Rumunia 2-1 Polska

29.03.1995, Bukareszt

Relacja kibica Arki Gdynia

Wyjazd do Rumuni zapowiadał się ciekawie. Wyjechaliśmy z godzinnym opóźnieniem. We Włocławku ośmiu kiboli Arki okradło i zdewastowało sklep spożywczy. W Toruniu zatrzymały na psy i przeszukały cały autokar. Winowajców skręcono na komisariat. Próby odszukania i uwolnienia kumpli nie zdały się na nic. O godzinie czwartej rano wyjechaliśmy z Torunia. Nie pozostało nam nic innego, jak tylko się nachlać i podążać do granicy w Cieszynie. Na miejscu czekało na nas 4 braci z Zagłębia Lubin. Około południa zatrzymaliśmy się w małym słowackim mieście gdzie „Rybak” wyprawił swoje dwudzieste drugie urodziny. Poszło około 250 piw, parę butelek wódki. Były tańce, śpiewy i świetna zabawa. Późnym popołudniem wyjechaliśmy w dalszą podróż. Nie chcieliśmy zatrzymywać się na Węgrzech, ponieważ było tam bardzo drogo. We wtorek rano przekroczyliśmy granicę węgiersko-rumuńską. Zatrzymaliśmy się w białych od śniegu Karpatach, w dosyć dużym zajeździe. Trochę sobie podjedliśmy, popiliśmy i pośpiewaliśmy. Później zakupiliśmy trochę „sprzętu” na dalszą drogę i pojechaliśmy w pogańskie strony, gdzie oprócz Bukaresztu był bród, syf i nędza, ulice z dziurami , tramwaje bez szyb i drzwi. W domach zamiast okien były pozakładane folie. Przykry widok.
W środę ok. godziny 2:30 w nocy wylądowaliśmy w jednym z hoteli w Bukareszcie, takim co to doba kosztuje 16 dolarów. Jedni zostali w hotelu (ci z Cisowej i okolic), a drudzy (ja, Kapsel i dwóch kibiców Zagłębia z Bolesławca) poszli do rumuńskiego pabu, gdzie było naprawdę fajnie. Piliśmy do szóstej rano, a potem udaliśmy się na chwilę do hotelu, żeby się trochę przespać. O dwunastej wyrzucili nas z hotelu bo skończyła się foba hotelowa, więc pojechaliśmy na stadion STEAUY po bilety, które kosztowały 2 dolary. Przed stadionem spotkaliśmy kiboli Legii, Wisły, Pogoni, Zagłębia Lubin i Lecha Poznań. Jeździliśmy razem po mieście, zwiedzaliśmy, piliśmy i śpiewaliśmy.
Dochodziła godzina szesnasta, więc udaliśmy się na stadion. Usadowiliśmy się w jednym z sektorów. Było nas razem 82 osoby. W czasie meczu kibice Wisły stracili dwie flagi. Rumuni zachowywali się jak prostaki i złodzieje. Najbardziej podobały mi się ich race… z papieru! Na stadionie było 40 tysięcy Rumunów. Większość ze Steauy i Rapidu Bukareszt. Było też parę tysięcy żołnierzy. Sam mecz był całkiem niezły. Po strzeleniu bramki dla Polski odpaliliśmy dwie race. Resztę zabrały nam wcześniej rumuńskie psy. W naszym sektorze panowała wielka radość, mimo że byliśmy z różnych klubów, które w Polsce się nienawidzą. Nikt do nikogo nie miał żalu ani pretensji.
Kiedy bramkę zdobyła Rumunia, my właściwie nie istnieliśmy. Po prostu nas zakrzyczano. Nie słyszeliśmy samych siebie. Przy drugiej bramce było to samo.
To, co najbardziej nam się spodobało, to duży i bardzo ładny stadion Steauy. Nienaganna również była postawa polskich kibiców czyli nas.
Po meczu udaliśmy się w drogę powrotną do Polski. Powrót wyglądał podobnie jak droga do Rumuni, czyli picie śpiewy i dzielenie się wrażeniami.
Gdyby postawa polskich kibiców na meczach reprezentacji była taka jak na meczu z Rumunią, to Anglicy chowaliby się pod ławki. Wyjazd ten udowodnił, że nie jesteśmy zacofani i że umiemy zjednoczyć się na meczach reprezentacji. Wydaje mi się, że ekscesy na tego typu spotkaniach to już historia i że razem będziemy dopingować Polskę,

Kiełbasa

Źródło: zinPOLISH FOOTBALL ZINE 1995 nr 2 (Gdynia)

FILM: 29.03.1995 Rumunia – Polska