wyjaśniło. Chuligani ŁKS-u pojawili się w imponujacej liczbie zero (chyba, że byli partyzanci) czym chyba zkompromitowali się na dobre. Przed meczem na oklep od naszych hool’s załapali się kibice GKS Bełchatów. Jeden od nas będzie miał sprawę, bo kierowca samochodu w którym poszła szyba pucował policji. „Destroyers” pojawili się w Chorzowie w liczbie 30 osób, nie sądziliśmy że wejdziemy na mecz ponieważ nie mieliśmy biletów. Okazało się jednak, że można było je kupić pod stadionem po 10 zł. Na stadionie spotykamy Chrobrego (ok. 50), później dołączyła Stal rzeszów w 5 osób, pojawili się również kibice Widzewa i wszystkich było nas 50. Na naszym sektorze widać było flagę Hutnika, ale ekipy nie widzieliśmy. Podobno również niedaleko siedziały Katowice, ale było tyle piknikowców, że żadnej ekipy nie można było zauważyć. Na meczu doszło do dwóch awantur. Najpierw Ruch z Lechem zaatakował Śląsk i Motor walka podobno na korzyść atakujących, ale na pewno nie wiem, bo nas jeszcze nie było na stadionie). W przerwie natomiast Niebiescy ruszyli na Górnik, ci początkowo zjebali, ale później konkretnie się postawili! Tak przynajmniej wyglądało to z naszego sektora, a byliśmy bardzo daleko. Z ekip najkonkretniej zaprezentował się Ruch z Lechem. Poza tym na pewno było Zagłębie Lubin, Górnik, Śląsk, Motor, Katowice. Widziałem również flagi klubowe Miedzi i Hutnika. Było na pewno jeszcze wiele innych ekip, ale flag klubowych nie mieli, więc trudno było ich zlokalizować. Mecz ze strony hooligans bardzo nas zawiódł.

PIOTREK

Źródło: zin DIABLOS 2001 nr 5 (Ruda Śląska)

Relacja kibica Jantaru Ustka

Z Ustki wyruszyłem w nocy autokarem w którym jechali niemal sami piknikowcy. Było jedynie 3 fanów Czarnych Słupsk. Przed stadionem jestem 2 godziny przed meczem. Najbardziej w oczy rzuciły się służby porządkowe (było ich bardzo dużo) i psy na koniach. Pod stadionem robię sobie pamiątkową fotkę z flagą „Ustka” w barwach narodowych. Zaraz podbiega do mnie jakiś menel, który powiedział że jest z Arki. Dodał też, że jak nie dam mu na bilet to zaraz wpadnie tu ze swoją bandą. Wybuchnąłem śmiechem, typ  odszedł i już go więcej nie widziałem. Na stadionie dało się odczuć atmosferę wielkiego święta. Wkrótce zaczął się też dym, starcie chyba z Ruchem miał Górnik Zabrze. Jeden koleś dostał potężnego kopa i osunął się dwa rzędy niżej. Podobnych przypadków było oczywiście więcej. Zabawę kończą psy, którzy wyrzucają walczących ze stadionu. Cały stadion krzyczy: „wypie*dalać…” i bije brawo policji. Na meczu było sporo kibiców z Pomorza, widziałem flagi z Ustki, Gdańska, Gryfina, Tczewa, Słupska, Kołobrzegu, Malborka, Świecia, Szczecina itp. Ciekawa była droga powrotna, każdy zajazd na biało-czerwono. W Ustce jestem na drugi dzień rano.

Paweł

Źródło: zin DIABLOS 2001 nr 5 (Ruda Śląska)