Ruch Chorzów 0-2 GKS Katowice

07.04.1984

Pod Skarbkiem zebrało się nas „aż” 70 i wyruszyliśmy do Chorzowa-Batorego. Wtedy jeszcze nie było odrębnych kas dla gości, więc bilety kupowaliśmy w kasach miejscowych i w kolejce rozmawialiśmy ze znajomymi kibicami „niebieskich”. Nie było żadnego „komitetu powitalnego”, bo fani Ruchu nie traktowali nas wtedy poważnie. Na stadionie usiedliśmy pod zegarem (tak, tak – w tamtych czasach jeszcze dopingowało się na siedząco). „Niebieskich” w „młynie” było nie więcej, niż 1000. Nas była garstka, ale „kozaczyliśmy” straszliwie. Zaśpiewaliśmy Ruchowi: „Choćby was tam było całe 2000 będziecie spierdalać jak dzikie zające”. Po powrocie do Katowic, na dworcu na sąsiednim peronie stali Fani Ruchu zBrynowa, Ligoty, Piotrowic i Mikołowa w liczbie 300 i postanowili się odegrać na nas. Zbiegli różnymi schodami na dół, więc zrobiliśmy to samo. Obie ekipy rozproszyły się na grupki po 10-20 osób, co uratowało nas od lania, bo w pojedynkach mniejszych grup wyszło na remis. Raz wygrali oni, raz my.

Darek z Centrum

Źródło: Monografia GieKSy Tom I