PP: LKS Jankowy 0-3 GKS Katowice

06.10.1993, środa 12:00 – widzów 3000

Wyjazd do Jankowych był naprawdę niezapomniany. Najpierw pociągiem dotarliśmy do Kępna, gdzie okazało się, że nie mamy jak dojechać do tych Jankowych. Chcieliśmy wsiąść „taryfy”, ale żaden taksówkarz nie chciał z nami jechać. Chcąc nie chcąc musieliśmy te parę kilometrów iść z buta. Szczęście, w nieszczęściu po drodze udało nam się zatrzymać traktor z naczepą i w taki oto sposób dotarliśmy do celu. Nie zapomnę momentu, gdy wjeżdżaliśmy na tę wioskę. Na słupach wzdłuż drogi były zamontowane głośniki – cos na wzór radiowęzła. I z tych głośników leciało jakieś dyskopolo, ale w pewnym momencie włączył się jakiś gość i zaczął mówić coś w stylu: „witamy kibiców z Katowic” :) . Pełen folklor. Podobnie było na stadionie, który tego dnia był nabity do granic możliwości (3000 widzów). Na tym stadionie jak gdyby nic prosto z „Żuka” sprzedawane były jabole. Nie omieszkaliśmy skorzystać z takiej okazji, co później było przyczyną właśnie tej małej awantury. Już na naszym sektorze, w którym zameldowaliśmy się w 13 osób jeden z naszych, mocno już zawiany, zaczął się kłócić z miejscowymi. W pewnym momencie chciał ich wystraszyć, że rzuca w nich butelką po jabolu ale pech chciał, że się poślizgnął na trawie ) nasz „sektor” to był poprostu zwykły nasyp). W tym momencie ta butelka wypadła mu z ręki i poleciał w stronę miejscowych, którzy trochę się zagotowali:).

Darek „M”

Źródło: Monografia GieKSy Tom II

Relacja kibica GieKSy

Ten mecz był zapowiedzią wyprawy w nieznane. Dla wioski Jankowy przyjęcie zdobywcy Pucharu Polski było czymś niesamowitym, uświetnieniem tego miał być festyn, który okazał się wielkim niewypałom. W związku z planowaną imprezą mecz miał być przęsunięty z środy na sobotę. Niestety PZPN w ostatniej chwili ( wtorek wieczór) na to nie pozwolił. Dlatego też tylko13 osób zjawiło się we wtorek rano. Wśród szczęśliwej trzynastki było 8 z Tauzena, 3 z Centrum i 1 z Piotrowic. Nie każdy kto chciał pojechał.
Wyjechaliśmy „GWARKIEM” o 6 22.
Kobuch przylazł gdzieś przed Tarnowskimi Górami. No i zaczął się dialog stanęło coś na 80000zł. Każdy coś dorzucił i było O.K. Dojeżdżamy do Kępna skąd chcieliśmy wziąć taksówki, ale nikt z nami nie chciał jechać. Poszliśmy więc na PKS ale autobus jechał dopiero za 2 godziny. Nie zostało nam nic ‘innego jak iść na pieszo. Próbowaliśmy zatrzymywać samochody. W końcu po 6 km marszu zatrzymała się ciężarówka na której wjechaliśmy do celu naszej wyprawy.
Jankawy to obszar na którym stoi 79 domów, 2 sklepy i jedna nieczynna knajpa. Nie ma kościoła, a jest stadion. Ludność wioski w 60% zatrudniona w miejscowej fabryce mebli, której właściciel jest głównym sponsorem klubu.
Śmiesznym etapem wycieczki było wejście przez bramy stadionu. Mieliśmy ze sobą 6 koszulek. GKS-u z. finału P.P. i jako zawodnicy weszliśmy na stadion. Bilety były po 40000zł. Na mecz przyjechało kilku klientów z Lecha. Ekipa chciała strzaskać im twarze ale oni ewakuowali się. Mecz zakończył .się naszym zwycięstwem 3-0-i przypominał jakieś trzecio ligowe boje. Było 3000 widzów.
Na stadionie, sprzedawano piwo, tanie wino i… wódkę. W celu zakupienia trunków ekipa sprzedała bambrom złoty zegarek który wcale nie był złoty; równowartości odpowiadający dwóm litrom gorzołki. To był prawdziwy piknik zakończony zadymą z wieśniakami. W ruch poszły butelki po trunkach które były naszą jedyną bronią. Akcja trwała chwile bo zaraz wpadła policja. Zwinęli FILĘ który miał największy odlot. Wypuszczono go po szpilu na nasze żądanie. Widzący co się świeci piłkarze sami zaproponowali nam wspólny powrót do domu.
Gdy już jechaliśmy tym autokarem wszyscy spali tylko jednej osobie chciało się siusiu. A że kierowca nie chciał się zatrzymać ekipa zaczęła główkować co tu zrobić. W końcu OPAL wpadł na pomysł że można wykorzystać balonik zapobiegawczy, który akurat posiadał przy sobie. Świetny pomysł pomyśleliśmy no i zaczęło się. Balonik był wypełniony w 3/4 swej pojemności. Początkowo sobie spokojnie na ziemi. Z czasem jednak stał się coraz bardziej nieznośny, Szczególnie podatny był na zrywy i hamulce naszego pojazdu. W końcu postanowiliśmy go wyrzucić przez okno. Niestety balonik eksplodował. CO ZA WSTYD. Zaczęliśmy ściemniać przed piłkarzami że to było piwo. A że siuśki rozlały się po całym autobusie, to nic było czuć tuj woni.
Wyjazd należy uznać do udanych. Zarówno ze względu na wynik jak i na przeżyte emocje.

Źródło: zin PSYCHO FANATICS nr 1 (Katowice-Giszowiec) jesień 1994

Relacja sportowa

LKS Jankowy: Kowalski – Kaczmarek, Wojewoda, Jański, Łęgowiak, Radaj, Rygiel, Wojtkowiak, Rusiecki, Dariusz Banasik (64′ Leszczuk), Kosma (68′ Daniel Banasik)
Trener:

GKS Katowice: Janusz Jojko – Adam Ledwoń, Świerczewski, Grzesik, Maciejewski, Grzegorz Borawski, Widuch, Rzeźniczek, Adam Kucz (85′ Pikuta), Marian Janoszka, Dariusz Wolny (78′ Szczygieł)
Trener:

Bramki: – Dariusz Wolny (61), Dariusz Wolny (67), Dariusz Wolny (77)
Sędzia:
Ż. kartki: