PP: Arka Gdynia 0-1 GKS Katowice

17.09.2003, środa 19:00 – widzów 5000

Do Łęcznej GKS nie mógł pojechać z powodu zakazu (remont stadionu), za to po meczu za postawę piłkarzy spuścili im łomot na parkingu klubowym.

Za to na środowe spotkanie w ramach Pucharu Polski w Gdyni stawiło się aż 348 fanów z Katowic, którzy byli wspomagani przez przyjaciół z Ostravy, co łącznie dało liczbę 361 głów. W klatce pojawiły się takie flagi jak Łowcy Śmierdzieli, GKS Katowice, FC Banik i SK1964. Katowiczanie również prezentują choreografie zgodową z kartonów. Śledzie również pokazali się ze strony ultras: serpentyny, kartony, transparenty na kij i pirotechnika. Warto również zaznaczyć że wszyscy byli ubrani w żółte koszulki.

Obrażony trener GKS-u nie pojawił się na tym meczu, a mimo to fani odpowiednio „zmotywowali” swoich piłkarzy którzy wygrali 1:0. Ciekawska i jak zawsze”rzetelna” telewizja TVN po meczu próbowała zrobić wywiad z kibicami, na temat pobicia piłkarzy, jednak nic dziwnego że zostali odesłani z niczym.

Relacja GieKSiarza

Na ten mecz ciśnienie w naszych szeregach było wyjątkowe, bo chociaż szczebel pucharowy był niski, a i dzień nie zbyt sprzyjający (środa) to przeciwnik z pierwszej półki kibicowskiej. Arka grała w drugiej lidze, więc drugi raz konfrontacja z kibicami gdyńskiej jedenastki mogła się prędko nie trafić.
Dodatkowego smaczku meczowi dodawał fakt, że był to pierwszy mecz po głośnym w całej Polsce pobiciu piłkarzy GieKSy przez swoich kibiców, którzy sami wymierzyli karę za rzekome sprzedanie meczu z Górnikiem Łęczna. Po przybyciu do Gdyni jesteśmy oblegani przez fotoreporterów i dziennikarkę programu „Uwaga”, która swoimi idiotycznymi pytaniami nieźle nas rozbawia.
Pierwszą dobrą wiadomością była cena biletu. Cały wyjazd kosztował 20 zł (wyjazd dofinansowali sportowcy), więc ekipa rzeczywiście się sprężyła i w sile 348 osób (w tym 8 chłopaków z Banika) wyruszyliśmy na podbój Pomorza Gdańskiego.
Z Katowic wyjechaliśmy chwilę po 9:00 rano, a cała trasa przebiegała spokojnie, w Gdyni przesiadamy się do podstawionych autobusów i zmierzamy na stadion Bałtyku Gdynia…
Na stadionie meldujemy się na około godzinę przed meczem, ochrona skrupulatnie nas przeszukuje, żebyśmy nie wnieśli żadnych środków pirotechnicznych. Gdy już wchodzimy wszyscy, do naszego sektora podchodzi chłopak z Arki i przerzuca przez płot torbę z całą pirotechniką, która została przywieziona przez kogoś od nas samochodem. My szybko otwieramy torbę i szybko dzielimy się jej zawartością. Chłopak z Arki zostaje od razu zawinięty przez policję, wielkie dzięki i szacunek za to co zrobił. Na płocie po naszej stronie zawisły trzy fany – GKS KATOWICE, Łowcy ŚmieRdzieli oraz Banika z herbem.
Mecz się kończy wynikiem 1-0 dla GieKSy, my staramy się przez cały mecz prowadzić doping, który wychodzi nam bardzo dobrze, do tego prezentujemy duże ilości pirotechniki – wszelakich bengali, rac, stroboskopów, zimnych ogni plus kartoniade w barwach GKS-u i małe kartony z napisami FCB. Nasz sektor wyglądał tego dnia imponująco żeby nie napisać ZAJEBIŚCIE!
Co ciekawe obrażeni piłkarze zupełnie nas ignorują, po meczu żaden nawet nie zwraca się w naszym kierunku by podziękować nam za doping i tak liczne przybycie.
Na meczu ogólny spokój z obydwu stron, więc bez przeszkód ruszamy w drogę powrotną. Droga powrotna też spokojna poza tym, że w ruch na co „ciekawszych” stacjach szły ręczne, rekord to 4 w Poznaniu.
Warto dodać, że był to chyba pierwszy wyjazd, na którym zostały wprowadzone żółte koszulki, nasz znak rozpoznawczy po dziś dzień.
W Katowicach bez większych przeszkód (chociaż podobno w drodze powrotnej czekała na nas Lechia, ale ze względu na zbyt dużą eskortę odpuszczają) meldujemy się około 8:00 rano, po niemal całej dobie podróży. Jednak nie ma wśród nas zawiedzionych – wyjazd zaliczony na dupny PLUS!

