Puchar UEFA: Cementarnica Skopje 0-0 GKS Katowice

14.08.2003, czwartek 17:00 – Skopje – widzów 3000

Na ten wyjazd spora liczba Gieksiarzy czekała latami. Ostatni raz było nam dane zmierzyć się w europejskich pucharach 8 lat temu. Losowanie było średnio udane, głównie ze względu na podróż, jaka nas czekała, a także koszty. Przejazd w obie strony autokarem kosztował 200 zł, jednak do tego  dochodziła też wiza macedońska w wysokości 49$, co niestety skutecznie odstraszyło sporo osób. Wnioski wizowe trzeba było złożyć do końca lipca, więc nie było możliwości dotrzeć z informacją o organizowanym wyjeździe do wszystkich kibiców.

Wyjazd z Katowic zaplanowaliśmy na północ z wtorku na środę. Pierwsi GieKSiarze zaczęli się kręcić po centrum od godz 21. Po zajęciu miejsc w autokarze i uprzednim zaopatrzeniu się w różnego typu napoje wyskokowe, wyruszyliśmy z Katowic. W autokarze znalazło się 28 fanów, w tym 1 kibic z Ostravy (dzięki za wsparcie). Nie obyło się bez obstawy policyjnej, która jechała „z nami” do Kobióra. Już na początku wyprawy wszystkich spotkała niespodzianka. Każdy dostał zwrot 49$, jakie wpłacił na wizę macedońską, ponieważ udało się wykombinować, iż jedziemy do Skopje jako szeroka kadra GieKSy, więc ambasada macedońska zniosła nam wizy (choć patrząc na dyspozycje fizyczną niektórych z nas „ambasadorzy” by się zastanowili w jakiej dyscyplinie sportowej gramy). Granicę Polsko-słowacką i Słowacko-węgierską minęliśmy bez przeszkód.

Około południa w środę meldujemy się w Budapeszcie. Przymusowy postój 10-godzinny postanowiliśmy spędzić na basenie i na zwiedzaniu węgierskiej stolicy. Ponad 4h melanżu na basenie, chóralne śpiewy i spożywanie alko. Nasze przybycie znacząco obniżyło średnią wieku na owym kąpielisku. W pierwszej chwili odnieśliśmy wrażenie, że jesteśmy w Ciechocinku albo innym uzdrowisku. W planach na ten dzień mieliśmy obejrzenie meczu kwalifikacji Ligi Mistrzów MTK Budapeszt – Celtic Glasgow, ale niestety istniało spore zagrożenie że „dzięki” zabójczej prędkości naszego autokaru (a raczej kierujących nim- 60km/h), nie zdążymy do Skopje na czas. Niewiadomą było przekroczenie granic, więc mecz ten odpuszczamy sobie.

Mając jeszcze 3h wolnego czasu, udajemy się na Stare Miasto. Po drodze spotykamy kiboli Celticu, z którymi robimy fotki i dyskutujemy o naszych klubach. Piwko na Rynku nie należy do tanich trunków, jego cena to 20 zł. O godz. 20 wyruszamy w dalszą drogę. Bez przeszkód mijamy granicę węgiersko-jugosławską po stronie serbskiej. Poza naszymi paszportami, celnicy ZAŻĄDALI wody mineralnej! Na jeszcze bardziej egzotycznym przejściu jakim jest serbsko-macedońskie, musieliśmy zostawić celnikom Coca-Colę i pamiątki klubowe. Dostali sporą ilość kalendarzyków kieszonkowych i mogliśmy jechać dalej. O. godz 13 meldujemy się przed hotelem Continental w Skopje, gdzie nocowali nasi piłkarze. Dziennikarze z Polski i kibole, którzy lecieli samolotem, udostępnili nam swoje pokoje, aby każdy mógł wsiąść prysznic po kilkunastogodzinnej podróży. W związku z tym, że miejscowa policja nie wyraziła zgody żebyśmy samodzielnie przemaszerowali na stadion, zmuszeni byliśmy drogę dzielącą hotel od stadionu pokonać autokarem. Tu jednak znowu wystąpił problem, bo nasi „sympatyczni” kierowcy stwierdzili, że muszą zrobić kolejną 10-godzinną przerwę i nie ma mowy by nas zawieźli. Na szczęście z pomocą przyszli nam włodarze naszego klubu i autokar, który zawiózł na stadion piłkarzy wrócił po nas i tak znaleźliśmy się na reprezentacyjnym obiekcie w stolicy Macedonii. Weszliśmy tam bez biletów, ale humory znów popsuła nam policja, która brała do depozytu wszystko co się dało. Niektórzy musieli oddać nawet perfumy. Oczywiście po spotkaniu nic nie odzyskaliśmy… Na sektorze zasiadło nas w sumie 40 osób, bo na miejsce dotarła jeszcze czwórka chłopaków, która podróżowała samochodem. Dołączyło do nas także 12 polskich żołnierzy stacjonujących w siłach pokojowych w Macedonii. Na wielkim stadionie pojawiło się niewielu widzów, a warto wspomnieć, że dzień wcześniej na meczu Vardaru ze Spartą Praga miejscowych w walce o awans do Ligi Mistrzów dopingowało aż 20 tysięcy kibiców. Senna atmosfera i słabiutka gra piłkarzy sprawiły, że doping tego dnia był w naszym wykonaniu marny. Po spotkaniu pod stadion podjechał autokar, który zawiózł nas z powrotem do hotelu. W związku z tym, że do odjazdu mieliśmy jeszcze 5 godzin, część z nas udała się do okolicznych knajp a reszta pozostała w hotelowym barze. Nie muszę dodawać, że kelnerzy nie nadążyli z przynoszeniem piwa do naszych stolików. W końcu ruszyliśmy w drogę powrotną. Oczywiście nie odbyło się bez łapówek na granicy macedońsko-serbskiej, a także 10-godzinnego postoju w Budapeszcie, gdzie tym razem zwiedziliśmy m.in. Nepstadion. Do Katowic dotarliśmy w sobotę ok. południa. Byliśmy zmęczeni, ale warto było. Była to z pewnością niezapomniana wyprawa.

Piter

Źródło: TMK i Monografia GieKSy Tom III