Raków Częstochowa 0-0 GKS Katowice

14.04.2007

Relacjonuje kibic Rakowa

Jeszcze parę lat temu taki mecz mógł kojarzyć się z pierwszoligowymi pojedynkami. Teraz przyszło nam się zmierzyć za sobą zaledwie w trzeciej lidze. Jesienią Gieksiarze umożliwili nam oglądanie meczu na Bukowej, mimo iż oficjalnie oglądać go nie mogliśmy. W zamian postanowiliśmy dać GieKSie tyle biletów, ile będą chcieli, zastrzegając jednak, że w grę wchodzi tylko sektor gości. Stanęło na 520 wejściówkach, czyli ponad dwa razy wiecej niż sugerowały służby mundurowe. Ostatecznie tyle osób z Katowic przyjechało specjalem, ponadto samochodowi (zgredo-działacze), którzy też zasiedli w klatce. Łącznie 540 osób, wszyscy na żółto. Dla nas mecz cały czas układał się pod górkę. Ze względu, że wszelcy mundurowi na samą myśl o tym spotkaniu dostawali sraczki, były pewne utrudnienia. Po rozmowach z zarządem zrezygnowaliśmy z pirotechniki, dopiero na ostatnią chwilę w piątek dotarły sreberka, a w sobotę zamiast kolejnej porcji gadżetów na oprawę dotarła informacja, że paczka dojdzie z opóźnieniem… Cóż, wykorzysta się to np. na Stilonie. Przed pierwszym gwizdkiem nastąpiła mała konsternacja. Obserwator uznał flagę grupy „CN03″ za… rasistowską. Po tłumaczeniu, że to jest grupa ultrasównie mająca z KKK nic wspólnego, spotkanie się rozpoczęło. Młyn w szczytowym momencie w pierwszej połowie liczył z 800 głów (centralna część ubrana na czerwono). Po przerwie nieco zmalał, ale wzamian za bramką aktywana wokalnie była setka ludzi, może nawet więcej. Czasami fajnie wychodziło śpiewanie czegoś na dwa młyny. Oprawa na meczu symboliczna (przyczyny wyżej), ale fajnia i innowacyjna jak na warunki panujące na Limanowskiego. Doping dobry, choć jednak trudno było ogarnąć taką grupę ludzi i czasami wychodziło to średnio. Goście za to dopingowali równo przez cały mecz. Ogólnie trzecia liga nam służy. Po raz kolejny grając z rywalem z czasów pierwszoligowych, tworzymy najliczniejszy młyn w historii pojedynków z GKS-em.

Relacjonuje kibic GKS-u

Dzieki kibicom Rakowa dostalismy 520 biletów na ten mecz. Chętnych było duzo więcej. Bilety rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Na mecz wyruszamy dwoma wynajętymi składami. Na miejscu dużo policji + kilku na koniach. Do klatki wchodzimy bez dokładnej kontroli. Wszyscy jesteśmy w żółtych koszulkach. Młyn Rakowa pełny. Raków prezentuje chorągiewki w barwach swoich i Stali. Potem pokazują czerwono – niebieskie sreberka i po bokach chorągiewki, a na górze napis z transów RAKÓW. Rozwinęli jeszcze sektorówkę. Zajebiście im wyszła piosenka „Ave Racovia” (gest sieg heil). Ich doping średni, GieKSa jest głośniejsza. Pod koniec nasz doping trochę osłabł, na co wpływ miała pogoda (tego dnia było bardzo gorąco). Na boisku nudy (bezbramkowy remis). Powrót spokojny i wesoły, w Katowicach jesteśmy ok. 20. Wyjazd udany

Źródło: TMK

Relacja GieKSiarza – okiem organizatora

Już przed 13:00 na estakadzie zbierają się pierwsze grupki kibiców. Odjazd pociągu przewidziany na 13:30, już po 13:00 niektórzy chcą się udać na perony, lecz organizatorzy nie zezwalają na jakiekolwiek przechodzenie poza estakadę. Kwadrans po trzeciej kibice wyruszają schodami na perony, jednak nie wszyscy razem! Dzielimy się na dwie grupy, ponieważ ekipa rządząca pomyślała, że tak będzie lepiej, pozwoli to na rozładowanie tłumu. Potem, gdy już wszyscy byli na peronie nastąpiło wejście do pociągu po wcześniejszym okazaniu biletu, by nikt w tym dniu nie pojechał ponad planowaną ilość – 520 osób. Przypomnę, że dzięki uprzejmości kibiców i zarządu z Częstochowy dostaliśmy taką ilość listków i nie chcieliśmy robić przypału przyjeżdżając tam w 700 osób. Niektórzy jednak musieli zabłysnąć i wchodzili „na przypał”, lecz od razu odpowiednie osoby wypraszały ich z pociągu. Aż szkoda pisać o tych, którzy próbowali wejść przez okno. W tym momencie widać, że opłaca się jeździć na dalsze wyjazdy by potem na te „atrakcyjniejsze” dostać bilet w pierwszej kolejności (wyjazd na Stilon, uprawnia do pierwokupu biletu na Jastrzębie). Wracając do wyjazdu…

Pociąg ruszył i ekipa ZIN zaczęła rozdawać swoją gazetkę oraz informacje o zniszczeniach pociągu z Nowej Soli. Jak widać poskutkowało, bo w drodze na mecz jak i z powrotem do Katowic nie zauważyłem jakiś szczególnych zniszczń. Mam nadzieję, że i dziś tak będzie! Pamiętajcie, że niszcząc pociąg musimy potem robić droższe wyjazdy, by spłacić karę nałożoną przez PKP. O drodze, meczu jak i powrocie można przeczytać w innym artykule.

Ja jako organizator chciałem wszystkim podziękować za dostosowanie się do wymogów organizacyjnych na tym wyjeździe i mam nadzieję, że zawsze będzie tak to wyglądało. Cieszy też dostosowanie się do zakazu alko, co poniektórych oczywiście, ale całą akcję można zaliczyć do udanych, ponieważ nie było najebańców, którzy tracili orientacje, Ci, co byli w Nowej Soli, wiedzą, że tam takich osób było sporo. Podczas wyjazdu na Jastrzębie, również będzie zakaz alkoholowy, każdy te półtoragodzinny podróży wytrzyma bez dopalaczy w postaci procentów.

Źródło: zin SK1964 nr 3, 2007 (Katowice)