Źródło: zin SK1964 nr 8 (Katowice) sierpień 2007

Więcej zdjęć na arkowcy.pl

Źródło: magazyn ULTRA i Monografia GieKSy Tom III

Relacja NFG

Takie mecze zdarzają się raz na kilka lat. Arka Gdynia to bardzo atrakcyjny przeciwnik dla każdego kibica w Polsce. Fakt, że oba zespoły występują w różnych klasach rozgrywkowych sprawia, iż na boisku mogą spotkać się tylko podczas meczu Pucharu Polski. Traf chciał, że los skojarzył nas właśnie z Arką i to na dodatek na jej boisku. Szykował się więc bardzo ciekawy wyjazd, na który czekało z niecierpliwością wielu kibiców GieKSy.
Przygotowania do meczu były wyjątkowe. Specjalna cena biletu miała przyciągnąć jak największą liczbę kibiców. Tak też się stało i mimo środy na Pomorze Gdańskie pojechało 361 osób. Wyjazd zaczął się w dniu meczu, parę minut po 9 rano, kiedy to wyjechaliśmy ekspresem z Katowic. Podróż minęła szybko i spokojnie. Na miejsce dotarliśmy o 17:00. Na dworcu czekały na nas trzy autokary przegubowe, które w ciągu kwadransa dowiozły nas pod stadion miejski. Oprócz policji i autokarów czekały na kibiców kamery m.in. łowców sensacji telewizji TVN, która oczywiście w programie sensacyjnym „Uwaga” pokaże kibiców GieKSy nazywając ich kibicami (sponsora). Ciekawe tylko czy na innych stadionach w tym dniu były kamery TVN szukające sensacji?

Na sektorze zasiedliśmy około godziny przed meczem. Miejscowi zaczęli się schodzić i w momencie rozpoczęcia spotkania na trybunach było około 5000 osób. Nas w sektorze 353 osoby i 8 kibiców Baníka Ostrava. Z grupy Ultras GieKSa w Gdyni zameldowało się 13 osób: Abrisk, Chudy, Ćwirek, Damian, Davids, Jahho, Katowicer, Kobra, Marlo, Patyk, Piter, Set, Tolog

Mecz rozpoczął się od wyrzucenia serpentyn przez miejscowych. Sprzątanie po nich trwało kilka minut. My pokazaliśmy kartoniadę i zaczęliśmy prowadzić głośny doping. W pierwszej połowie nie zanotowano bramek, choć obie drużyny mogły wykorzystać chociaż jedną sytuację. Po przerwie było ciekawiej na boisku jak i na trybunach. Na boisku została zdobyta jedna bramka i to przez nasz zespół. Strzelcem okazał się Tomasz Owczarek. Na trybunach w czasie tej części gry trwała kanonada pirotechniczna. Nasz sektor co jakiś czas rozświetlany zostawał przez stroboskopy, race, bengale i zimne ognie. Cały czas trwał głośny doping. Wszyscy GieKSiarze mieli ubrane żółte koszulki, dzięki czemu nasz sektor wyglądał bardzo kolorowo. Kibice miejscowych też zaprezentowali się całkiem nieźle, mieli race, sektorówkę i pasy materiału. Wyglądało to efektownie, doping był trochę gorszy.

Podsumowując – spotkanie bardzo ciekawe z każdego względu, może piłkarsko było trochę słabo, ale najważniejszy jest korzystny wynik. Szkoda tylko, że piłkarze nie podziękowali nam za przejazd całej Polski i gorący doping.

Nasze liczby ultras:

- kartoniada
- 30 rac
- 100 bengali
- 600 zimnych ognii
- 60 śruboli
- 600 balonów
- konfetti
- 300 flag na kijach
- fany na dwóch kijach
- bęben
- 350 żółtych koszulek

Źródło: nfg.prv.pl